czerw.4

Rozdział 6.

dodano: 4 czerwca 2015 przez Ksaliee


Hejka :) Oto rozdział 6. Mam wielką nadzieję, że się Wam spodoba. Siedziałam nad nim półtora dnia! Nie wiem, czy wyszło dobrze, ale starałam się, na prawdę :/ Także zapraszam serdecznie :) No i za wszelkie błędy bardzo przepraszam... ************************************* Po czym poprostu wstał od stołu i wyszedł. Poczułam znajomy ucisk w gardle. Spróbowałam przełknąć ślinę, jednak było to niemożliwe. Serce zaczęło bić mi tak szybko, że myślałam, że zaraz wyskoczy mi z piersi. Ręce zaczęły się trząść. Zrobiło się tak gorąco, że z trudem łapałam oddech. - Nie, tylko nie to, proszę nie - poprosiłam w myślach, jednak na nic się to zdało. Nagle zrobiło się tak duszno, że poczułam, że zaraz się uduszę. W panice rzuciłam się do okna, żeby zaczerpnąć trochę tlenu, jednak nie mogłam go otworzyć. - Olga... Olga pomocy...! - wydyszałam, waląc w okno otwartymi rękami - Nie mam czym oddy... chać... Pomocy... - Natalia... Natalia... Natalia! - Olga podbiegła do mnie, i natychmiast uchyliła okno - Spokojnie, uspokój się, już otworzyłam okno, spokojnie... - wzięła mnie za rękę, i usiłowała zaprowadzić do stołu, jednak wyrwałam się, i zaczęłam łapczywie nabierać powietrza do płuc. Moje serce nadal biło wszelkie rekordy szybkości, a z oczu ciekły łzy, ale teraz przynajmniej miałam czym oddychać. Odwróciłam się od okna, i opierając ciężko o parapet próbowałam uspokoić moje rozszalałe serce oraz mózg. Znowu to się stało. Znowu miałam atak paniki. Czy to normalne? Chyba nie... - Jezu, co ci się stało? Natalia wszystko w porządku? - Olga wyglądała na przerażoną. - Właśnie, Natalia, co ci jest? - usłyszałam z tyłu głos taty, który natychmiast podszedł do mnie, i objął ramieniem - Usłyszałem krzyki, i... Jesteś strasznie blada... Dobrze się czujesz? - skąd on w ogóle się tu wziął? - N-nie, spokojnie... - powiedziałam cicho, czując jak moje serce wraca powoli do normalnego rytmu, a chłodny wiatr owiewa policzki - Już dobrze, ja... ja poprostu się zestresowałam. T-to nic... - po czym spuściłam głowę, i schowałam twarz w jego koszuli. - Natalio, co się stało, powiedz mi - spytał tato, gdy poczuł, że łzami zaczynam moczyć mu koszulę - Czy to przez to, że wyjeżdżamy? Zamilkłam, po czym już bez żadnych zachamowań wybuchnęłam płaczem. On nawet nie wie co robi źle? Chce tu wszystko tak poprostu zostawić? Nasz dom, przyjaciół, szkołę... mamę...? Co mam zrobić, błagam, niech ktoś powie mi co mam zrobić? Nie mogę nie pojechać z nimi, przecież to moja rodzina, nie zostawię ich. Ale nie chcę też jechać tam, do Anglii. To zupełnie inny świat, inni ludzie, inne tradycje. Nie przystosuję się, już tutaj trudno było mi znaleźć przyjaciół, a co dopiero tam, za oceanem? Nie będę miała nikogo, z kim mogłabym porozmawiać. Nikogo. Co mam zrobić, żeby tato to zauważył? - Natalia, odpowiedz coś proszę - tato delikatnie odsunął mnie od siebie, i położył rękę na czole - Bardzo się o ciebie martwię, nigdy się tak nie zachowywałaś... - Ja też bardzo się martwię - z tego wszystkiego zapomniałam, że Olga też tu jest. Odwróciłam się do niej by coś powiedzieć, jednak tato mnie uprzedził. - Olgo... myślę, że byłoby dobrze, gdybyś poszła do domu. Natalia jest teraz w... nienajlepszym stanie - Olga spojrzała na mnie zdziwiona - Później sobie porozmawiacie, obiecuję, jednak teraz muszę porozmawiać z nią sam na sam. Sam na sam Oliwia... - tato znacząco spojrzał w stronę drzwi do salonu. Dopiero teraz zauważyłam stojącą w nich Oliwię. Dziewczyna jednak odwróciła się na pięcie, i zniknęła za drzwiami w swoim pokoju. - N-no dobrze - na twarzy Olgi dostrzegłam wielkie rozczarowanie - To ja pójdę... - Nie, tato niech zostanie, proszę... - spojrzałam na niego błagalnie, jednak on pokręcił głową. - Później przyjdziesz, obiecuję, jednak teraz chciałbym dokończyć rozmowę z córką - powiedział stanowczo. - Dobrze, to... Do widzenia - Olga założyła buty, i rzucając mi zaniepokojone spojrzenie wyszła z domu. Tato po raz pierwszy właściwie "wyrzucił" Olgę z domu. Nowych chłopaków Oliwii wyrzucał dosyć często, ale nie Olgę. - Natalia - zaczął spokojnie, prowadząc mnie na korytarz - Otrzyj te łzy, i chodźmy do mojego gabinetu, tam spokojnie porozmawiamy - i przepuszczając mnie w drzwiach wskazał ręką fotel - Siadaj proszę. Nagle poczułam się bardzo niezręcznie. Wszystko było tu takie... białe. Tato bardzo rzadko mnie tu wpuszczał. Ale dobrze, że w ogóle wpuszczał, ponieważ Oliwia na przykład nie mogła tu nigdy wchodzić. Tato mówił, że Oliwia jest po prostu "za bardzo żywiołowa, i niechcący może coś zniszczyć". Kto jak kto, ale ja rozumiałam to doskonale. Teraz jednak czułam się tu całkowicie zbędna, jednak tato w jakimś celu chce ze mną rozmawiać. Mam nadzieję, że nie chce mnie ukarać... - Nie, nie chcę cię ukarać - powiedział tato, i uśmiechnął się ciepło gdy niepewnie usiadłam - Nie mam za co, naprawdę - odetchnęłam z ulgą. - Już w porządku? - pokiwałam niemrawo głową, a tato kontynuował, patrząc mi oczy tym swoim zdawałoby się wszechwiedzącym wzrokiem - Zaprosiłem cię tu, aby porozmawiać z tobą o naszym wyjeździe. Podobną rozmowę odbyłem już z Oliwią, jednak nie jestem pewien, czy można nazwać to rozmową - uśmiechnął się smutno, a ja doskonale wiedziałam o co mu chodzi. Oliwia z natury nie jest dobrą towarzyszką rozmów, ponieważ ona chyba nie umie słuchać. Tato podał mi chusteczkę, a ja wytarłam sobie oczy. - Gdy powiedziałem jej o przeprowadzce, delikatnie mówiąc... nie była zadowolona. Nakrzyczała na mnie, po czym wybiegła z pokoju, uprzednio trzaskając drzwiami. No i pobiła mi wazonik - tu wskazał ręką na odłamki szkła leżące pod oknem, których wcześniej nie zauważyłam - Naprawdę drogi wazonik - zaśmiał się niepewnie. Doskonale widziałam jak się denerwuje. Ja czułam to samo, tyle, że moja sytuacja była o wiele gorsza. - Natalio - tato porzucił pogodny ton, i jego głos był teraz cichy, i zmęczony - Mam nadzieję, że zachowasz się odpowiedzialniej, od twojej starszej siostry - przełknęłam ślinę, i słuchałam dalej - Wierzę, że pierwszy gniew już minął, i teraz chciałbym przedstawić ci moje powody, dla których zdecydowałem się na taki a nie inny krok. Ty... Wy... Poprostu nigdy jakoś nie dogadywałaś się z Oliwią. Zawsze się kłóciłyście... - na moje pełne wyrzutu spojrzenie, tato natychmiast się poprawił - Ona zawsze się kłóciła. Jednak miałaś Olgę, mnie, mamę. Ktoś zawsze ci pomagał. Po... wypadku, nasze relacje pogorszyły się, i to bardzo - tato westchnął ciężko - Mama była wspaniała. Była najlepszą osobą, jaką kiedykolwiek znałem... To ona trzymała tę rodzinę razem, to dzięki niej miałyście takie szczęśliwe dzieciństwo, a ty jesteś do niej taka podobna... - zamilkł na chwilę, i jakby zebrał się w sobie - Jak wiesz ja pracowałem, pracowałem naprawdę ciężko. Chciałem, żebyście cieszyły się, żebyście były dumne z nas, a my dumni z was. Chciałem, żebyśmy żyli w zgodzie, radości, szczęściu. Żeby niczego wam w życiu nie brakowało. Jednak widzę, że... tak nie jest. Ty z Oliwią w ogóle się do siebie nie odzywacie, nie rozmawiacie ze sobą. Ja rozumiem, że śmierć mamy była dla was... Była dla nas wielkim ciosem..., jednak jesteście rodzeństwem, powinnyście się wspierać, kochać i pomagać sobie nawzajem. Gdy ja odejdę, będziecie miały tylko siebie - tato przerwał, i przetarł swoje zaczerwienione oczy - Doszedłem do wniosku, że tutaj nigdy nie odbudujemy tej więzi, nigdy nie zaczniemy nowego życia... Właśnie dlatego zdecydowałem się na kompletnie nowe, nieznane wam środowisko. Chcę, żebyśmy zaczęli wszystko od nowa, abyśmy nauczyli się żyć w całkiem nowym otoczeniu. Znajdziecie tam sobie przyjaciół, pójdziecie do szkoły. Tego nie mówiłem Oliwii, gdyż poprostu nie zdążyłem, ale nasz nowy dom powinien wam się spodobać. Ma dwa piętra, ogród, taras... Możecie same sobie wybrać pokoje. Natalio kochanie, ja naprawdę nie pragnę niczego więcej niż to, żebyś była szczęśliwa. Chcę dla ciebie jak najlepiej. Nigdy, ale to nigdy nie zapomnimy o mamie, ona zawsze będzie w naszych sercach, jednak czas zakończyć ten rozdział, i rozpocząć nowy - tato uśmiechnął się, i złapał mnie za ręce - Ja wiem, że będziesz musiała pożegnać się z Olgą, jednak będziemy ją odwiedzać, na pewno. Nie zostawimy jej samej, mamy też nie - uśmiechnął się, i starł łzę płynącą mi po policzku - Kocham cię córeczko całym sercem, pamiętaj o tym - nie wytrzymałam, podbiegłam do niego i przytuliłam z całej siły. - Ja też cię kocham tato - wyszeptałam przez łzy, a on pocałował mnie w czoło - Ale proszę cię, weźmy ze sobą chociaż Manię. Ja nie zniosę rozłąki z nią, proszę... - Kochane, dobrze wiesz, że do samolotu nie wolno wnosić zwierząt. Będzie trzeba oddać ją do schroniska - tato spojrzał na mnie smutno - Przepraszam, ale to nie moja wina, to nie ja ustalam przepisy... - Oddamy ją tato - powiedziałam cicho - Dam w szkole ogłoszenia, ktoś napewno ją weźmie. Jest ślicznym kotkiem, na pewno będzie wielu chętnych - tato uśmiechnął się pocieszająco, i gestem, którego tak nie lubię poczochrał mi włosy. - Jestem z ciebie taki dumny córeczko... ************************************ Siedziałam w moim pokoju gładząc Manię po grzbiecie. Kotka mruczała delikatnie z zadowolenia, a mi pękało serce. Gdyby wiedziała, że nie spędzi z nami jeszcze dużo czasu, nie byłaby taka szczęśliwa. Tato co prawda wytłumaczył mi powody swojej decyzji, jednak nic to nie zmieniło. Oliwia gdzieś wyszła, Olga nie odpisuje ma SMS-y, tato w gabinecie. Czułam się bardzo samotna. Dotychczas moje życie było w miarę uporządkowane. Najpierw śniadanie, szkoła, spacer z Olgą, odrabianie lekcji, nauka, kolacja, sen. A teraz? Co czeka mnie za te dwa dni? Za tydzień? Za miesiąc? Za rok? Nie mam pojęcia. Jak wygląda życie w Londynie? Gdzie będziemy mieszkać? Jak wygląda moja nowa szkoła? Słyszałam, że w szkołach w Anglii dzieci i młodzież noszą mundurki. Jak będzie wyglądał mój? Tyle pytań, i na żadne brak odpowiedzi. Kiedyś wiedziałam co chcę robić w życiu. Uczę się w pierwszej klasie w liceum na profilu humanistycznym. Potem poszłabym na studia pedagogiczne, psychologiczne i jakie tam są potrzebne do pracowania jako opiekunka w domu dziecka. Mama zawsze chwaliła mój pomysł. - Może nie będziesz zarabiać miliardów, ale najważniejsze jest dobro dzieci. Jestem z ciebie bardzo dumna - mówiła z uśmiechem, po czym całowała mnie w czoło. Oliwia chciała być tancerką. To znaczy dalej chce, ale nie wiem, czy w Anglii będzie to możliwe. To znaczy na pewno są tam większe możliwości od tych tutaj, ale tam będzie musiała zaczynać wszystko od podstaw. Nie będzie już tak popularna jak tu, w Krakowie. Nie wiem, jak ona to zniesie. Przecież przyzwyczaiła się już do czegoś w rodzaju sławy. Nie chcę zapominać o mamie. Rana po jej stracie jest jeszcze bardzo świerza, a tato nie zdając sobie z tego sprawy wciąż i wciąż ją rozdrapuje. Tak bardzo za nią tęsknię. Za jej długimi, jasnymi włosami wyglądającymi zupełnie jak moje. Za jej pięknymi, błękitnymi oczami, za jej ciepłym uśmiechem. Za tym jak śpiewała mi piosenki na dobranoc, gdy byłam dzieckiem. Za naszymi wspólnymi pracami w ogrodzie. Za tym jak mówiła, jak bardzo mnie kocha, i nigdy nie opuści. Cóż... Opuściła. Może i nieświadomie, ale opuściła. Poczułam łzy pod powiekami, i pozwoliłam im swobodnie płynąć. Płakałam ze złości, z żalu, z bezsilności. Z tęsknoty. Ile bym dała, aby zobaczyć ją chociaż na chwilę. Aby wymazać z pamięci obraz jej całej zakrwawionej, z szyją przekręconą pod nienaturalnym kątem. Nie chcę pamiętać jej takiej, poprostu nie chcę. Pragnę dalej chodzić tymi samymi drogami co ona, patrzeć na to, na co ona kiedyś patrzyła, zajmować się tym, czym ona kiedyś. A tam nic mi po niej nie zostanie. Nic, kompletnie nic. No właśnie... Nic mi po niej nie zostanie! Zerwałam się z łóżka, nie zważając na protesty Mani. Muszę coś wymyślić, nie mogę zostawić wszystkiego tutaj! Jedyne co po niej mam, to wspomnienia, i ten dom. Dom, w którym nadal znajdują się jej rzeczy! Tato zamknął je wszystkie w piwnicy, a piwnicę zamknął na klucz, który zawsze trzyma gdzieś w swoim gabinecie. Nie pozwala nam tam chodzić, ponieważ... W sumie to nie wiem dlaczego, ale teraz to nie ważne. Muszę jakoś się tam dostać, i wziąć przynajmniej trochę jej rzeczy. Tylko jak to zrobić? Przecież nie pójdę do niego, i nie powiem - Hejka tatku, daj klucz do piwnicy, tak tej piwnicy do której zawsze zabraniałeś chodzić, bo muszę wziąć parę rzeczy mamy. Po co? A tak, żebym miała co wspominać w Anglii. Stanowczo odpada. Muszę jakoś zabrać ten klucz. Tylko jak? Nigdy jeszcze niczego nie ukradłam. Co mam robić, co mam robić? Wiem! O jejku, ale jak to zrobić? I czy to nie zbyt ryzykowne? Ale w końcu dlaczego to robię? Żeby być bliżej mamy. Tato nie może zabrać mi ostatnich pamiątek po niej. Nie może... Więc dobrze, czas działać. Najwyżej później poniosę konsekwencje mojego planu. Wzięłam moją torbę, której zwykle używałam, gdy szłam z mamą na basen, i spakowałam do niej pierwsze lepsze rzeczy z mojej półki, to jest szczotkę, książkę do rosyjskiego i słownik poprawnej polszczyzny, tak, aby wyglądała na wypchaną. Włosy już miałam związane, także nie musiałam się nimi zajmować. Włożyłam jeszcze moje adidasy do biegania, i spojrzałam na Manię. - Chcesz wyjść? - spytałam ją, jednak kotka nawet na mnie nie spojrzała, zajęta lizaniem swojej przedniej łapki. Wzruszyłam ramionami, jednak zostawiłam drzwi lekko uchylone, na wypadek gdyby jednak chciała wyjść. Teraz trudniejsza część planu. Cicho podeszłam do drzwi gabinetu taty, i delikatnie zapukałam. - Proszę - usłyszałam, i drżącą ręką nacisnęłam klamkę. - Cześć tato - powiedziałam niepewnie. - Coś się stało kochanie? - spytał tato, odrywając wzrok od sterty papierów. - Nie, ale chciałam... Chciałam właściwie powiedzieć ci, że... że idę... Idę do sklepu! - jąkałam się tak bardzo, że tato spojrzał na mnie dziwnie - Kupić ci coś? - tato chciał coś dodać, ale nie pozwoliłam mu - Nie? To dobrze! To ja... ten no... - Natalia, wszystko w porządku? - tato zaczynał nabierać podejrzeń. - Papa! - krzyknęłam, i szybko zamknęłam drzwi. Odetchnęłam z ulgą. Nie umiem zbyt dobrze kłamać. Właściwie to wcale nie umiem kłamać. Wyszłam cicho z domu. Teraz najtrudniejsza część planu. Od tego zależy wszystko. Usiłując się uspokoić wzięłam głęboki wdech, i wydech. Teraz, albo nigdy... Wstrzymałam oddech, zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, po czym najszybciej jak mogłam, wbiegłam do kuchni, i weszłam pod stół. Jak dobrze, że dzisiaj rano położyłam na nim długi obrus! Drzwi gabinetu otworzyły się, i do drzwi skierował się lekko niezadowolony tato. Dzięki Bogu widziałam dokładnie jak podchodzi w celu sprawdzenia, kto to dzwonił. Gdy odwrócił się tyłem do mnie, ja, modląc się w duchu, wybiegłam spod stołu, i jak najciszej mogłam weszłam do jego gabinetu. Serce biło mi jak oszalałe, a adrenalina pulsowała w żyłach, jednak wiedziałam, że muszę to zrobić. Gdzie jest ten klucz?! Musi być w którejś szufladzie, napewno. Tato jest inteligentny, więc pewnie schował go w tej najniżej, na pewno. Kucnęłam więc, i gdy sięgałam ręką do rączki szuflady, w drzwiach pojawiły się nogi taty. Zamarłam. No to teraz już wszystko skończone, złapie mnie na pewno. Już miałam wstać z podłogi, gdy usłyszałam jego głos. - Przeklęci chuligani. Dzwonią do drzwi, i uciekają, jakie to zabawne - w jego głosie dokładnie wyczułam sarkazm - Ale co to ja chciałem? No tak, wody - po czym odwrócił się, i wyszedł z gabinetu. W porę opamiętałam się z szoku, i otworzyłam ostatnią szufladę. Pusta? Serio? To może druga od dołu. Same papiery, i pojemnik na spinacze. O rany, już czuję te późniejsze wyrzuty sumienia. Druga od góry. Plik kartek, zszywacz, nożyczki, żyletka i ładowarka do telefonu. Została pierwsza. - Hej! - na dźwięk głosu taty prawie pisnęłam ze strachu - Greg, jak tam? - pan Greg to kolega taty, i nasz przyszywany wujek. Ale on obecnie przebywa w Bostonie na jakimś wyjeździe integracyjnym! Czyli tato rozmawia przez telefon! - Co? Tak jasne, zaraz zadzwonię do Niny, i wezmę tę potrzebną do wypełnienia wniosków dokumentację - jego głos oddalił się, czyli musiał wyjść z pokoju. Jezu dzięki ci Boże! Została ostatnia szuflada. To musi być ta, poprostu musi. Otworzyłam ją, i zacisnęłam oczy. Tak bardzo boję się je otwierać! Ale tato może wrócić w każdej chwili. Chcąc nie chcąc otworzyłam je, i prawie umarłam ze szczęścia! W pierwszej szufladzie tuż obok siebie leżało z dziesięć kluczy, każdy inny. Tylko jak mam odróżnić ten właściwy?? Mam wziąć wszystkie? A jak je później odłożę? Za drugim razem mogę nie mieć tyle szczęścia, ile teraz. Zaraz zaraz, pamiętam, że klucz do piwnicy zawsze był najmniejszy, i bez żadnego breloczka. Lecz tu wszystkie miały breloczki! Jezu, co robić? I nagle zauważyłam, że pod kluczami jest kartka, takiego samego koloru co dolna ściana szuflady. Była schowana bardzo dobrze, jednak jedyna zdradzająca ją rzecz to mała czerwona kreska w rogu. No bo kto rysuje po wnętrzu szuflady? "Sprytnie tato" pomyślałam, i zajrzałam pod nią. Jest tam! Mały, i bez żadnych breloczków! Już miałam się rozpłakać ze szczęścia, lecz w porę przypomniałam sobie o powadze tej sytuacji. Teraz jakoś trzeba stąd wyjść... Wstałam, cicho podeszłam do drzwi, i wyjrzałam na zewnątrz. Taty tu nie było. To gdzie on jest? Nagle dostrzegłam zapalone światło w łazience. Aha, to wszystko wyjaśnia. Jak najciszej zamknęłam drzwi gabinetu, i ostrożnie podbiegłam do drzwi wejściowych. Klucz leżał bezpieczny w torbie, więc nie musiałam już się bać. - O, Natalia, już wróciłaś? - nagle obok mnie pojawił się tato - Już późno, a jutro muszę rano wstawać, także lecę wziąć prysznic, i idę spać. Możesz sama zrobić sobie kolację? - pokiwałam głową - Wiesz, gdzie jest Oliwia? - pokręciłam głową, a tato westchnął ciężko - Dobrze córciu, idź, i zajmij się tym czym masz się zająć - po czym pocałował mnie w czoło, i udał się do swojej sypialni. Zdjęłam buty, i poszłam do mojego pokoju. Tato teraz idzie się myć, a potem spać, także będę miała czas na przeszukanie piwnicy. Mój Boże, zaczynam mówić jak jakiś złodziej... Ale trudno, przynajmniej będę miała coś po mamie. To jest warte wszystkiego. ************************************* Tato siedział w łazience dobrą godzinę. Oliwia jeszcze nie wróciła, a Olga nadal nie dawała znaku życia, mimo moich jakże licznych prób skontaktowania się z nią. Ja w tym czasie zdążyłam odrobić lekcje, pościelić łóżko, spakować się na jutro, zjeść tosta, a nawet przygotować jeden plakat dotyczący Mani. Resztę skseruję jutro w szkole. Muszę przyznać, że kotka na zdjęciu wyszła naprawdę słodko, także ktoś na pewno ją weźmie. Siedziałam właśnie na łóżku czytając książkę z fizyki, a obok mnie spała Mania, gdy rozległo się pukanie do drzwi. - Proszę - powiedziałam cicho, i do środka wszedł tato. - Przyszedłem życzyć ci dobranoc słońce - podszedł i pocałował mnie w czoło - Nie siedź za długo, dobrze? - kiwnęłam głową - Przyszła Oliwia, i narazie siedzi w łazience, więc masz szansę "podrzucić" do jej pokoju Manię - mrugnął do mnie, a ja zaśmiałam się lekko. - Dobranoc kochanie - powiedział uśmiechając się ciepło. - Dobranoc tato - odwzajemniłam uśmiech, lecz gdy tylko wyszedł rzuciłam się na łóżko. Kogo ja oszukuję? Nie chcę tam jechać, a zachowuję się jakbym już pogodziła się z tym losem. Do tego te wyrzuty sumienia... Może nie powinnam zabierać mu tego klucza? Tato zabraniając nam tam wchodzić musiał mieć ku temu jakieś powody. Zamknęłam dokładnie drzwi, i wyjęłam z torby klucz. Pomyśleć, że tylko ten maleńki kawałek metalu dzieli mnie od tylu pięknych wspomnień. Skoro tato już śpi, a Oliwia jest w łazience, to najwyższy czas "oddać" jej Manię, i w końcu zejść do piwnicy. Byłam tak podekscytowana, że o śnie nie było mowy. Podeszłam cicho do śpiącej kotki, i delikatnie szturchnęłam ją w ogon. Mania otworzyła jedno oczko, po czym miauknęła głośno. - Ciiii - szepnęłam spanikowana, jednak Oliwia chyba tego nie usłyszała. Mania tymczasem wstała, i patrzyła na mnie zaciekawiona. - Idź Mania do swojej pani - szepnęłam, otwierając drzwi na ościerz - Idź, tylko nie miaucz błagam - Mania chyba ulitowała się nade mną, bo bez żadnego odgłosu zeskoczyła z łóżka, i usiadła pod drzwiami do królestwa Oliwii. Dokładnie w momencie, w którym Oliwia otworzyła drzwi do łazienki, ja zamknęłam te do mojego pokoju. - Mania kochanie - usłyszałam nad wyraz łagodny głos Oliwii - Co ta wredna i brzydka pani ci zrobiła co? Znowu ci wmawiała, że się tobą nie zjamuję? Chodź tu kochanie do mamusi, no choć. Nie chodź tam więcej, tamta "pani idealna" nie jest taka dobra wcale - po czym zamknęła się w pokoju. Aha. Czyli tak. Tata śpi, a Oliwia w swoim pokoju. Czas działać. Wzięłam klucz, i ostrożnie uchyliłam drzwi. W zasięgu wzroku nie było nikogo. Cicho podeszłam do drzwi piwnicy, i z bijącym sercem jak najdelikatniej włożyłam klucz do zamka. Coś lekko skrzypnęło, a ja zamarłam z bijącym sercem. Kiedy jednak przez dłuższy czas nic się nie działo, wolno przekręciłam klucz. O jezu, otworzyłam drzwi! Chwilę zajęło mi dojście do siebie, jednak wizja obudzonego taty skutecznie powstrzymała mnie od wydania jakiegokolwiek okrzyku radości. Tak dawno nie byłam wpiwnicy, że tak troszkę zapomniałam jak ona wygląda. Naprzeciwko mnie były kręte schody prowadzące w dół. I tyle. Dlaczego nie wzięłam latarki? Nieważne, okazało się, że jest tu światło. Więc je zapaliłam. Nie mam pojęcia dlaczego świeciło ono na zielono, ale nie ważne. Powoli weszłam do skąpanej w zielonej poświacie piwnicy, i zamknęłam drzwi. To znaczy przymknęłam, bo na samą myśli o tym co może znajdować się na samym dole (czyli tam gdzie właśnie schodziłam) przechodził mnie dreszcz. Wcale nie podniecenia. Kurczowo trzymając się poręczy schodów zaczęłam powoli schodzić w dół. Z każdym kolejnym schodkiem nabierałam przekonania, iż nie był to wcale dobry pomysł. Schody trzeszczały złowrogo, i wydawało mi się, że się ruszają, ale to chyba tylko moja jakże bujna wyobraźnia. Chyba. Do końca zostały mi jeszcze trzy schodki. Przełknęłam ślinę, i wykonałam ostatnie trzy kroki dzielące mnie od mojego celu. Przed sobą nie widziałam nic, ponieważ światło z góry tutaj już nie docierało. Przed oczami stanęły mi te wszystkie horrory, z duchami czekającymi w ciemności. Usiłując nie trząść się ze strachu podeszłam do ściany, i zaczęłam poszukiwać włącznika światła. Starałam się nie patrzeć przed siebie, bo na samą myśl co może tam być... Nie, nie, nie. Spokojnie, nic tam nie ma. To znaczy są... tylko jakieś kartony z rzeczami mamy. I nie mogę wyobrażać sobie Bóg wie czego, bo jeszcze stąd ucieknę, i co wtedy zostanie mi po mamie? Wspomnienia? Owszem, ale w tych wspomnieniach nie jest tak kolorowo jak można byłoby przypuszczać, więc potrzebuję czegoś jeszcze. Zdjęcia, czegokolwiek. Niestety na ścianie nie znalazłam żadnego włącznika, więc została mi druga. No i ta trzecia, najbardziej oddalona, skąpana w ciemności. Podchodząc do drugiej ściany coś dotknęło mnie w głowę. Natychmiast odskoczyłam jak najdalej, i zakrywając usta, żeby nie krzyknąć spojrzałam w górę. Jakiś sznureczek. To może być światło! Podeszłam bliżej i pociągnęłam za niego. Tak! To światło! Nareszcie białe, bo od tego zielonego zaczęło robić mi się niedobrze. I co znajdowało się na końcu? Szafa. Stara szafa, która kiedyś była w sypialni rodziców. Nigdy nie wiedziałam co się z nią póżniej stało... to znaczy po wypadku, ale jak widać tato wyniósł ją tutaj. Szafa była trochę zakurzona, jednak nie stała aż tak długo, aby się zniszczyć. Podeszłam bliżej i otworzyłam ją. Do moich oczu natychmiast napłynęły łzy. Były tu wszystkie jej ubrania! Jej suknia ślubna, jej bluzki, swetry, spodnie... Jejku, one były tylko trochę zakurzone, ale ani trochę nie zniszczone! Wyjęłam jej stary, biały ciepły sweter. Tak bardzo go lubiła, był taki miękki... pachniał nią... Nadal nią pachniał! Na mnie był trochę za duży, ale to nic, i tak go wezmę. Otrzepałam go z kurzu, i na razie powiesiłam na drzwiach od szafy. Zaczęłam oglądać jej ubrania, każde z osobna. Widziałam tam parę spódnic, takich krótkich, w których nigdy nie chodziła, także zapewne pamiętają one czasy jej młodości. Nie żeby była stara czy coś, po prostu chodzi mi o czasy, w których była nastolatką. Gdy patrzyłam na jej długą, białą, pokrytą kurzem suknię ślubną nie potrafiłam powstrzymać łez. Była taka śliczna, taka delikatna. Na starych zdjęciach ślubnych mama wyglądała w niej jak anioł. Wzięłam jeszcze jeden błękitny sweter, oraz przypiętą do sukni malutką broszkę. Wiem, że mama nie miałaby mi tego za złe, ona również wolałaby, żebyśmy zostali tutaj, w domu. Ale co ja mogę zrobić wbrew tacie? Wyjadę stąd, czy tego chcę czy nie... Nagle moją uwagę zwrócił karton, stojący na dnie szafy. Przykryty był starym płaszczem mamy, ale teraz wzięłam płaszcz do ręki, i karton został odsłonięty. Odłożyłam płaszcz i z bijącym sercem otworzyłam karton. Boże... Z moich oczu pociekły łzy, i zakryłam usta dłonią, żeby nie płakać głośno. Było tu wszystko, wszystko... Stare albumy, nowe albumy, jej biżuteria, masa drobiazgów. Wzięłam do ręki jeden z albumów, i otworzyłam go. Pierwsze zdjęcie przedstawiało mamę leżącą w szpitalu z dużym zaokrąglonym brzuchem. Data to 12.02.1993r. Rok urodzenia Oliwii, dwa dni przed porodem. Tak, moja siostra urodziła się w walentynki. Mama leży uśmiechnięta, i trzyma rękę na swoim brzuchu. Na kolejnym ta sama poza, ale tato całuje ją w policzek. Poczułam jak uśmiecham się przez łzy. Byli w sobie tacy zakochani... Przewróciłam parę stron. Kolejne zdjęcia przedstawiają mamę z malutkim dzieckiem w ręku. Oliwia. Na jej główce widać troszkę kręconych, czarnych włosków. Mama wygląda na strasznie zmęczoną, ale szczęśliwą. Po paru kolejnych stronach zdjęcia przedstawiają małe, kilkumiesięczne niemowlę. Leży na pleckach, rączki ma wyciągnięte ku górze. Duże, ciemne oczka utkwione są w aparacie. Potem Oliwia ma już chyba ponad roczek, bo widać jak mama prowadzi ją za rękę. Widać dopiero nauczyła się chodzić. Kolejne zdjęcia pokazują siostrę całą zapłakaną siedzącą na podłodze w pokoju. Mama opowiadała, że wtedy Oliwia wpadła do kosza z zabawkami, a oni najpierw ją stamtąd wyciągnęli, a potem szybko zrobili zdjęcie. Zaśmiałam się w myślach. Oliwia była takim uroczym dzieckiem. Kolejne fotografie ukazują Oliwię ubraną w czerwoną sukieneczkę, stojącą na kanapie. Na głowie ma śmieszną czapeczkę urodzinową, a przed nią na stoliku leży kawałek tortu z dwiema świeczkami. Widać jaka jest uśmiechnięta i zadowolona, a jej bezzębny uśmiech jest przekomiczny. I data 14.02.1994. Znów przewróciłam kilka kartek. Oliwia siedzi uśmiechnięta na nocniku, a obok stoi równie uśmiechnięta mama. Trzyma się za brzuch. Wtedy musiała zajść w drugą ciążę. Na kolejnych zdjęciach brzuch mamy stopniowo się powiększa, a Oliwia rośnie. Coraz częściej spotykam zdjęcia, na których tato trzyma siostrę, a obok stoi mama. Wszyscy trzej się obejmują. Oliwia ciekawsko spogląda w stronę brzucha mamy, a na kilku zdjęciach nawet próbuje go dotknąć. Potem widzę ostatnie dwie strony w albumie. Oliwia ma czarne, sięgające ramion włoski, i koronę na głowie. W ręku trzyma różdżkę, a przed nią stoi tort, taki sam jak na poprzednich zdjęciach, truskawkowy. Siostra uśmiecha się, ale tym razem nie otwiera już buzi. Wokół niej na kanapie leży cała masa lalek, misiów, i chyba skakanka. No i reszta dzieci stojących obok niej uśmiechająca się równie ładnie jak Oliwia. Czyli jej trzecie urodziny. Oliwia już wtedy musiała mieć mnóstwo koleżanek. Na kolejnym zdjęciu jakiś mały chłopiec całuje ją w policzek, a obok stoi tato z uśmiechem patrzący na tą scenę. Jej pierwszy "chłopak" w wieku trzech lat. Potem już szpital, mama leżąca na łóżku, a Oliwia opiera głowę na jej kolanach. Data 30.12.1995. Dwa dni przed moimi urodzinami. I tutaj album się kończy. Czyli ten album był w całości przeznaczny Oliwii. To znaczy, że musi być też jakiś dla mnie. Ten z koleji dam siostrze, niech ma pamiątkę, ponieważ lepszych wspomnień na pewno nie mogła sobie wymarzyć. Album odłożyłam obok, i starłam łzy z twarzy. Teraz gdzie jest album z moimi zdjęciami? W kartonie leżało razem około pięć albumów. Otworzyłam pierwszy z nich. Zdjęcie przedstawiało mamę i tatę trzymających się za ręce. Spojrzałam na datę. 10.05.1989. Czyli wtedy dopiero zaczęli się spotykać. Wyglądali naprawdę pięknie. Mama miała długie, jasne włosy. Układały się zupełnie jak moje, na czubku głowy przyklapnięte, a po bokach bardzo się puszyły. Na sobie miała niebieską, letnią sukienkę. Tato miał z koleji okulary, i zabandażowaną dłoń. Mama kiedyś opowiadała mi, że jak szli ulicą to napadł ich jakiś mężczyzna, i chciał wyrwać mamie torebkę. Tato był wtedy "bardzo przystojny, ale troszkę wątły i chudy. Tylko broń boże mu nie mów", ale stanął w obronie mamy, i uderzył gościa w twarz. Tamtemu nic się nie stało, poprostu gdzieś uciekł, ale tato miał złamany nadgarstek. Uśmiechnęłam się w duchu. Wyglądali razem tak pięknie i młodo. Zdjęcie zostało zrobione dokładnie dwa lata przed ich ślubem, także musieli dopiero zaczynać ze sobą chodzić. Odłożyłam album, wzięłam kolejny, i aż zakryłam usta dłonią z wrażenia. W tym albumie były zdjęcia nie samej mnie, ale nas obu, mnie i Oliwii. Od roku 2000 do... teraz. Oliwia miała wtedy około siedem lat. Była naprawdę śliczna. Miała duże, brązowe oczy, i długie ciemne włosy. Stała w jednym pokoju ze mną, jednak ona stała w jednym kącie, a ja siedziałam w drugim. Siostra miała na sobie spódniczkę na szelkach, z dużą kieszenią z przodu, i białą bluzeczkę w różowe paski. Nie patrzyła w moją stronę, ale uśmiechała się słodko do aparatu. Ja siedziałam w drugim kącie. Miałam chyba pięć lat. Moje włosy bardzo się kręciły i były tak jasne, że prawie białe, sięgały za ramiona. Miałam duże niebieskie oczy, i te śmieszne piegi na całej twarzy. Byłam smutna najpewniej dlatego, że Oliwia nie chciała się ze mną bawić. Data 28.08.2000r. Czyli Oliwia miała za dwa dni pójść pierwszy raz do szkoły. Kolejne zdjęcie to jak ja siedziałam na kolanach mamy, a siostra u taty. Podobieństwo było naprawdę uderzające. Oliwia siedziała z nogą założoną na nogę, i już się nie uśmiechała. Miała dokładnie takie same oczy jak tata, ten sam kolor włosów. Prawie jak jego żeńska, siedmioletnia kopia. Ja z koleji wyglądałam jak mama. Ten same włosy, oczy, piegi. Siedziałam przodem do niej, i patrzyłam nieśmiało na aparat. Nigdy jakoś nie lubiłam zdjęć. Przewróciłam parę stron. Data 01.09.2002r. Pierwszy raz szłam do szkoły! Miałam włosy związane w dwa warkoczyki, a moja grzywka śmiesznie sterczała na wszystkie strony. Na sobie miałam białą sukienkę do kolan, i białe pantofelki. Minę miałam lekko mówiąc niepewną, wyglądałam jakbym miała się rozpłakać. Bałam się bardzo. A Oliwia? Patrzyła w aparat z niecierpliwością, widać gdzieś tam czekały jej koleżanki. Jej włosy były nienagannie proste, a w tej swojej czarnej sukience wyglądała ślicznie. Jej pantofle miały chyba mały obcasik. Pamiętam, że wtedy miała recytować jakiś wierszyk na apelu, i chciała wyglądać jak najładniej. Kolejne zdjęcia już rzadko przedstawiały nas razem, bo Oliwia poprostu nie chciała. Potem byłyśmy razem tylko na zakończeniu roku w 2006. Ja miałam jedenaście lat, a ona trzynaście. Siostra już całkiem się do mnie nie odzywała. Miała tak bardzo modną wtedy grzywkę na bok, i długie rozpuszczone włosy. Wtedy też zaczęła się malować. Buty miała na delikatnym obcasie, a sukienka była jak dla mnie troszkę za krótka, ale to tylko moje zdanie. Patrzyła spod grzywki w obiektyw jak jakaś modelka. Ja wyglądałam jak zwykle, sięgające ramion włosy jak sprężynki i piegi. No i biała opaskę z motylkiem. Moja spódniczka sięgała za kolana, a na nogach miałam baleriny. Trzymałam w ręku dyplom za zajęcie pierwszego miejsca w ogólnopolskim konkursie matematycznym, i byłam bardzo szczęśliwa. Potem poszłam z Olgą i rodzicami na lody, a Oliwia z koleżankami do McDonalda. Reszta zdjęć przedstawia nas oddzielnie, lub każdą z osobna z rodzicami. 01.01.2007r. Moje urodziny. Zaprosiłam na nie tylko Olgę, przyjechała też babcia. Oliwia weszła, powiedziała "100 lat" i wyszła. Wtedy się rozpłakałam, ale w końcu udało się mnie pocieszyć kawałkiem tortu urodzinowego, i nową książką. Na zdjęciu stałam troszkę czerwona z książką w ręku, a obok mnie... o rany to Olga! Ale ona wtedy śmiesznie wyglądała. Miała długie, brązowe włosy, i długą zieloną spódnicę. Na policzkach chyba miała róż, albo to poprostu wypieki. Ona miała aparat na zębach! Musiałam z całej siły powstrzymać się, żeby nie parsknąć śmiechem. Wyjęłam to zdjęcie, i włożyłam za okładkę albumu Oliwii. Potem pokażę je Oldze, ciekawe co powie. Ciekawe czy dalej ma tą spódnicę. Kolejna fotografia. Rok 2008, wesele koleżanki mamy. Mamy dwa zdjęcia, tak żeby było widać i mnie, i Oliwię. Na pierwszym jest mama, tata, pani Ewelina z panem Rafałem - czyli para młoda, i ja. Tato trzyma mi dłoń na ramieniu, a ja uśmiecham się nieśmiało. Miałam wtedy kręcone włosy do pasa i błękitną sukienkę do kolan. Nie wyglądałam jakoś pięknie, ale mama powiedziała, że wyglądam ślicznie, więc tak też się wtedy czułam. Drugie zdjęcie jest według mnie ładniejsze. Oliwia jak na te swoje piętnaście lat wyglądała bardzo dorosło. Buty już na pełnym obcasie (nie wiem jakim cudem rodzice się na to zgodzili), i jasno czerwona sukienka. Wtedy bardzo zazdrościłam jej tej sukienki. Oliwia miała zawsze doskonałą figurę, w tej sukience także wyglądała cudnie. Włosy rozpuszczone, wtedy pierwszy raz je pokręciła. Tylko, że jej loki nie puszyły się jak moje, i nie sterczały na wszystkie strony. Miała mocno pomalowane rzęsy, i wydaje mi się, że nawet kreski. Na zdjęciu uśmiecha się do obiektywu jakby... władczo? Nie wiem jak to nazwać, ale to nie był miły uśmiech. O, i ostatnie zdjęcie... Robione na tydzień przed śmiercią mamy. Data 18.10.2010r, niedziela. Po policzkach zaczęły płynąć mi łzy. Mama uśmiechała się tak pięknie, była taka radosna. Tato stał obok niej, i patrzył na nią czule. Obok stałam ja, i Oliwia. Wszyscy jedliśmy lody. Oliwia była obrażona bo w cukierni nie było jej ulubionych - cytrynowch, i musiała wziąć śmietankowe. Pamiętam, że tato poprosił jakiegoś pana o zrobienie nam zdjęcia. Wyjęłam to zdjęcie z koszulki, i położyłam je obok fotografii Olgi. Zachowam je... To nasze ostatnie wspólne zdjęcie. Wyglądałam prawie tak samo jak mama. Ona miała tylko krótsze włosy. Nawet uśmiech mamy podobny... Miałyśmy... Odłożyłam ten album obok albumu Oliwii. Chwilę zajęło mi pozbieranie się, po czym sięgnęłam po kolejny. W tym były zdjęcia z dzieciństwa taty. Był takim pulchnym bobaskiem. Miał słodkie ciemne loczki, i takie pyzate policzki. Zaśmiałam się cicho na widok jak wkłada sobie nogę do buzi. Doprawdy rozkoszne maleństwo. Otworzyłam album w samym środku. Tato miał z dwanaście lat. Stał koło jakiegoś drzewa z piłką w ręku. Nie muszę chyba dodawać, że wszystko było czarno-białe. Tato był bardzo szczupły, i miał... afro? Serio? Zawsze miał kręcone włosy, ale żeby od razu afro? Nieco zdumiona przerzuciłam kartki na sam koniec albumu. Data 1986r. Tato był w moim wieku. Na szczęście nie miał już afro. Stał koło jakiegoś samochodu, i trzymał w ręku kluczyki. Czyżby jego własny, pierwszy samochód? Zamknęłam album, i odłożyłam go do pudła. Zostały ostatnie dwa. W jednym z nich muszą być zdjęcia moje, a w drugim mamy. Otworzyłam ten pierwszy. Pierwsze czarnobiałe zdjęcie przedstawiało małą, około czteroletnią dziewczynkę. Niestety nie było daty, także nie widziałam, który to rok. Dziewczynka siedziała chyba na łące, i właśnie zdmuchiwała dmuchawca. Miała duże, wydaje się, że jasne oczy, i kręcone, jasne włosy. To pewnie mama. Wyglądała zupełnie jak ja w jej wieku. Te oczy, włosy, te piegi. Tylko, że ja mam je na całej twarzy, a ona tylko na nosie, i trochę na policzkach. Była śliczna. Na każdym następnym zdjęciu mama patrzy w aparat, i uśmiecha się wesoło. Brak jednego zęba nie miał tu nic do gadania, mama wyglądała na prawdę słodko. Kolejne zdjęcia przedstawiały ją jako około dwunastoletnią dziewczynę. Jej włosy również się puszyły, i wyglądało to dosyć śmiesznie, ale jej to pewnie nie przeszkadzało. Dalej uśmiechała się delikatnie, dzięki czemu wyglądała jak mały aniołek. Na jednym zdjęciu przytulała się do babci, na innym obejmowała swojego młodszego brata - wujka Marka. Nie chcąc obejrzeć na raz wszystkiego przerzuciłam kartki na środek albumu. Była tu data 24.12.1987r. Wigilia. Mama miała piętnaście lat, i stała razem z dziadkiem, i wujkiem przy choince. Miała na sobie śliczną, jasną sukienkę, i uśmiechała się radośnie. Pod choinką piętrzył się stos prezentów. I tu natrafiłam na najpiękniejsze zdjęcie mamy, jakie kiedykolwiek widziałam. 08.04.1989r. Na fotografii widać było tylko jej twarz. Mama siedziała przodem, i z delikatnym uśmiechem patrzyła w obiektyw. Na policzkach miała śliczne rumieńce, a w kącikach ust tworzyły jej się dołeczki. Wokół widziałam drzewa, jakiś las. Mama wyglądała tu tak pięknie, że żałowałam, że nie mogę pójść i pokazać tego tacie. Nie mogę, po prostu nie mogę nie wziąć tej fotografii. Wyjęłam zdjęcie, i po chwili dołączyło one do rzeczy, które mam zamiar zabrać. Na końcu albumu znajdowało się... zdjęcie ze ślubu. 10.05.1992r. Kraków. Rodzice stali obok siebie, i patrzyli sobie w oczy trzymając się za ręce. Miałam rację, mama wyglądała w tej sukience poprostu przecudnie. Jej długie, jasne włosy okrywał długi welon, a na palcu doskonale widoczna była obrączka. Nawet nie musiała nic robić z włosami, od szesnastego roku życia same układały się jej idealnie (w przeciwieństwie do moich). Uśmiechnęłam się przypominając sobie, jak mama zawsze z uśmechem opowiadała mi o oświadczynach taty. "Zaprosił mnie do parku na jakiś festyn. To znaczy wiesz, ja nie miałam pojęcia co to za festyn, ale od zawsze lubiłam zabawy na dworze, więc bardzo się ucieszyłam. Założyłam moją ulubioną, błękitną sukienkę, no i przyszłam na umówione miejsce. A tam? Żadnej muzyki, żadnych ludzi, nic. Usiadłam więc na ławce, i postanowiłam zaczekać. No ale siedzę, siedzę, nikt nie przychodzi. Zaczęłam się martwić, czy przypadkiem nic mu się nie stało, czy może mnie tu tak zostawi, a może się pomylił i teraz nie wie co zrobić. No już nawet nie wiedziałam co mam myśleć. I nagle słyszę muzykę. A wiesz jaką? No z tego mojego ulubionego filmu, wiesz którego. I wiesz co? Nagle ktoś zakrył mi oczy dłońmi. Już miałam krzyczeć, wzywać pomocy gdy usłyszałam dokładnie te słowa 'Ciiii kochanie, nic ci się nie stanie, jeśli pójdziesz za mną'. To był głos twojego ojca. A tak mu ten głos drżał, że prawie nie zaśmałam się na głos. Ja nie wiem, czy on chciał mnie przestraszyć, czy coś innego, ale szczerze mówiąc rozbawiło mnie to. Kazał mi zamknąć oczy, wziął za rękę i zaczął gdzieś prowadzić. Ciągle pytałam dokąd mnie prowadzi, gdzie idziemy, a on ciągle odpowiadał, że już blisko, już niedaleko. W końcu stanęliśmy. Pozwolił otworzyć mi oczy, a gdy to zrobiłam... Znajdowaliśmy się... Nawet nie wiedziałam gdzie. Było tak pięknie, że zaparło mi dech w piersiach. Wszędzie były kwiaty, grała muzyka, nawet nie wiedziałam skąd. Tato miał na sobie garnitur, nawet chyba swój najlepszy. Dostrzegłam, że na trawie leżał mały kocyk, a na nim koszyk z jedzeniem. Obok koca stała... kapela? Zespół? Nie wiem, w każdym razie grali oni na skrzypcach tak piękne melodie, że wzruszyłam się od samego słuchania. Twój tato posadził mnie na ławce, i siadł obok. Powiedział, że pięknie wyglądam, i że bardzo się cieszy, że mnie widzi. Pamiętam, że wtedy obok tej polany (bo chyba tak to można nazwać) na której się znajdowaliśmy był jakiś... bar? Klub? Nie wiem, ale w każdym razie wtedy tato poszedł tam i zamówił nam dwa sorbety truskawkowe. Nie mów mu, ale wtedy tato zalał ten swój piękny garnitur tym sorbetem. Zrobił się cały czerwony, a gdy podałam mu chusteczkę z trudem wyjąkał przeprosiny. Tak, twój ojciec był taki nieśmiały i niezdarny, ale przysięgłam, że nikomu tego nie powiem, więc jakby co, to ty nic nie wiesz. Wtedy on klęknął. Powiem szczerze, że bardzo się zdziwiłam, bo owszem miał garnitur, był zestresowany, ale nigdy nie przypuszczałabym, że zechce zrobić to co właśnie zrobił. A on wyjął z kieszeni marynarki małe czerwone pudełeczko, i patrząc na mnie tymi swoimi pięknymi, brązowymi oczami wyszeptał: 'Aniu... Czy zechcesz zostać moją żoną?' A jak się przy tym trzęsł*! No nie trzeba dodawać, że ze łzami w oczach się zgodziłam. I tak właśnie oświadczył mi się twój ojciec Natalciu. W otoczeniu jedzenia, kwiatów i muzyki" Poczułam ciepłe łzy na policzkach, ale nie zwracając na nie uwagi odłożyłam album i zajrzałam do kartonowego pudła. Muszę znaleźć coś takiego, co będę mogła nosić zawsze przy sobie, coś co nie da mi o niej zapomnieć. ************************************** Przesiedziałam w tej piwnicy dwie godziny. Przejrzałam cały album taty, mamy, Oliwii. Mój postanowiłam zachować na sam koniec. Niestety nie znalazłam nic takiego, co mogłabym nosić wszędzie ze sobą, ale mam przynajmniej albumy, broszkę i swetry. Ostrożnie odłożyłam wszystkie albumy na ziemię, a taty schowałam do kartonu. Jest już na pewno późno, muszę iść spać. Nie chcę, ale inaczej jutro nie wstanę. Pochyliłam się, aby zamknąć karton, i spowrotem włożyć go do szafy, gdy nagle zobaczyłam w nim coś, przez co o mało nie krzyknęłam. Naszyjnik. Ten sam naszyjnik, który mama miała na sobie w czasie wypadku. Ten sam, w którym zginęła... Był to złoty łańcuszek z małym, diamentowym serduszkiem. Jakim cudem wcześniej go nie zauważyłam? Poczułam jak łzy skapują mi po rękach. Nie obchodzi mnie to, że mama w nim umarła. Ten naszyjnik podarował jej tato. Nosiła go przy sobie zawsze, dopiero teraz dotarło do mnie, że miała go na prawie każdym zdjęciu. Ostrożnie podniosłam go, i włożyłam sobie przez głowę. To najcenniejsza rzecz od taty jaką miała. Był dla niej bardzo ważny. Teraz to ja będę go nosić. Wytarłam łzy rękawem, i schowałam kartonowe pudło spowrotem na miejsce. Już na pewno późno, nie wiem, ile tu przesiedziałam. Ale teraz przynajmniej w Anglii nie będę taka samotna, jakaś część mamy zawsze będzie przy mnie. Przypięłam sobie broszkę do swetra, ubrania mamy przewiesiłam przez ramię, a albumy jakoś udało mi się wziąć w ręce. Nie zamknęłam szafy, ale poprostu nie miałam wolnej ręki. Będę musiała tu wrócić. Gdy wchodziłam po schodach już się nie bałam. Może to przez to, że światło na dole nadal było zapalone? Lub odwagi dodawał mi zapięty na szyji naszyjnik? Zaczęłam się bać dopiero po dotarciu na samą górę. A co jeśli tato lub Oliwia wstali, i czekają na mnie na górze? Co jeśli tato jakoś odkrył brak klucza w swojej szufladzie? Co jeśli zabiorą mi te wszystkie rzeczy? Nagle usłyszałam jakiś szmer pod drzwiami. Zamarłam czekając na najgorsze. Zaraz tato na pewno tu wejdzie, i będzie po wszystkim. "Proszę nie, proszę nie..." błagałam w myślach. I wtedy do środka powolnym krokiem weszła... Mania. - Jezus maria... - poczułam taką ulgę jak nigdy w życiu - Mania co ty tu robisz co? - A ty co tu robisz co? - za Manią do środka weszła Oliwia z najbardziej złośliwą miną jaką widziałam w życiu - Łamiemy zakazy tatusia co? Oj nie ładnie Natalciu, nie ładnie - siostra pokiwała palcem, i zrobiła współczującą minę - Ktoś tu dostanie karęę - zaśpiewała cicho - I pierwszy raz w życiu to nie będę ja - uśmiechnęła się szeroko, i założyła ręce na piersi. Widać już leżała w łóżku, skoro nie miała makijażu, a ubrana była w swoją koszulę nocną. Stałam tak z tymi rzeczami w ręku, niezdolna do powiedzenia czegokolwiek. Wszystko stracone, nie ma już szans. Poczułam jak po moim policzku spływają łzy. - Czemu ryczysz? - Oliwia chyba nieco się zmieszała - Najpierw kradniesz, a teraz ryczysz? Chcesz wywołać u mnie wyrzuty sumienia co? Tego chcesz? Nie uda ci się. Zaraz idę do ta... - Zanim pójdziesz do taty - zaczęłam, wycierając łzy rękawem - muszę ci to dać. Skoro i tak już wszystko stracone, nie mam po co tego trzymać. Tata i tak zaniesie to do piwnicy spowrotem. Wzięłam album z jej zdjęciami, i podałam jej do ręki. - A co to niby jest? Chcesz mnie czymś przekupić? Oj nie ud... - siostra zamilkła gdy tylko otworzyła pierwszą stronę. Patrzyłam jak na jej twarzy najpierw pojawia się zdziwienie, a a potem czysty szok. Oderwała wzrok od zdjęcia i spojrzała na mnie poważnie. - Musimy porozmawiać Natalia. ************************************ *Nie mam pojęcia jak pisze się trzęsł? Trzósł?



Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy