maj28

Rozdział 4, część 2.

dodano: 28 maja 2015 przez Ksaliee


Witam wszystkich :) Na początku chciałabym wyjaśnić, dlaczego przez tak długi okres nie było ani jednej nowej notki. Otóż zepsuł mi się laptop, i kopmuter też. Tzn, ogólnie działał, ale internetu nie było. I tak przez parę tygodni, dopóki nie wrócił mój tata, a wrócił przedwczoraj, a właściwie wczoraj o północy. Coś tam poklikał, i proszę bardzo, wracam z moim opowiadaniem :) Naprawdę nie wyobrażacie sobie jak ciężko żyje się z taką przeogromną chęcią napisania nowej notki, ale po prostu nie było takiej możliwości. Teraz internet działa, więc nowa notka będzie, a jak uda mi się jutro wyżebrać od mamy zgodę na niepójście do szkoły, to jutro będzie kolejna. Chcę jeszcze zaznaczyć, że na telefonie nie mogę dodawać notek, bo sama nie wiem czemu. Po prostu jakoś nie. Ale prawdę mówiąc najnowszego modelu to ja nie mam ;) Postaram się, żeby notki były dłuższe, i oczywiście lepsze :) Bardzo dziękuje za komentarze, nawet nie wiecie ile one dla mnie znaczą :) Już nie przedłużam, z góry przepraszam za błędy interpunkcyjne, lub jakieś tam jeszcze :) ******************************************************** Gdy wszyscy już weszli do szatni, podeszłam do Olgi. Cud, że w tym zamieszaniu nie zgubiłam plecaka. - Cud, że w tym całym zamieszaniu nie zgubiłam plecaka - powiedziała, a ja zachichotałam. Olga spojrzała na mnie zdziwiona. - Co, z czego się śmiejesz? No powiedz, też chcę się pośmiać! - dodała, gdy nie odpowiadałam, zajęta chichotaniem - Jak nie chcesz, to nie mów - po czym udając obrażoną skierowała się do szatni, a ja po chwili dołączyłam do niej. ******************************************************** Niestety Olga nie zdążyła spisać całej pracy domowej przed dzwonkiem, i siedząc na lekcji wierciła się niespokojnie na swoim krześle. - Jezu, ona mnie napewno spyta - powtarzała w kółko. Wzięłam ołówek, i patrząc czy nauczycielka nie widzi, napisałam w rogu kartki rozwiązanie, którego dziewczyna napisać nie zdążyła. Olga natychmiast ożywiła się, i pochylając się nad zeszytem, zaczęła szybko pisać. Uśmiechnęłam się pod nosem, i zajęłam się obserwowaniem nauczycielki. Fizyczka - pani Jolanta Mościcka jest około pięciesięcioletnią kobietą, uczącą w naszej szkole od około trzydziestu lat. I jest również naszą wychowawczynią. Szczerze mówiąc nikt z mojej klasy jej nie lubi, oprócz mnie. Pani Mościcka jest bardzo sypmatyczną i miłą kobietą, jednak nie daje sobie wchodzić na głowę. Jej lekcje są bardzo ciekawe, i przyjemne, przynajmniej dla mnie, dlatego lubię i ją i jej przedmiot. Jednak mojego zdania nie podziela Olga, która delikatnie mówiąc nie lubi pani Mościckiej, i wydaje mi się, że z wzajemnością. Teraz pani chodziła po klasie, przy każdym końcu odwracając się z iście wojskową precyzją. W rękach trzymała dziennik, i pewnie myślała, kogo wezwać do tablicy. - Dobra, przepisałam - szepnęła Olga, a ja szybko starłam napisy z zeszytu - teraz przynajmniej dostanę 2. Nagle pani Mościcka odezwała się. - Do odpowiedzi przyjdzie numer... - Olga tak mocno ścisnęła moją rękę, że myślałam, że zaraz mi ją złamie - numer szesnasty - Olga wydała z siebie głośny pisk. - To jest Olga Kubiak - pani usiadła przy biurku, założyła nogę na nogę - No dziecko pospiesz się, nie mamy całego dnia. Olga chwyciła swój zeszyt, i chwiejnie podniosła się z krzesła. - Powodzenia - szepnęłam cicho, dziewczyna była blada jak ściana. - Więc tak - pani wzięła do ręki jej zeszyt - praca domowa jest? Olga niemrawo pokiwała głową. - O dziwo bezbłędnie. Wolę nie myśleć, że od kogoś ją przepisałaś - tu spojrzała na mnie, a ja poczułam, że robię się czerwona. - Więc Olgo, napisz mi proszę na tablicy wzór na... ************************************************************ - Co za wredna baba - mruczała pod nosem Olga, między jednym a drugim łykiem zupy, która ani kolorem, ani konsystencją nie przypominała zupy - Nie mogła spytać kogoś innego? Siedziałyśmy razem na stołówce, i Olga wyładowywała właśnie swoją złość na bogu ducha winnym chebie. - Co ja teraz powiem mamie? Kolejna dwója? Ona się normalnie na mnie uwzięła! Powiem szczerze, że normalnie nie mam nic przeciwko jej narzekaniom, jednak w tej chwili chciałam skupić się na pracy domowej z matematyki. - Olga... - zaczęłam spokojnie, żeby nie zdenerwować jej jeszcze bardziej - Uspokój się, napewno to poprawisz. To dopiero początek roku. - No właśnie! To dopiero początek roku, i już wstawiła mi dwóję! Co będzie potem? A przecież wiesz, jak dużo się uczyłam! Prawdę mówiąc nigdy nie widziałam uczącej się Olgi, ale wolałam jej tego nie wypominać w tym momencie. Na szczęście nikogo oprócz nas na stołówce nie było, co pozwoliło nam uniknąć spojrzeń, bo Olga krzyczała tak głośno, że na pewno zwróciłaby uwagę wszystkich. - Olga, nie przejmuj się tą dwóją, obiecuję, że ci w tym pomogę, tylko nie krzycz tak dobrze? - Olga niechętnie kiwnęła głową, ale nagle spojrzała na mnie jakoś tak dziwnie. - Ej Nati mogłabyś... eee na chwilę wyjąć z mojego plecaka... chusteczki, i mi podać? Bo ja idę odnieść talerz - i wręcz uciekła z talerzem do okienka. Westchnęłam i rozsunęłam jej plecak. A tam były... pompony? Co pompony robią w plecaku mojej przyjaciółki? Wiem, że to pompony, bo Oliwia ma takie same. Rzecz jasna inny kolor, bo jako przewodnicząca cheerlederek "musi się wyróżniać", ale to napewno pompony. - Olga? - zaczęłam, gdy dziewczyna pojawiła się przy stoliku - idziesz dzisiaj na casting do drużyny cheerlederek prawda? - No tak... - Olga wydawała się speszona - Chciałam ci powiedzieć, ale bardzo nie chciałam, żebyś pomyślała, że idę tam tylko po to, żeby być jak twoja siostra. Ale wiesz jak ja lubię gimnastykę, wf, no wiesz. I pomyślałam, że dam radę, że zapiszę się... Proszę weź się nie złość.... Nie chcę być jak ona naprawdę, będziemy spędzać dalej tyle samo czasu co wcześniej, ale proszę cię, nie złość się... - Olga przestań - wreszcie udało mi się cokolwiek wtrącić, gdy dziewczyna nabierała tchu aby mówić dalej - Nie jestem ani zła, ani smutna, ani żadna inna. W sumie to jestem szczęśliwa, że chcesz dołączyć do drużyny, że będziesz robić to co lubisz. Nie jestem ani trochę zła - uśmiechnęłam się aby dodać jej trochę otuchy. - Naprawdę? Jezu strasznie ci dziękuję Nati! - Olga po raz drugi tego dnia prawie zwaliła mnie z nóg - Bardzo dziękuję, naprawdę! - Nie ma za co - wystękałam, gdy w końcu mnie puściła - Choć, idziemy, bo zaraz wf. ********************************************************** Po skończonej lekcji wf-u poszłam z Olgą do łazienki się przebrać. Nie ukrywam, że bieg na seśćset metrów na czas bardzo mnie zmęczył, ale co poradzić na to, że nie jestem dobra w biegach? Gdy wyszłam z kabiny Olga już na mnie czekała. - I jak wyglądam? - spytała. Miała na sobie krótki top na ramiączkach w kolorze strojów cheerlederek i czarne spodenki. W rękach trzymała pompony, a włosy miała przewiązane fioletową wstążką. - Jak prawdziwa cheerlederka - uśmiechnęłam się szeroko, i uściskałam ją. - Boję się - powiedziała po chwili Olga - Boję się, że twoja siostra nie przyjmie mnie przez tą sytuację rano, a przecież wiesz, że to ona ma decydujący głos. Po co ja w ogóle po ciebie przyszłam, narobiłam tym samych klopotów - spojrzała na mnie bezradnie. Poczułam nagle złość na Oliwię. Za kogo ona się uważa, żeby źle ocenić Olgę tylko i wyłącznie przez jakieś uprzedzenia? - Nie Olga. Tak nie będzie. Pójdę do niej, i... I porozmawiam z nią. - Co? Jak to, ale o czym? - Nie martw się, to nie będzie żebranie o to, aby cię przyjęła - powiedziałam niepewnie - Poprostu... chcę poprosić ją, aby oceniała sprawiedliwie. - No... tylko, żebyś nie pogorszyła sprawy - Olga zaśmiała się niepewnie. - Nie martw się, będzie dobrze. Nie spóźnij się tylko, bo wiesz, ona nie lubi spóźnień - uścisnęłam ją mocno - To ja idę. ********************************************************** Dopiero w połowie drogi uświadomiłam sobie, co ja w ogóle robię? Co mam jej powiedzieć? "Hej Oliwia, wiem, że kompletnie nie obchodzi cię to co teraz mówię, ale czy mogłabyś przyjąć Olgę do drużyny, bo to w końcu moja przyjaciółka?" Jak mam w ogóle tam wejść? To znaczy, wiem jak wchodzić na halę, ale nie wiem jak mnie przyjmą. Wybuchną gromkim śmiechem? Czy może od razu wypchną mnie za drzwi? Jejku, jak ja sie boję... Czy to normalne bać się własnej siostry? Wyśmieje mnie, na pewno. W końcu robiła to już tyle razy, że dla niej to chyba jak sport. Musiałam skończyć rozmyślania, ponieważ jakoś dziwnie szybko znalazłam się pod drzwiami hali. Z tego całego stresu dłonie mi się spociły. "Raz kozie śmierć, robię to w końcu dla mojej przyjaciółki" - pomyślałam i nacisnęłam klamkę. Gdy tylko otworzyłam drzwi, i podniosłam wzrok, ujrzałam kilkanaście osób. Oczy ich wszystkich utkwione były we mnie. Przełknęłam ślinę tak głośno, że kilka osób stojących najbliżej parsknęło śmiechem, a ja natychmiast poczułam, że robie się czerwona. Stoję właśnie przed tak zwaną "elitą szkoły", ja, osoba, której imię w szkole zna tylko Olga, Oliwa i nauczycielka z fizyki. Sama. Sytuacja marzeń. - Czego chcesz? - usłyszałam drwiący głos Oliwii. Dziewczyna siedziała na samym środku długiego stołu, przykrytego fioletowym obrusem, na którym stały trzy mikrofony. W okół niej były po dwa wolne miejsca, co świadczyło o tym, że to Oliwia jest w centrum uwagi, i to ona ma decydujący głos. Wszędzie wokół plątały się kable, więc jeszcze przygotowania nie zostały ukończone. W sali były same dziewczyny, cheerlederki. Wszystkie ubrane w fioletowo-żółte stroje. Miały fioletowe pompony, i wstążki na włosach, tylko Oliwii były żółte, jak to przewodniczącej, czy jak to się tam w cheerlederingu nazywa. Byłam tak przerażona, że nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Stałam jak sparaliżowana, bojąc się choćby poruszyć. Jejku, co ja mam robić? - Aha, czyli jak rozumiem mała powtórka z rana? - głos mojej siostry był wręcz przesycony jadem - Znowu będziesz tak stać, i się nie odzywać? Jak tak to lepiej wyjdź, marnujesz tlen - uśmiechnęła się złośliwie, a cała sala wybuchnęła śmiechem. Walczyłam sama ze sobą, żeby się nie rozpłakać. Oliwia zwykle mnie ignorowała, lub wygłaszała polecenia, jednak gdy już postanawiała ośmieszyć mnie przed swoimi bardzo licznymi znajomymi robiła to bardzo boleśnie. Siostra powoli wstała, i podeszła do mnie. - No powiesz cos w końcu, czy nie? - Oliwa zaczynała się nie cierpliwić - Albo zaraz cię stąd wywalę, bo jakoś nie wierzę, że mogłabyś przyjść na casting. Ty nawet nogi podnieść nie umiesz - zachichotała, a cała sala razem z nią. - Oliwia czy możemy... porozmawiać? - powiedziałam cicho, starając się nie odwrócić na piecie i wybiec. - Spójrzcie dziewczęta - Oliwia odwróciła się do reszty - Moja kochana, młodsza siostrzyczka chce ze mną porozmawiać - wszystkie zachichotały, a ja zupełnie nie rozumiałam co w tym takiego śmiesznego - Więc rozmawiajmy - uśmiechnęła się słodko, i założyła ręce na piersi. - Ale... a mogłybyśmy na osobności? Proszę cię Oliwia... - spojrzałam na nią błagalnie. Oliwia nie wyglądała na zadowoloną. - Dziewczyny, zaczekajcie na zewnątrz - powiedziała władczym tonem, a one natychmiast się posłuchały... Jak jakieś tresowane pieski. - Więc streszczaj się, i gadaj co chcesz - powiedziała tym samym tonem, gdy drzwi zamknęły się za ostatnią z "jej" dziewczyn. - Mam prośbe... - zaczęłam niepewnie, bojąc się czy mi nie przerwie, jednak Oliwia stała spokojnie patrząc mi w oczy. - Szybciej, nie mam całego dnia, casting zaczyna się za piętnaście minut - powiedziała znużona. - Więc dziękuję ci, że zechciałaś mnie w ogóle wysłuchać - nabrałam tchu i przymknęłam oczy - Chciałabym cię poprosić o sprawiedliwą ocenę Olgi... - Co?? - na dźwięk jej głosu prawie podskoczyłam ze strachu - Ta twoja pseudo przyjaciółeczka chce wziąć udział w castingu? To będzie zabawa - siostra uśmiechnęła się drwiąco - Jednak obawiam się, że nie dla niej. - Ale właśnie o to mi chodzilo, nie oceniaj jej przez pryzmat dzisiejszego poranka. Bardzo przepraszam, jeśli uraziłam cię czymolwiek, ale nie wyżywaj się na Oldze, bardzo cię proszę... - Ty mi śmiesz wmawiać, że ja się na kimś wyżywam? Przychodzisz tu nieproszona, nikt cię tu nie chce, i jeszcze błagasz mnie o zlitowanie się nad twoją biedniutką, i to w każdym tego słowa znaczeniu przyjaciółeczką? O nie. Nie jestem jakąś suką - skrzywiłam się nieznacznie, na dżwięk tego słowa - żeby wyżywać się na jakiś wieśniarach! Nie wiem, co chciałaś tym osiągnąć, ale ja oceniam sprawiedliwie, i jeśli ona będzie w stanie wykonać to co jej pokażę i zdoła zaprezentować nam swój własny wymyślony przez nią układ, który oczywiście MNIE się spodoba to może ją przyjmę. I nie oceniam nikogo przez żaden pryzmat. Trzeba umieć odróżniać życie prywatne, od zawodowego kochaniutka - Oliwia uśmiechnęła się słodko, i już miała się odezwać ponownie, gdy nagle drzwi otworzyły się, i do środka wszedł nauczyciel wf-u, pan Dudziak* Pan Tomasz Dudziak to trzydziestoletni mężczyzna, obiekt westchnien 99,9% dziewczyn z naszej szkoły. A kto znajduje się w tym 0,01%? A ja. - O witam pana serdecznie - Oliwia natychmiast odsunęła się ode mnie, i wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Wyglądała naprawdę ładnie. Jednak gdy zaczęła kręcić kosmyk włosów wokół palca, ledwo powstrzymałam uśmiech. - Widzę, że przygotowania do castingu idą pełną parą - nauczyciel uśmiechnął się, a Oliwia żarliwie pokiwała głową - Jestem dumny z ciebie panno Grace, zachęcasz dziewczęta z naszej szkoły do aktywnego spędzania czasu, oraz poprawy kondycji. Szóstkę z wf-u to ty masz murowaną. - Dziękuję panu bardzo, ja poprostu lubię pomagać ludziom, i chcę, abyśmy wszyscy żyli długo i szczęśliwie - dziewczyna uśmiechnęła się przymilnie - I dziękuję bardzo, pana opinia jest dla mnie bardzo ważna - pan Dudziak pokiwał głową z uśmiechem. - A ty co tu robisz? - nagle nauczyciel zwrócił na mnie uwagę - Ty chyba nie jesteś cheerlederką, co? Zmieszałam się trochę, i już miałam odpowiadać, gdy przerwała mi Oliwia. - To moja kochana siostra proszę pana, ona przyszła życzyć mi szczęścia - Oliwia uśmiechnęła się, i objęła mnie ramieniem - Ale już będzie wychodziła - zwróciła się do mnie - tak Nati? Prawie umarłam na zawał. Oliwia mnie dotknęła i powiedziała "Nati"? - No odzywaj się - syknęła mi do ucha. - T... tak b-będę wychodziła już. Ale pamiętaj o czym mówiłam, proszę - po czym prawie uciekłam do drzwi. Wyminęłam ze spuszczoną głową dziewczyny czekające na "rozkaz swojej pani", i parę innych kandydatek na casting , po czym prawie pobiegłam do łazienki po Olgę. Dziewczyna nadal tam była, jednak zauważyłam, że nie zmarnowała czasu. Jej zwykle blade policzki teraz pokryte były różem, a jej rzęsy były starannie wytuszowane. - Jezu, i co? Jak cię nie było to powtórzyłam na korytarzu cału układ przez pięć razy! Mów no, co ona mówiła?! - przyjaciółka natychmiast zasypała mnie lawiną pytań. - Spokojnie, wszystko w porządku. Powiedziała, że bedzie oceniać sprawiedliwie, pod względem umiejętności. Także wszystko zależy od ciebie - uśmiechnęłam się szczerze - Ślicznie wyglądasz - dodałam, a Olga odwzajemniła uśmiech. - Pokłóciłyście się? - spytała z nienadzka - Sama nie wiem - uśmiechnęłam się - Było okej, twój układ napewno jej się spodoba, ale trzeba już iść, parę dziewczyn już czeka. Jak się spóźnisz, to Oliwia nie będzie, delikatnie mówiąc zadowolona. ********************************************************* Stałyśmy właśnie przy wejściu na halę, a razem z nami kilkadziesiąt innych osób. I nie były to tylko kandydatki do drużyny, ale również ich rodzice, rodzeństwo, niektórzy nawet przyszli z dziadkami. Jednak wszyscy byli bardzo zestresowani, bo wiedzieli, że Oliwia może jest najlepszą cheerlederką z drużyny, ale też najbardziej surową i wymagającą. - Jezu, a jak na przykład potknę się i wywalę na samym środku? - po raz setny pytała Olga - Boże, chyba spalę się ze wstydu! Po co ja tu w ogóle przyszłam, nie nadaję się! - lamentowała coraz bardziej. - Olga... - starałam się ją jakoś uspokoić, bo z doświadczenia wiem, że stres nie wpływa zbyt dobrze na człowieka - dasz radę, spokojnie. Wierzę w ciebie, i uwierz mi, widziałam jak tańczy moja siostra, i wiem, że w niczym jej nie ustępujesz. I wiem również, że stres w niczym nie pomaga, także uspokój się, i skup, a napewno ci się uda. Jestem z tobą Olga - w tym momencie pan Dudziak otworzył drzwi na hale i cały tłum zaczął wprost wlewać się przez drzwi. Olga wepchnęła się w sam środek, jednak ja postanowiłam nie tłoczyć się razem z nimi, i spokojnie zaczekać na korytarzu. Co prawda nasza szkoła jest bardzo duża, a co za tym idzie hala również, i jest na niej ogrom miejsc, jednak ja stanęłam w samym rogu, z którego ja byłam prawie niewidoczna, ale doskonale widziałam co się dzieje. Komisja siedziała na samym końcu hali, widownia naprzeciwko niej. Kandydatki, a wraz z nimi Olga stały obok widowni. Za to na środku stały cheerlederki. Jak widać moja siostra nie może przegapić żadnej okazji, aby pokazać swoją drużynę. Rozległ się gwizdek, zapewne pana Dudziaka, i na sali rozegrała się muzyka. Muszę przyznać, że Oliwia całkiem nieźle radzi sobie z zespołem, wszyscy znają swoje miejsce, tańczą bardzo równo, nikt się nie przewraca. Spojrzałam na Olgę w tym samym czasie, kiedy ona spojrzała na mnie. Widząc tą jej bezradną minę, rozejrzałam się, i upewniwszy się, że nikt nie widzi pokazałam jej dwa uniesione kciuki w górę. Piosenka skończyła się, dziewczyny zeszły ze środka, i większość siadła w kącie na widowni. Cztery z nich usiadły przy stole zostawiając puste środkowe miejsce wiadomo dla kogo, a Oliwia została z mikrofonem w ręku. - Witam serdecznie wszystkich, którzy zechcieli uraczyć swoją obecnością dzisiejszą uroczystość. Tak, dla nas - cheerlederek jest to uroczystość, i to nie mała. Chciałabym przede wszystkim podziękowac nauczycielowi, dzięki któremu nasza drużyna w ogóle powstała, i istnieje do dziś. Serdecznie pozdrawiamy pana Tomka Dudziaka - na hali rozległy się gromkie brawa - Mamy dla pana również mały, jednak w pełni zasłużony prezent - Oliwia uśmiechnęła się słodko i wręczyła wf-iście ogromny kosz pełen jak domyślam się kwiatów i słodkości. - Mam nadzieję, że bedą panu smakowały - pan Dudziak przyjął koszyk i z uśmiechem uścisnął jej dłoń - Dzisiaj przyjmiemy do naszego grona pięć, dokładnie pięć nowych cheerlederek. Drogie dziewczęta - tu odwróciła się w kierunku kandydatek - proszę ustawić się pod tą ścianą, za chwilkę każda z was dostanie małą "broszkę" z waszym numerkiem. Będziemy wzywać na środek każdą z was po koleji, aż w końcu zaprezentujecie się wszystkie. Wtedy ja wyczytam numerki, które przyjęłyśmy, no i w sumie tyle. Monika, przynieś mi broszki, proszę - znów ten rozkazujący ton, jednak tu już nie mówiła do mikrofonu. Dziewczyna nazwana Moniką przyniosła owe broszki, a Oliwia rozdała je kandydatkom. Było ich dokładnie dwadzieścia. Olga miała numerek osiemnasty. ********************************************************** Właśnie trwała prezentacja dziewczyny z numerem siedemnaście, która mówiąc szczerze nie radziła sobie najlepiej. Dwa razy wypadły jej pompony, i raz prawie upadła. Widziałam jak Oliwia kręci głową z dezaprobatą, i szepcze coś do dziewczyny po prawej. - Następna! - krzyknęła przez mikrofon. Widziałam jak Olga cała blada staje przed jury. Wyglądało to tak jak Oliwia mi mówiła, najpierw siostra osobiście wychodziła na środek, i pokazywała jakieś szpagaty, gwiazdy i tym podobne, a następnie należało przedstawić swój własny układ. Oliwia stanęła naprzeciwko Olgi i uśmiechnęła się drwiąco. Spojrzała jej prosto w oczy i coś tam szepnęła. Pokazała oczywiście szpagat, potrójną gwiazdę, salto w przód i gwiazdę bez rąk. I co? Olga wykonała wszystko bezbłędnie! - Teraz pokaż nam swój układ - odezwała się przez mikrofon siostra i siadając przy stoliku wzięła parę łyków wody mineralnej. Po tym całym pokazywaniu musiała się nieźle namęczyć. Olga spojrzała na mnie, po czym głęboko odetchnęła. I zaczęło się. ********************************************************** Gdy skończyła spojrzałam na Oliwię. Dziewczyna siedziała niezadowolona, i nagle na widowni rozległy się brawa. - Osiemnaście, osiemnaście! - krzyczał tłum, a Olga była w siódmym niebie. Teraz dostanie się napewno. Dwadzieścia minut później wszystkie dziewczyny pokazały co potrafią. Oliwia wstała ze swojego miejsca, i wzięła mikrofon. - Ogłaszam dziesięciominutową przerwę. Musimy się naradzić, proszę wyjść. Podczas gdy wszyscy pchali się do wyjścia, ja podeszłam, a raczej podbiegłam do Olgi. - I jak? Układ miałaś świetny, nie martw się, Oliwia nie była zadowolona, a to dobry znak - uśmiechnęłam się, a Olga spojrzała na mnie zdziwiona. - Co ty bredzisz? Oliwia nie była zadowolona, i to dobry znak? - chciałam jej odpowiedzieć, ale nie zdążyłam. - Ja rozumiem, że bardzo lubicie o mnie rozmawiać, ale niestety musicie wyjść, także wynocha - nawet nie patrząc w jej kierunku wiedziałam, kto to powiedział. Skierowałam się w stronę wyjścia, i w końcu przepchnęłyśmy się przez tłum stojący pod drzwiami. Stanęłam na końcu korytarza, a przyjaciółka obok mnie. - Ej, a myślisz, że mnie wezmą? - mało razy widziałam Olgę niepewną lub nieśmiałą, a to była właśnie taka sytuacja. - Tak, wezmą na pewno. Widziałam minę Oliwii, znam ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie chciała cię przyjąć, jednak widziała jaka byłaś dobra, i poprostu musiała to zrobić. Także za chwilę będę mogła nazywać cię cheerlederką - powiedziałam radośnie, a Olga mocno mnie uściskała. - Zapraszam na wyniki - rozległ się głos.



Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy