marzec11

Rozdział 2. część 2.

dodano: 11 marca 2015 przez Ksaliee


 Oczami Natalii:

Nagle za plecami usłyszałam czyjeś kroki.

- Zamknij okno - polecił czyjś zimny, oschły, nieznoszący sprzeciwu głos.

Odwróciłam się, i zobaczyłam opierającą się o kuchenny blat Oliwię. Siostra widać dopiero co wstała, ponieważ na sobie miała tylko grube, puchate skarpetki w kolorowe kropki, i siegającą przed kolana koszulę nocną z wielką, śpiącą sówką na środku. Włosy miała jeszcze zaplecione w warkocz, a na twarzy ani grama makijażu. 

W sumie nigdy nie mogłam pojąć dlaczego się maluje. Oliwia była naprawdę bardzo ładna, rzęsy miała naturalnie czarne i długie, oczy duże, ciemne. Nie potrzebowała również żadnego pudru, ani koraktora, jednak codziennie rano widziałam, jak wychodziła z domu dokładnie pomalowana. Nie za mocno - w końcu szkoła, jednak już z daleka widać było, że na przykład rzęsy ma pomalowane.

- Głucha jesteś? Zamkniesz to okno, czy nie? - spytała wrednie siostra, przywracając mnie z zamyślenia - To, że tobie jest ciepło, nie znaczy, że wszystkim innym również - uśmiechnęła się złośliwie, odwróciła, i zaczęła nalewać sobie soku do szklanki.

Westchnęłam cicho, jednak posłusznie spęłniłam polecenie.

W międzyczasie dziewczyna zdążyła wyjąć z lodówki dość spory, plastikowy pojemnik z sałatką (bodajże grecką), wziąć widelec, i bez słowa usiąść przy stole tyłem do mnie. Rano zawsze jadła tylko sałatki, gdyż, jak często mówiła "jest gruba, i musi się odchudzać". Ja nie widziałam w niej nic grubego, wręcz przeciwnie, Oliwia była bardzo szczupła, prawie wszystkie dziewczyny z naszej szkoły chciałyby wyglądać jak ona, jednak siostra albo udawała, że nic o tym nie wie, albo poprostu podobało jej się to, że w szkole traktowana jest jak gwiazda, i świadomie robiła wszystko, by to utrzymać.

Dlatego teraz, zamiast zrobić sobie choćby kanapkę, ona wolała zjeść kilka listków sałatki, i parę plasterków ogórków wcale nie starannie wymieszanych ze sobą.

Pokręciłam głową, i już miałam podejść do lodówki aby zacząć przygotowywać coś do zjedzenia, gdy nagle przypomniała mi się jedna rzecz. Siostra nigdy, ale to nigdy nie wstała przed siódmą. Kiedyś spóźniła się dziesięć minut na swoją komunię, gdyż za późno wstała. 

A teraz? Wpół do siódmej, a ona już na nogach?

- Oliwia? - zaczęłam ostrożnie - Mogłabym zadać ci pytanie? - siostra spojrzała na mnie niechętnie, i powoli przełknęła spory listek sałaty.

- Właśnie je zadałaś - odpowiedziała wrednie. 

Westchnęłam ciężko, jednak nie dałam za wygraną.

- A mogę jeszcze jedno? 

- Właśnie to zrobiłaś - zaśmiała się szyderczo, jednak po chwili uspokoiła się - Dobra, ale szybko - ostrzegła, a ja natychmiast usiadłam naprzeciwko niej.

- Dlaczego tak wcześnie wstałas? 

Oliwia przewróciła oczami.

- Myślałam, że to będzie jakieś mądre pytanie - jęknęła, i wzięła łyk soku - Dlaczego pytasz?

- No bo wiesz... Nigdy nie wstawałaś tak wcześnie - powiedziałam nieśmiało, a ona zaśmiała się.

- Jak to możliwe, że "najlepsza uczennica w tym liceum" - tu zakreśliła w powietrzu niewielki cudzysłów, a jej głos wręcz kipiał od złośliwości - o niczym nie wie? Czyżby panna Natalia nie czytała głoszeń? - spojrzałam na nią zdumiona.

- O co ci chodzi?

- O co mi chodzi? - Oliwia zaśmiała się raz jeszcze, po czym wstała, i wyrzuciła puste opakowanie po sałatce do kosza - Niby taka uważna, a ogłoszeń nie czyta - uśmiechnęła się pod nosem, i włożyła brudny widelec do zlewu - Dziś jest casting do drużyny cheerleaderek, i ja jako szefowa zasiadam w jury, więc muszę wcześnie wstać i się ogarnąć - usmiechnęła się, najwidoczniej dumna z siebie.

No tak. W tej chwili przed moimi oczami pojawił się obraz tych wszystkich ogłoszeń, których nigdy nie miałam czasu przeczytać. 

- Gratuluję - uśmiechnęłam się wesoło, a Oliwia po raz kolejny przewróciła oczami.

Chciałam skorzystać z jej chwilowej uprzejmości, aby w spokoju porozmawiać o tym castingu, gdzie się odbywa, co się tam robi i tym podobne, jednak Oliwia znów wróciła do "starej" siebie.

- Nie ciesz się, gdybyś nawet przyszła, to i tak się nie dostaniesz. Pamiętaj, że to ja mam decydujący głos w sprawie przyjmowania nowych osób - spojrzała na mnie uśmiechając się wrednie - Ty zresztą nawet nogi podnieść nie umiesz - zaśmiała się.

Chciałam jej jeszcze powiedzieć, że ja wcale nie miałam zamiaru brać udziału w tym castingu, jednak dziewczyna wyszła z kuchni. 

Wzruszyłam ramionami, i pomyślałam, że lepiej zacznę czytać wszystkie ogłoszenia jakie tylko zobaczę. 

**********************************************************************************

Do godziny siódmej zdążyłam zrobić sobie śniadanie, zjeść je, pozmywać naczynia i przewietrzyć kuchnię. Niewiarygodne jest jak długo można jeść dwa tosty. Dzisiaj nie wyszły mi najlepiej, były lekko gumowe, jednak nadal mi smakowały. Talerz z resztą postawiłam na stole, może tato je zje. 

Tato ma do pracy na dziesiątą, jednak kończy ją o dwudziestej, i rzadko bywa w domu. Brakuje mi go bardzo. Przez ostatnie zdażenia stał się mniej rozmowny, bardziej cichy i zamknięty w sobie. Już nie wychodzimy razem na spacery, nie oglądamy wspólnie telewizjii. Czuję, że oddala się od nas coraz bardziej. Większość dnia spędza w pracy, a gdy wraca do domu, od razu zamyka się w swoim gabinecie. Nie podoba mi się to bardzo, jednak na wszelkie moje namowy na wspólne spędzanie czasu, tato wykręca się nadmiarem obowiązków. Chodzi spać bardzo późno, myśle, że około pierwszej, drugiej w nocy. Często rozmawia przez telefon, jednak nigdy przy nas. Niepokoi mnie to, ponieważ tato nigdy nie miał przed nami tajemnic, a teraz wyraźnie czuję, że coś ukrywa. Mam nadzieję, że to nie jest nic złego, i że niedługo wszystko się wyjaśni.

Była siódma pięć, gdy poszłam do łazienki umyć zęby. Olga powinna być za piętnaście minut, więc zostało niewiele czasu. Na szczęście dziewczyna jest punktualna, więc nie muszę martwić się spóźnieniem do szkoły.

Szybko umyłam zęby, i rozczesałam końcówkę warkocza. Nie zbyt lubię chodzić w takiej fryzurze, jednak wiem, że do szkoły jest ona najwygodniejsza. 

Kucnęłam przy plecaku, aby jeszcze raz sprawdzić, czy aby napewno mam wszystko. Książki są, zeszyty są, praca na plastykę jest.  Dalej nie rozumiem po co licealistom rysowanie martwej natury. Owszem lubię rysować, nawet bardzo, sądzę jednak, że niczego to nie rozwija. Niemniej jednak pracę zrobiłam.  

No tak jeszcze strój na wf. Pani powiedziała, że tylko klasy sportowe mogą ćwiczyć w zimie w spodenkach, ponieważ wykonują więcej ruchu niż my, dlatego w zimie zobowiązani jesteśmy do ćwiczenia w dresach. 

Mamy taki harmonogram ćwiczeń. Od listopada do połowy marca trwa zima - wtedy wszyscy muszą ćwiczyć w dresach (oprócz klasy sportowej), a od połowy marca (z wyjątkiem lipca i sierpnia) jest wiosna - wtedy my również możemy ćwiczyć w spodenkach. 

Nie sądzę, że to zbyt udany pomysł. Szczerze mówiąc uważam to za kolejny wymysł naszej nieco za bardzo rozrywkowej pani dyrektor, jednak jak każdy inny muszę się dostosować.

 Dlatego teraz starannie składam moją śnieżnobiałą bluzkę do ćwiczeń i wyżej wspomniane szare dresy. Jeśli chodzi o buty to powinny być "białe lub czarne, z białą, nie ślizgającą się podeszwą". Ja mam czarne, ponieważ są praktyczniejsze, i jak wiadomo, mniej się brudzą.

Dokładnie w momencie, w którym pakowałam do plecaka reklamówkę z moim strojem zabrzmiał dzwonek do drzwi. 

**********************************************************************************

Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że się podoba :) Komentujcie :)




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy