sierpień1

Rozdział 8.

dodano: 1 sierpnia 2015 przez Ksaliee


***************************** Środa, 20.11.2010r. Kraków. Powoli otworzyłam oczy. Chciałam... Może nie. Oczekiwałam, tego co zwykle po przebudzeniu... Mój biały sufit (chociaż rano gdy się budzę, i jest jeszcze ciemno, to jest on raczej ciemno szary), mój niebieski żyrandol w kwiaty. Później zwykle dostrzegałam zamazane kontury szafy na tle niebieskiej ściany, obok duże, zasłonięte okno. Dotychczas więc, moim porannym pobudkom towarzyszył zwykle kolor szary... Ewentualnie szaro-niebieski. A teraz? Teraz wszystko było takie...inne... Po pierwsze. Leżałam na wznak, patrząc na... bordowy, powtarzam bordowy sufit, czując, że coś niemiłosiernie gniecie mnie w nogę. Po drugie. Coś ciężkiego leżało na mojej ręce, blokując mi jakiekolwiek ruchy nią. I wreszcie po trzecie. Nie miałam na sobie ani skrawka kołdry. Serio, ani skrawka. A o ile dobrze pamiętam, gdy kładłam się spać, to byłam przykryta nią w całości. Spróbowałam delikatnie się podnieść... Jaki mamy dziś dzień? Środa. Czyli jest szkoła. Czyli powinnam już pewnie wstawać. Ale która jest godzina? Powoli uniosłam się na jednym łokciu. W pokoju panował półmrok, a ściany były... I nagle sobie przypomniałam... Przecież spałam dziś w pokoju Oliwii! W pokoju, do którego nie mogłam wejść przez całe życie! Natychmiast odwróciłam się ze strachem w stronę gdzie powinna leżeć. A co jeśli ją obudziłam? Na szczęście spała... Tak, spała, ale w jakiej pozie... Siostra leżała na plecach z kołdrą na... głowie... Teraz zobaczyłam, że to moja kołdra. To by wiele wyjaśniało. Jej dolna część tułowia znajdowała się poza granicami łóżka, a jedna z rąk leżała właśnie na mojej, i to właśnie ona blokowała mi ruch. I co ja mam niby zrobić? Obudzić ją? Jeszcze mnie zabije. Czekać, aż obudzi się sama? Mam pewne obawy, że się nie doczekam... Więc co? Rozejrzałam się wokół w poszukiwaniu pomocy, ale na daremnie. Mój wzrok padł na stojącą na przeciw toaletkę, a raczej jej lustro. I tu doznałam uczucia powszechnie nazywanym zdziwieniem. Moje włosy nie były napuszone... Nic a nic. Zwykle gdy wstawałam, a spałam przeważnie w warkoczu, to po rozpuszczeniu go, włosy odstawały mi na wszystkie strony, i wyglądały jak siano. Teraz już patrząc na te kosmyki, które były związane gumką widziałam, że były kręcone, nawet bardzo, ale... nie puszyły się... To chyba zasługa tego kucyka. Dlaczego nigdy wcześniej nie wpadłam na to, aby w nim spać? Wtem coś otarło mi się o rękę... - Mania - szepnęłam ucieszona, i delikatnie pogłaskałam kotkę po pyszczku. Zwierzątko zamruczało z przyjemności, po czym zeskoczyło z łóżka, i usadowiło się na dywanie przy oknie. Nagle Oliwia jęknęła i poruszyła się... Kołdra spadła jej z głowy, nogi jakimś cudem znalazły się na łóżku, a ręce skrzyżowała na brzuchu. Nagle zachciało mi się z niej śmiać... Wiem, wiem, że nie powinnam, ale nikomu go nie pokażę, obiecuję... Chwyciłam telefon, i nachyliłam się nad nią, aby zrobić jej zdjęcie. Przygryzłam wargę, aby się nie roześmiać, bo na prawdę było to trudne. No bo co w tym złego? Za dwadzieścia lat, będzie miała niezłą pamiątkę. Nagle ciszę panującą w całym domu przerwał mój telefon. Zaczął głośno wibrować, i migać na niebiesko. No tak, alarm. Dobrze, że nie pomyślałam, żeby włączyć tylko wibracje, a nie dźwięk. Wyciszyłam go, i odłożyłam na półkę. Skoro już piąta, to czas się szykować. Tylko jak zabrać Oliwii moją kołdrę? Dziewczyna przez sen mocno zacisnęła na niej ręce, a nie chcę się z nią siłować... Trudno, przyjdę po nią gdy siostra już się obudzi. Spojrzałam jeszcze raz na jej śpiące ciało. Nagle poczułam niesamowitą radość. Ten dzień zaczyna się tak pięknie, wreszcie mogę normalnie porozmawiać z moją własną siostrą... Oczywiście wtedy, gdy nie śpi... Jak najciszej pochyliłam się nad nią, i lekko objęłam. - Mhmmmmm... - Oliwia zamachnęła się, i dostałam ręką w twarz. - Auu... - wyjąkałam, masując obolałe miejsce, a siostra jęknęła, i przewróciła się na drugi bok... Czyli trzeba pamiętać, aby w miarę możliwości nie spać w jednym łożku z Oliwią... Poczułam niesamowitą ochotę, by jej oddać, ale dobra, nie będę wredna. W końcu ona śpi... Podeszłam do poduszki, aby przenieść ją do mojego pokoju, gdy nagle zauważyłam, że łóżko lekko się trzęsie. Zdumiona spojrzałam na siostrę, i zauważyłam, że ta wtuliła twarz w poduszkę, i to właśnie ona jest źródłem tych... drgań... - Oliwia? - szepnęłam niepewnie - Płaczesz? Coś się stało? Oliwia...? - podeszłam bliżej, i położyłam jej dłoń na ramieniu - Oli... - i nagle zrozumiałam. Moja własna siostra po prostu perfidnie się ze mnie śmiała! - O ty... - podniosłam poduszkę, i bez zbędnych wyjaśnień przyłożyłam jej nią w głowę - Ty wcale nie śpisz! - P-przestań, ale ja... nie mogłam się... powstrzymać - Oliwia odwróciła się, i starała się opanować chichot - J-jezu no nie mogę! - po czym złapała się za brzuch i zaczęła głośno się śmiać. - No wiesz co... - nawet nie umiałam udawać obrażonej, i zaczęłam chichotać razem z nią - Ja chcę cię przytulić, a ty mi ręką w twarz? W twarz? - K-kocham cię normalnie - Oliwia objęła mnie za szyję, i przyciągnęła do siebie - Ale musisz przyznać, że to było cudowne... Aż szkoda, że nie widziałam twojej miny...! - No interesuje mnie, jak ty byś wyglądała, gdybym walnęła cię w twarz! - zaśmiałam się. - O właśnie, muszę oddać ci za tą poduszkę! - Oliwia zaśmiała się, i po chwili dostałam poduszką w głowę. Nie pozostałam jej dłużna, i po chwili wywiązała się niezła bitwa na poduszki. Muszę przyznać, że Oliwia była w tym całkiem dobra, i po chwili stałam przy ścianie całkiem bezbronna, a ona mierzyła we mnie trzema poduszkami. - Twoje ostatnie słowo? - Oliwia patrzyła na mnie ze śmiechem. - Majonez! - krzyknęłam bohatersko, a dziewczyna zamachnęła się. - Dziewczynki, co wy tu... - i w tej chwili do pokoju wszedł tato, lecz było już za późno. Oliwia zaskoczona odwróciła się przez co poduszka jakimś cudem zmieniła tor lotu, i... tato dostał nią w twarz z całej siły. - O Jezu! - Oliwia zszokowana zakryła usta dłonią, i cofnęła się do tyłu. - Tato nic ci nie jest? - natychmiast do niego podbiegłam - Przepraszam bardzo, ja nie chciałam... - Natalia, Oliwia... Co wy tutaj robicie? Słychać was w całym domu. I... jaki majonez...? - Oliwia nie wytrzymała, i wybuchnęła śmiechem. Rzuciłam jej karcące spojrzenie, a dziewczyna odwróciła się w stronę okna, jednak chichotała nadal. - Tato przepraszam cię, to było niechcący... Nie gniewaj się, już będziemy cicho, dobrze? Już w porządku? - przygryzłam wargę ze skruchą, a tato westchnął cicho. - Ja rozumiem Oliwia, ale ty? Co wy tu w ogóle robicie razem tak wcześnie? I czemu nie ma cię w swoim pokoju? - tato podszedł do krzesła, i usiadł na nim - Dlaczego żadna z was nie zapaliła światła? Posłusznie zapaliłam je, i usiadłam na łóżku naprzeciwko niego. - Oliwia, proszę cię, przestań się śmiać, i chodź tutaj - powiedział tato, a siostra odwróciła się. Zobaczyłam jak wyciera rękawem łzy śmiechu, i siada koło mnie. - Tak w ogóle... To fajny był ten twój pomysł tato, no wiesz, z tą wymyśloną przeprowadzką... My z Nati się pogodziłyśmy, wszystko jest fajnie, więc jesteś super tatuśku - Oliwia wyszczerzyła zęby, wstała i złapała tatę za szyję - Oj uwieelbiam cię... Na widok zdumionej miny taty westchnęłam, i ukryłam twarz w dłoniach. 3... 2... - Ale jak to? Jaki pomysł z wymyśloną przeprowadzką? Jak to "wymyśloną"? Oliwia zamrugała ze zdziwienia, i usiadła spowrotem koło mnie. - No normalnie. Przecież tak to miało wyglądać. Ty nam wciskasz tą przeprowadzkę, my się godzimy, i teraz twoja kolej... No dawaj tato... - siostra szturchnęła mnie w ramię, i przysunęła się bliżej - Co nie Natalka? My już pogodzone, widzisz tata? Przygryzłam wargę, i popatrzyłam na tatę ze smutkiem. - Oliwia... - zaczęłam, ale nie, nie mogłam jej tego powiedzieć. - Oliwia, to... to nie był żaden pomysł... To nie była wymyślona przeprowadzka... Ja... Ja nie wiem, co ty sobie pomyślałaś, uwierz mi, bardzo cieszę się, że się pogodziłyście, ale... - Oliwia patrzyła na tatę w szoku - ...lecimy jutro... Lecimy jutro o ósmej rano... - nagle Oliwia zerwała się z miejsca. - Ja... ja... Nie, nie mogę... - rzuciła tylko, i wybiegła z pokoju. Poczułam łzy pod powiekami. - Natalia, nie płacz... - tato wstał, i zajął miejsce obok mnie - Musisz zrozumieć, że nie wszystko w życiu zawsze układa się zawsze tak, jak chcesz. Każdy z nas musi z czegoś rezygnować. Czasem tak jest, że... że trzeba podjąć ryzyko. I to od ciebie zależy, czy ono się opłaci, czy nie. Musisz się z tym pogodzić, i zrozumieć. Albo chociaż spróbować... I wiem, że to nie jest przyjemne, ale jesteś dzielną dziewczynką, poradzisz sobie. Zaufaj mi skarbie, a przysięgam, że nigdy więcej nie pozwolę, aby coś złego ci się stało... - tato objął mnie mocno - No uśmiechnij się, chociaż troszkę... - moje kąciki ust powędrowały w górę, ale zaraz opadły - No niech będzie - tato jak zwykle poczochrał mnie po głowie - A, i jeszcze jedna sprawa. Dzisiaj to ja was podwiozę do szkoły, ponieważ muszę dać waszej dyrektorce potrzebne dokumenty, do wypisania was ze szkoły, także jakbyś mogła... to poinformuj siostrę, dobrze? - Dobrze tato - pokiwałam głową - A czy... No wiesz, czy Olga może jechać z nami? Zawsze szłyśmy razem, więc wiesz... - Pewnie, że tak. Chociaż nie jestem pewien, czy Oliwia się na to zgodzi... - Spokojnie - uśmiechnęłam się smutno - Ja z koleji jestem pewna. - To dobrze - tato wstał, i skierował się do drzwi - Jest za piętnaście szósta, a do szkoły jedzie się około trzydziestu minut, także czekajcie przed drzwiami o siódmej. Pójdziemy do pani dyrektor razem, dobrze? - tato uśmiechnął się, i pocałował mnie w czoło - To ja idę przygotuję śniadanie, a ty... porozmawiaj z Oliwią - westchnęłam ciężko, gdy wyszedł. Jak mam pocieszać Oliwię, skoro czuję dokładnie to co ona? Jestem taka zawiedziona, taka rozczarowana... Gdzieś w głębi mojej duszy tliła się taka maleńka iskierka nadzieji, że jednak... Oliwia ma rację. Że nigdzie nie lecimy, że to jedna wielka pomyłka. Nagle drzwi otworzyły się, i stanęła w nich Oliwia. - Co ty tu robisz? - spytała pochlipując - Nie... J-ja... Ja nie wytrzymam! Natalia, dlaczego ty mi nie powiedziałaś, że ojciec mówi serio? Pozwoliłaś mi robić z siebie idiotkę! - dziewczyna siadła na łóżku, i ukryła twarz w dłoniach. - Oliwia... - usiadłam koło niej, ale Oliwia raptownie wstała. - Dlaczego jesteś taka spokojna? Jak ty to robisz? Czy ty nie rozumiesz, że to ostatni dzień tu, w naszym domu? Bo to jest nasz dom do cholery no! - skuliłam się, i spojrzałam na nią ze strachem. - Proszę, nie krzycz... - szepnęłam, a Oliwia spojrzała na mnie nie spokojnie. - Przepraszam Natalia... - siostra głęboko westchnęła, i usiadła koło mnie - Ale jak możesz być tak spokojna? Nie denerwujesz się? Dziś nasz ostatni dzień tu, w szkole, w tym mieście... W tym kraju... Ooooh, dlaczego nie mogłam urodzić się kilka miesięcy wcześniej?? Byłabym pełnoletnia, i ojciec gówno mógłby zrobić... Ciebie też by nie mógł nigdzie wysłać, zostałabyś ze mną. - Nie mów tak - powiedziałam cicho - Nie obwiniaj taty o to wszystko... On chce dla nas jak najlepiej. - On chyba nie zna znaczenia słow "jak najlepiej" - Oliwia złożyła ręce na piersi - Jezu, co ja mam robić? Ja nie chcę nigdzie jechać... Co z Manią? Myślisz, że dałoby się namówić tatę, że ta przeprowadzka to totalne szaleństwo? Westchnęłam, i popatrzyłam na nią poważnie. - Obawiam się... że my już tu nic nie wskóramy, i jutro wieczorem będziemy w Londynie Oliwia... - wyszeptałam, a siostra spuściła głowę - Bądź dzielna. Przecież to... chyba nie koniec świata... Cieszmy się, że to nie na przykład... Japonia? Ja znam angielski, ty się nauczysz, zobaczysz. A ten twój zespół... Czekaj... One... - One Direction - podpowiedziała Oliwia. - Wiedziałam przecież - zaśmiałam się - Więc ten zespół One Direction to aktualnie jest chyba w Londynie. Wczoraj przeczytałam to w Wikipedii jak pokazywałaś mi ich zdjęcia. Może ich gdzieś spotkasz? - sama nie wierzyłam w to co mówiłam, ale przecież trzeba było ją jakos pocieszyć. Prawdopodobieństwo, że spotka choćby jednego z nich było tak nierealne, że aż nie potrafiłam go dokładnie określić. Przecież gwiazdy na pewno nie chodzą sobie ot tak do supermarketu, czy do parku. - Może akurat poznasz któregoś z nich osobiście, na przykład tego... Leona...? - podsunęłam nieśmiało, bo za Chiny nie pamiętałam jego imienia. - Po pierwsze - zaczęła Oliwia ze śmiechem - to Louisa. A po drugie to całkiem niezła myśl. Pójdziesz ze mną po szkole na zakupy? Muszę kupić se parę rzeczy do tego Londynu, no i widziałam gdzieś w rogu placu wolności taki sklepik mały, i tam są chyba koszulki z ich pięknymi twarzami. Wiesz, będę mogła chwalić się gdy ich już spotkam... - widać było, że jej humor odrazu się poprawił. - Jasne, że z tobą pójdę - uśmiechnęłam się lekko - A pójdziemy... Pójdziemy potem odwiedzić mamę? Oliwia stanowczo pokiwała głową. - Oczywiście, że pójdziemy. Ja sama czuję, że powinniśmy tam iść, w końcu ja byłam u niej tylko raz... Zdusiłam w sobie okrzyk zdumienia, lecz spojrzałam na nią z wyrzutem. - No wiem, ale jakoś wcześniej nie czułam w sobie jakiejś... siły, aby tam pójść. Wiesz, tyle wspomnień... To taki ból stać tam ze świadomością, że... ona tam leży... Dwa metry pod ziemią... Moja własna mama... - Oliwia westchnęła ciężko, i otarła łzę z policzka - Ale nie. Nie będę ryczeć. Myślisz, że mama teraz stoi tam na górze, uśmiecha się, i myśli "Kurde, jestem z nich taka dumna, że siedzą obydwie i ryczą"? - Sądzę, że mama użyła by innych słów - uśmiechnęłam się przez łzy. - Ale sens ten sam... Musimy być dzielne Natalia. Mamy siebie tak? Mamy teraz tylko siebie. No i w sumie ojciec, ale chwilowo jestem na niego wściekła. Będziemy więc obydwie znosiły te trudy i cierpienia na londyjskiej ziemi. Ale będziemy się wspierać tak? I obiecuję ci, że jeśli zostanę w tej nowej szkole popularna, to ty również. Będziemy te "najfajniejsze, i najładniejsze dziewczyny ze szkoły" oki? Nauczę cię się malować, i ładnie ubierać... Nie to żeby coś, ale... No nieważne... Zaśmiałam się, bo doskonale wiedziałam co Oliwia ma na myśli. Nie ubierałam się ani ładnie, ani modnie, ale mi to odpowiadało. Czułam się w tym dobrze. - O, i tobie też kupimy bluzkę z 1D! Jezu, ale będzie super! - Oliwia zaczynała się podniecać - Tobie pasowałby kolor... niebieski. Tak, niebieski. Do oczu. A mi jaki? - Oliwia ja nie znam się na kolorach... - spojrzałam na nią niepewnie. - Oj nie przesadzaj - Oliwia przejrzała się w swojej komórce, i poprawiła włosy - Wiem, że jestem w piżamie w w ogóle, ale dawaj. No, jaki kolor? Zielony? Różowy? Przechyliłam głowę w bok, i usiłowałam wymyślić jakiś ładny, pasujący do Oliwii kolor. - Hmmm... Wiesz, wydaje mi się, że... czerwony. Oliwia nagle rozjaśniła się. - Ej to super! To tobie kupimy niebieską, a mi czerwoną oki? - posłałam jej grymas mający imitować uśmiech, i kiwnęłam głową - No to super. O której kończysz lekcje, bo ja 13.25? - Ja akurat też. - Ej, bo ja mam jeszcze trening z koszykówki, ale dobra, pójdę tylko się z nimi pożegnam. A, i jeszcze spotkanie z drużyną cheerlederek... To pójdziesz ze mną? To tylko z dwadzieścia minut. Znów kiwnęłam głową, a Oliwia uśmiechnęła się szeroko. - Ej mam taki fajny pomysł! Dawaj ubierzmy się podobnie! Wiesz, nie tak samo, ale podobnie! Spojrzałam na nią ze zwątpieniem. - Na prawdę chcesz, żebyśmy ubrały się podobnie? - Oliwia spojrzała na mnie zdziwiona - Chyba nie lubisz, gdy ktoś wygląda tak samo dobrze jak ty? - Oj wiem, ale skoro nie chcesz się pokazać w szkole ze mną, to chciałabym, aby chociaż było widać, że mamy ze sobą coś wspólnego. Dlatego wybiorę ci ubranie, i uczeszę cię. Bo pewnie nie chcesz się malować, co? - Oliwia zrobiła smutną minkę, ale ja pokręciłam głową. - Wybacz Oliwia, ale wiesz... Ja się nie maluję - uśmiechnęłam się lekko, a siostra westchnęła. - Dobra, ale ja cię uczeszę. To najpierw ogarniemy ciebie, a potem ja ogarnę siebie okej? Z tobą po prostu pójdzie szybciej. - Okej. A, i tato mówił, żeby powiedzieć ci, że on zawiezie nas do szkoły. I wiesz... Olga też pojedzie, okej? - No tak, skoro nie pójdzie z nami, to pojedzie. Ej, to ja idę do łazienki, a ty idź do siebie, i też zrób co tam miałaś zrobić, a ja niedługo przyjdę. Kiwnęłm głową, i skierowałam się do drzwi, jednak naraz sobie o czymś przypomniałam. - Wezmę swoją pościel, bo wcześniej jakoś nie... - nagle zdałam sobie sprawę, że siostry tu nie ma - ... mogłam. Okej, czyli Oliwia ma w zwyczaju wychodzenie z pokoju w samym środku rozmowy. Zdarza się... Wzięłam pościel, i udałam się do mojego pokoju. Mimo zasłoniętych zasłon w pokoju było już nieco jaśniej. Podeszłam bliżej, i odsunęłam je. Niebo było naprawdę piękne. Koło lasu rozciągało się ogromne pole należące do naszego sąsiada, pana Nowaka, więc dopiero co wschodzące słońce było doskonale widoczne. Było ciemno pomarańczowe i jak widać "zarażało" tą barwą pozostałą część nieba, ponieważ otaczała je właśnie pomarańczowo różowa poświata. Żałowałam, że nie mogę otworzyć okna, ale na dworze musi być teraz bardzo zimno, a ja nie chcę się przeziębić. Dokładnie w momencie, w którym spojrzałam na zegarek do pokoju weszła Oliwia. - No więc zjadłam sałatkę, i umyłam zęby, narazie tyle. Weźmy się za ciebie. Idź się umyj, ja tu posiedzę. Wiesz, wpadłam na pomysł, że pójdziemy dziś w spódnicach, i zaraz napiszę na fejsie, żeby wszyscy, którzy się liczą nałożyli w spódnicę. Zobaczysz, cała szkoła będzie wyglądała podobnie! - Oliwia zaśmiała się, zapaliła światło, i zaklaskała w dłonie. Na prawdę miała rację. Wszystkie dziewczyny na pewno przyjdą w spódniach. - Okej, zaraz wracam - wzięłam jeszcze gumkę do włosów, i weszłam do łazienki. Zrobiłam luźnego koka, rozebrałam się i weszłam pod strumień lodowatej wody zaciskając zęby. Jakoś wytrzymałam te dziesięć minut, nałożyłam szlafrok, i wyszłam z łazienki. - Oooo, jaki uroczy szlafroczek. Skąd go masz? - Oliwia podeszła, i z zaciekawieniem zajęła się oglądaniem ubrania. - Yyyy... W sumie to nie wiem, ale mam go już bardzo długo - machnęłam ręką, a Oliwia wreszcie odsunęła się ode mnie. - Fajny - rzuciła krótko, i odwróciła się w stronę łóżka - Tu przyszykowałam ci jeden zestaw. W sumie mamy ich trzy, ale nie wszystko naraz. Idź, i przebierz się w to - zdezorientowana na maksa wzięłam od niej kilka ciuchów, i zostałam wręcz wepchnięta do łazienki - Szybciutko Nati, nie ma czasu, już 6.10. Jezu, to faktycznie nie ma czasu. Nie zastanawiając się długo, szybko założyłam dane mi przez siostrę ubrania, i aż zaniemówiłam. - Oliwia, co to ma być? Skąd ja mam w ogóle takie ubrania? Siostra zlustrowała mnie wzrokiem, i zacmokała. - Nie, to nie pasuje. Ta bluzka cię poszerza, a ta spódnica... No cóż, nie każdy wygląda fajnie we wzorku w żółte krowy. Masz to, i to szybko - podała mi kolejny zestaw, i zamknęła w łazience. Westchnęłam szczerze zdenerwowana, i zaczęłam nakładać kolejne ubrania. - No nie... - siostra zmarszczyła brwi gdy wyszłam, aby się jej pokazać - Kurde, myślałam, że będzie ci fajnie w krawacie. Ale wyglądasz tu... jakbyś szła do szkoły... - No... ale ja idę do szkoły - uniosłam brwi do góry, a Oliwia parsknęła śmiechem. - No jasne, że tak, ale nie... Powinnaś wyglądać tak... Ej czekaj, wiem! - nic nie zrozumiałam, gdy nagle siostra wcisnęła mi w ręce kolejną kupkę odzieży. - Oliwia, ale ja już nie chcę... - zajęczałam, ale siostra uśmiechnęła się wesoło. - To już ostatni, obiecuję - poklepała mnie po ramieniu, i po raz drugi wepchnęła do łazienki. Zacisnęłam zęby prawdziwie zirytowana. Nie bez powodu nie lubię zakupów, ani tym bardziej przymierzania. - Może być? - spytałam, modląc się, aby dała mi wreszcie spokój. - Tak, tak! Ten sweterek jest wręcz boski! - siostra podskoczyła, i zaklaskała w dłonie - Misja zakończona sukcesem! Tylko na siebie spójrz! - wzięła mnie za ramię, i postawiła przed lustrem. Miałam na sobie czarną spódnicę do kolan, luźną, białą bluzkę, a na to... niebieski zapinany sweterek mamy. - Oliwia... Dziękuję bardzo, że tak ślicznie mnie ubrałaś, ale... Czy ta spódnica nie jest za krótka? - chciałam obciągnąć ją trochę w dół, ale siostra chwyciła mnie za ręce. - Siostruś wyglądasz cudownie! Ten sweterek jest wręcz boski, wiesz jak bardzo pasuje ci do oczu? Oj wiem, nie musisz dziękować, jestem wspaniała - Oliwia zaśmiała się, a ja w duchu przyznałam jej rację - Przytulanko? - spytała, i wyciągnęła ręce, a ja zaśmiałam się, i mocno ją uściskałam. - No... - powiedziała Oliwia gdy odsunęłyśmy się od siebie - Ej, własnie jeszcze jedna rzecz! Zaraz wracam! - nie mówiąc nic więcej wybiegła z pokoju. Popatrzyłam za nią ze śmiechem, i jeszcze raz spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Sweter mamy pachniał tak pięknie, zupełnie jak ona. Przysunęłam się nieco bliżej. Na prawdę mam takie niebieskie oczy? - Już jestem! - krzyknęła siostra cała uśmiechnięta - Masz! - i podała mi do rąk jakieś dwie białe... skarpety? - Skarpety? - spytałam zdumiona - Wybacz Oliwia, ale wiesz... Mam swoje - Oliwia zaśmiała się wesoło. - Oj co ty gadasz, jakie skarpety?To podkolanówki! Wiesz jakie są teraz modne? I nie martw się, kupiłam je rok temu na wycieczce w Berlinie za 30 euro, i zupełnie o nich zapomniałam. Także masz, od teraz są twoje. - Ej, za ile ty je kupiłaś? 30 euro? - No wiem... - Oliwia chyba się troszkę zmieszała - Ale to i tak troszkę dużo, a wolałam wydawać na coś innego niż podkolanówki, wiesz? I nie pieniądze są w życiu najważniejsze, i tak każdy myśli, że są za 50 - dziewczyna machnęła ręką, i zaśmiała się. Spojrzałam na nią zdumiona. Jak można wydać tyle na... skarpety? Ale dobra, nieważne... W jakimś kraju to na pewno normalne... - Ale... Po co mi je? Ja mam moje skarpetki, mogę je założyć... I nie chcę ci ich zabierać... - Oj Natalia - Oliwia nieco się zniecierpliwiła - Zakładaj, i koniec! Jak ja będę miała, to ty też. Ja mam chyba z dwadzieścia par. Westchnęłam cicho, i nie widząc innego wyjścia założyłam te... podkolanówki. - No, i teraz jest superowo! Wyglądasz super Natalia, serio. A przecież wiesz, że nie tylko ty będziesz je miała. Ludzie wiedzą, że gdy ja nakładam spódnicę to podkolanówki także, więc oni zrobią to samo - Oliwia zaśmiała się, i mrugnęła do mnie - Ojj, jak dobrze być tak lubianą.. Ja tam wolę Olgę, niż cały tłum "fanek" za mną... - Dobra, teraz może fryzura, bo mało czasu. Masz dwie wsówki? - kiwnęłam głową, i wyjęłam je z szuflady - To najpierw się rozczesz. Rozpuściłam włosy, i zaczęłam je czesać. "Proszę, żeby nie było kałtuna, proszę, żeby nie było kołtuna" błagałam w myślach, lecz na szczęście poszło mi dość szybko. Obie z Oliwią nie mamy za dużo włosów, więc rzadko nam się plączą. No... mi się puszą, ale przynajmniej nie plączą. - Już? - kiwnęłam głową, a Oliwia chwyciła wsówkę w zęby, i zaczęła odgarniać mi jedno pasmo z boku głowy - Fajnie jest mieć kręcone włosy? Bo wiesz, moje to zawsze są proste jak druty... Zastanowiłam się chwilę. - Nie wiem... - powiedziałam szczerze - Mi one nie przeszkadzają... A jak to jest mieć takie proste? Oliwia zaśmiała się. - Jest super. Większość dziewczyn w szkole sobie prostuje, byle tylko mieć takie włosy jak ja, ale wiadomo... Mi nie dorówna nikt. - No wiadomo - zaśmiałyśmy się razem. - Skończone - oznajmiła siostra stając naprzeciwko mnie. - Co, już? Ale nawet mi ich nie związałaś, a ja nie chcę, aby wpadały mi do oczu - spojrzałam na nią niepewnie. - A może najpierw spojrzałabyś proszę w lustereczko co? - Oliwia westchnęła i zaciągnęła mnie przed lustro - Patrz, podziwiaj, i nie zapomnij skomplementować - powiedziała dumnie, i uśmiechnęła się radośnie. Skierowałam wzrok na moje odbicie, i otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia. Oliwia wcale nie związała mi włosów. - Ty mi je po prostu spięłaś po bokach? - Tak - odpowiedziała dumnie siostra - Niesamowity wyczyn nie? Ale teraz jest tak modnie, a jak ja tak dziś przyjdę, to przez następny tydzień wszyskie panienki będą tak chodzić - Oliwia zaśmiała się, i szturchnęła mnie w ramię - Podoba się? - Jasne, że tak - odpowiedziałam z uśmiechem - Nie przywykłam może do chodzenia w rozpuszczonych włosach, ale przynajmniej nic mi nie wpada do oczu - odwróciłam się, i mocno ją prztuliłam - Dziękuję bardzo Oliwia. - Nie ma za co Nati, wierzę, że kiedyś czymś się zrewanżujesz. No ale czas goni. Już wpół do siódmej, idę się ubrać, i pomalować. Chcesz iść ze mną? - pokiwałam głową - Okej, to chodźmy... - Ej, zaczekaj chwilę - nagle zatrzymałam się - Idź na razie sama, ja tu tylko posprzątam, okej? - No jak wolisz. Ty, i ten twój porządek... - Oliwia przewróciła oczami, i wyszła z pokoju. - Ja poprostu lubię dbać o moje rzeczy - mruknęłam cicho, po czym wzięłam moją szczotkę, i zaczęłam czyścić ją z włosów. Odłożyłam ją na miejsce, po czym porządnie zaścieliłam łóżko, poskładałam porozrzucane ubrania i nagle zatrzymałam się... Skąd ja mam w ogóle tą spódnicę w krowy? Muszę o to spytać Oliwii. Spódnicę też złożyłam, odwiesiłam na miejsce szlafrok, i wyjrzałam przez okno. Niewiarygodne, jak szybko potrafi wschodzić słońce. Na dworze było już niemal jasno, więc uznałam, że światło jest zbędne. Wzięłam mój plecak, i jak zwykle sprawdziłam, czy aby na pewno mam wszystko. Nagle mój wzrok padł na plakat dotyczący Mani... Ze smutkiem wzięłam go w ręce, i przyjrzałam się kotce ze zdjęcia. Była taka słodka, tak uroczo patrzyła prosto w aparat. Mimo, że była z nami tylko trzy miesiące zdążyłam ją pokochać całym sercem. Mam nadzieję, że w nowym domu będzie jej dobrze... Nie zniosłabym, gdyby stała jej się jakaś krzywda. Schowałam plakat do teczki, i zasunęłam plecak. To chyba już wszystko. Otworzyłam drzwi, i udałam się do przedpokoju, gdzie położyłam to wszystko obok drzwi. Zauważyłam, że na stole stoi talerz z kanapkami, i uśmiechnęłam się, na wyobrażenie taty krzątającego się po kuchni. Wiedziałam, że bardzo nie lubił gotować, nawet jeśli miało to być tylko przygotowanie kanapki. Pewnie dlatego jedynym składnikiem na chlebie była jakaś szynka. Stanęłam przed drzwiami siostry i zapukałam. - Ale ty cicho pukasz Nati, właź - lekko zdziwiona weszłam do pokoju - No i jak? Oliwia stała z czymś długim, i czarnym w ręku, lecz gdy tylko mnie zobaczyła natychmiast to odłożyła, i obkręciła się w okół. Miała na sobie niebieski sweter nakładany przez głowę, czarną spódnicę, i... białe podkolanówki. Jednak coś mi tu nie pasowało... - Łał Oliwia, wyglądasz na prawdę świetnie, widać, że podobnie do mnie, ale... Ale ta spódnica to... - Co? - Oliwia spojrzała na mnie przerażona - Kosztowała 140 złotych, co może być z nią nie tak?! Z wrażenia aż usiadłam na łóżku. - Ile? - wyjąkałam. - No a niby twoja to ile kosztowała co? Też pewnie coś koło tego? Moja spódnica kosztowała czterdzieści złotych, i i tak uważam, że to dużo. 140 złotych za spódnicę? - Yyyy... Tak jasne, coś koło tego - o całą stówę mniej! - Ale powiedz mi proszę... Czy nie uważasz, że... Jest ona troszkę... za krótka? Sięga ci ona do połowy ud Oliwia, a my idziemy do szkoły... - Natalia! - siostra wyglądala na na prawdę złą - Tobie o długość chodzi? Ja już myślę, że się porwała, poplamiła, a tobie chodzi o długość?? Dziewczyno, przestań mnie straszyć! A jeśli już chcesz wiedziec... Bywałam już w krótszych, i żyję, także no... A to nasz ostatni dzień, co nam mogą zrobić? Wyrzucić? - zaśmiała się trochę ponuro - Lepiej powiedz mi, którą bransoletkę wybrać? Z zawieszką taką czy taką? - siostra podstawiła mi pod nos dwie bransoletki - No, którą? - Czekaj chwileczkę... Mogę się przyjrzeć? - Dobra, ale uważaj, kosztowały na prawdę nie mało... - bałam się nawet pytać ile, więc bez słowa wzięlam je do ręki, i zaczęłam się im przyglądać. Obie miały identyczny łańcuszek, identyczny kolor, a różniły się jedynie tym, że zawieszka jednej to była gwiazdka, a drugiej serduszko. - Eeee... Wiesz, ja się za bardzo nie znam, ale mi się podoba bardziej serduszko... - Świetnie, to ja biorę gwiazdkę - Oliwia wzięła jedną bransoletkę, i zaczęła ją nakładać - Co tak się patrzysz, nakładaj drugą. - C-co? Ale po co? - spytałam zdziwiona. - A po co się nosi bransoletki? Zakładaj, to taki... prezencik ode mnie. Nie przyjmuję odmowy - dodała, gdy już otwierałam usta. Chcąc nie chcąc założyłam ją na ręce, i z uśmiechem doszłam do wniosku, że pasuje jak ulał. - Dziękuję bardzo Oliwia - uśmiechnęłam się najszczerzej jak tylko potrafiłam. - Oj ty to ciągle mi dziękujesz - Oliwia zaśmiała się - Ale tak wiem, jest śliczna. Wszystko co mam jest śliczne - widzę, że jedną z wad mojej siostry na pewno nie okaże się skromność - Dobra, muszę się pomalowac. Która godzina? Zerknęłam na telefon. - 6.45 - powiedziałam - Masz pietnaście minut, chyba zdążysz? - Będę się spieszyć - Oliwia związała włosy w kucyk, i usiadła przed toaletką. Dopiero teraz zauważyłam, że miała loki. - Kręciłaś włosy? Oliwia usmiechnęła się do lustra. - Skoro mamy być podobne, to we wszystkim. Twoich włosów szkoda prostować, a jeśli ja je pokręcę, to oddam przysługę wszystkim dziewczynom, które ciągle prostują włosy, bo ja takie mam. Zobaczysz, teraz wszyscy zaczną je kręcić - wzruszyła ramionami, i otworzyła pudełeczko z jakimś kremem. - To miłe, że tak bardzo chcesz, aby widac było, że jesteśmy podobne - nie powiem, zrobiło mi się bardzo przyjemnie... - Oj wiem, jestem idealną siostrą - Oliwia uśmiechnęła się z czułością, i odkręciła kolejne pudełeczko. - Oczywiście - zapewniłam, gdy nagle zauważyłam, że skądś pojawiła się Mania, i położyła mi się na kolanach. Zaczęłam delikatnie głaskać ją po grzbiecie, a ona zamknęła oczy, i cicho mruczała z przyjemności. - Wzięłaś ten plakat? - spytała siostra. Zauważyłam, że chyba skończyła z kremami, bo odkręcała teraz korektor. - Tak, oczywiście. Na długiej przerwie pójdę z Olgą do sekretariatu, tam nam to skserują. - Okej, a potem od razu przynieście to do mnie. Niech będzie ich... 50. Tak, 50. Gwarantuję ci, że zejdą wszystkie - westchnęlam smutno, patrząc jak kotka zaczyna machać łapką w powietrzu. - Gdybyśmy mogli zabrać Manię wszystko byloby lepsze - Oliwia wzięła pedzelek, i nabrała troche pudru - Tak bardzo do niej przywykłam. Po obudzeniu zawsze stała nade mną, i lizała mnie w twarz - zaśmiała się cicho - Zawsze miałam wymówki "No bo kot zjadł mi pracę domową", rozumiesz... Dobra, jeszcze tylko rzęsy i brwi - dziewczyna chwyciła tusz - Super jest ten tusz, patrz na to oko, a potem na drugie - odwróciła się w moją stronę. - Nooo, faktycznie jest super - pokiwałam głowa - Wyglądasz trochę jakbyś miała sztuczne rzęsy - zaśmiałyśmy się oby dwie - Ale bez makijażu też jesteś śliczna. - Co ty tam wiesz - Oliwia machnęła ręką - Dobra, za minutę kończę - patrzyłam, jak siostra w skupieniu rysuje na brwiach coraz to nowe kreski - Okej, jest idealnie - dziewczyna spojrzała na siebie w lustrze i zaklaskała w dłonie - A nie czekaj... Może sobie zaszalejemy... W końcu to ostatni dzień... - nie bardzo rozumiejąc patrzyłam, jak Oliwia wyciąga coś z szuflady. - O nie Oliwia... Wiesz, że nie można... - zaczęłam patrząc na nią błagalnie, ale ta wzruszyła tylko ramionami, i robiąc dziubek zaczeła malowac sobie usta czerwoną szminką. - I jak? - gdy skończyła, wzięła jeszcze dwie wsówki, i spięła sobie włosy, dokładnie jak mi - Może tato nie zobaczy - zachichotala, i sprawdziła coś w telefonie - No popatrz, 150 osób lubi mój post! Popularność jest cudowna! Ej, chcesz selfie ze mną? - Co? - spytałam zdumiona. - Jezu, jak ty normalnie nic nie czaisz kobieto - Oliwia podeszła, i przyciągnęła mnie naprzeciwko okna, a sama stanęła obok - Zdjęcie dziewczyno, czy chcesz ze mną zdjęcie? - O nie nie nie nie - natychmiast wróciłam spowrotem na łóżko - Rób sobie sama, a ja z chęcią popatrzę - pokazałam dwa uniesione kciuki, a Oliwia przewróciła oczmi. - No jak wolisz - wzruszyła ramionami, i uniosła telefon, ale zaraz go opuściła - Wiem już! Daj mi Manię! - lecz zanim zdążyłam zareagować, ta podniosła kotkę, i przysunęła ją sobie do policzka - Oj słodkie my! - Oliwia uśmiechnęła się, odsłaniając swoje równe, białe zęby - Buzi Mania! - kotka jakby doskonale rozumiejąc o co chodzi otworzyła szeroko oczy, i miauknęla dokładnie w momencie, w którym Oliwia zrobiła zdjęcie. - Modelka moja kochana - Oliwia cmoknęła Manię w sam środek pyszczka - Boże, jak ja ją uwielbiam! Patrz jaka jesteś ładna, patrz. Oj zrobiłabyś ty karierę w modelingu, jestem tego więcej niż pewna! Patrzyłam ze śmiechem jak siostra odkłada telefon, podnosi Manię wysoko i zaczyna kręcić się z nią w kółko. - Mania, jak ty elegancko tańczysz - stwierdziła Oliwia podczas jednego z obrotów - Użyłabym słowa 'wykwintnie', jednak nie do końca zdaję sobie sprawę z jego znaczenia - zaczęłyśmy się obydwie śmiać. Mani się to chyba podobało, bo machała łapkami, i miauczała głośno. - Popatrz co za gracja, co za elegancja... Oj Mania, nie wiedziałam, że tak wspaniale tańczysz! Nagle drzwi otworzyły się, i do pomieszczenia weszła... Olga... - Przepraszam, czy jest tu Nata... - jej wzrok padł na Oliwię, która usłyszawszy, że ktoś idzie zamarła w pół obrotu nadal z kotką w rękach, potem na mnie, która nagrywała to wszystko telefonem, i zamarła bez słowa... - Olga ja... - nagle zrobiłam się cała czerwona na twarzy. - Zapomnij co tu widziałaś - Oliwia odłożyła Manię, przybrała swój dawny, surowy wyraz twarzy, i zaczęła podchodzić do biednej, skamieniałej ze strachu Olgi - Nie było cię tu, nic nie wiesz, rozumiesz? Za-po-mnij - na ostatniej sylabie patrzyła jej prosto w oczy z palcem przy jej gardle. - Oliwia ale... - zaczęłam, jednak nie mogłam powiedzieć nic więcej. - Żartowałam! - patrzyłam z szeroko otwartymi oczami, jak moja siostra zaczyna się śmiać, i klepie moją przyjaciółkę po ramieniu - Oj co ty taka strachliwa jesteś dziewczyno, wyluzuj trochę, żartowałam tylko! Ale serio, nie mów nikomu - odwróciła się, wzięła swoją torbę, wyjęła papierosy, i nałożyła ją sobie przez ramię - To co, idziemy? - Eeee, Oliwia? A mogłabyś już iść? Ja tylko... chwileczkę porozmawiam z Olgą, okej? - Jasne, ale szybko - i siostra tanecznym krokiem wyszła z pokoju - A, i jak coś, to ja jej nie chciałam nic zrobić! - krzyknęła jeszcze zza zamkniętych drzwi. - Jezu Olga, nic ci nie jest? - natychmiast podbiegłam do niej, i chwyciłam za rękę - Bardzo przepraszam, ona zwykle taka nie jest! Olga odezwj się! - Okej... Jest... jest okej... - dziewczyna odetchnęła głęboko, i poprawiła włosy - To było... normalne całkowicie... - zaśmiała się troszkę nerwowo. - Nie przejmuj się, moja siostra jest taka... zmienna często - uśmiechnęłam się niepewnie - Już ok? - Taa... Nie no spoko - Olga zaśmiała się niepewnie - Luz. Twój tata mówi, że już czeka pod domem... - To nie mogłaś powiedzieć wcześniej! - zerwałam się, i ciągnąc Olgę za sobą pobiegłam do przedpokoju, i zaczęłam zakładać buty - Ubieraj się, bo się spóźnimy! - nagle mój wzrok powędrował na stół - A nie, zaczekaj - podbiegłam szybko, i chwyciłam jedną kanapkę - Wstałam o piątej, a nie zdążyłam zjeść śniadania... - Już jestem ubrana - Olga stanęła przy drzwiac, i oparła się o nie - Czuję, że w szkole będziesz miała mi dużo do opowiedzenia kochana. Ty i twoja siostra w jednym pokoju? Ona kręci się z waszym kotem w kółko? Na początku myślałam, że mam jakieś halucynacje! - Wiem, wiem - odpowiedziałam ponuro - Obiecuję, że wszystko ci wyjaśnię, ale... - Oj chodź już, twój tato czeka - Olga zaczekała aż nałożę plecak, i otworzyła drzwi - A na przyszłość mogłabyś uprzadzać, że jedziemy samo... - dziewczyna nagle zatrzymała się, i spojrzała na mnie ze strachem - Nie... Nie mów, że wy jednak... Nie mogąc patrzeć jej w oczy opuściłam wzrok, i wolno kiwnęłam głową. Olga pobladła, i zachwiała się. - Olga, nic ci nie jest? - krzyknęłam, i złapałam ją za ramię. Z samochodu wyszedł tato, i podbiegł do nas. - Źle się czujesz Olgo? - spytał przenosząc wzrok to na mnie, to na moją przyjaciółkę. - N-nie... - Olga wyprostowała się, i posłała tacie najbardziej fałszywy uśmiech jaki widziałam w życiu - Jest świetnie proszę pana. - No dobrze - tato westchnął, i spojrzał w stronę samochodu - Chodźcie już, bo Oliwia siedzi, i jęczy, także może ty namówisz ją, by przestała. A, i wiecie może, dlaczego ona cały czas zakrywa usta? Olga spojrzała na mnie ze zdziwieniem, a ja zebrałam się w sobie, aby się nie zaśmiać. - Nie mam pojęcia tato - powiedziałam najbardziej niewinnie jak umiałam - Może jest chora, czy coś? - tato wzruszył ramionami. - Chodźcie - powiedział tylko, i otworzył nam drzwi do auta. Na szczęście nasz samochód był dość duży, i z łatwością zmieściłyśmy się z tyłu we trzy. - Oliwia odsłoń w końcu te usta no - tato zaczynał się już denerwować - Stało się coś? - Nie - siostra obrażonym wzrokiem patrzyła wszędzie tylko nie na niego - Mam tam syfa, nie chcesz tego widzieć - tato westchnął ciężko. - Pasy zapięte? - spytał. - Oczywiście - szepnęłam. Siedziałam najbardziej wciśnięta w siedzenie jak to było możliwie trzymając Olgę za rękę. - Spokojnie kochanie, to tylko pół godzinki, nie będę jechał za szybko - tato posłał mi ciepły uśmiech, a ja postarałam się go odwzajemnić. Jak to możliwe, że w autobusie jest w miarę okej, ale w samochodzie prawie dopada mnie panika? Od wypadku jechałam samochodem tylko raz i... zemdlałam. - Spokojnie Nati, wszystko ok. Wszystko ok - Olga zrobiła się lekko zielona, i wyjęła z plecaka jakiś woreczek - To tak na wszelki wypadek - zapewniła. - Ej, ale jak byś rzygała, to wiesz, odwróć się - gdyby nie to, że właśnie jechałam samochodem, to pewnie roześmiałabym się z miny Oliwii. Coś między obrzydzeniem, niecierpliwością, a rozbawieniem. - Wszystko okej Natalia? - właśnie wjeżdżaliśmy w zakręt. Zacisnęłam mocno powieki, i pokiwałam głową. Spokojnie, powtarzałam sobie, to tylko samchód. Miliony ludzi jeżdżą samochodem, codziennie, i na pewno nie wpadają w panikę. - Natalia, jesteś strasznie blada - Olga patrzyła na mnie niespokojnie. - A ty zielona - na tą konkretną uwagę mojej siostry wszyscy zaśmiali się wesoło. - Tato - wyszeptałam, ściaskając rękę Olgi coraz mocniej - Ile już jedziemy? - Pięć minut słońce - odpowiedział tato niepewnie - Może chcesz wysiąść, i pooddychać świeżym powietrzem? Olga, tobie chyba też by się to przydało... - starając się nie patrzeć na drogę zwróciłam wzrok na przyjaciółkę. - N-nie... - dziewczyna oparła głowę na siedzeniu, i głęboko oddychała przez usta - Wszystko w porządku, proszę pana, czuję się znakomicie... Patrzyłam przez szybę na mijanych przez nas ludzi. Szli pochyleni, tacy... zmartwieni. W sumie jacy mieli być, jest siódma rano, czeka ich praca, szkoła... Nagle tato gwałtownie zachamował, a ja pisnęłam, i zakryłam oczy. - Spokojnie Nati, po prostu jakiś debil nagle wszedł na pasy, dobrze, że udało się zachamować... - Oliwia patrzyła na mnie ze współczuciem - Oddychaj głęboko, i myśl o czymś przyjemnym... Pokiwałam głową, a tato znów ruszył. Odwróciłam głowę w stronę okna, i zaczęłam liczyć czerwone samochody... - Jeden - szepnęłam, gdy nagle tuż obok nas przejechało jakieś auto - Dwa! - krzyknęłam, i poczułam, jak robi mi się przeraźliwie zimno. Ten samochód był taki podobny do... do tamtego... Zaczęłam drżeć, i przygryzłam wargę. Dlaczego nie mogłam pojechać do szkoły rowerem?? Dlaczego akurat samochód?? - Natalia, wszystko w porządku? - starałam się skinąć głową, ale nie mogłam. Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Chcę wysiąśc. Ja muszę wysiąść... - Muszę wysiąść - szepnęłam. - Co? - spytał tato. - Muszę wysiąść... - po policzkach spływają mi łzy. - Tak jasne, już zjeżdżam, spokojnie... - tato zaczął kręcić kierownicą, i zatrzymał się na jakimś parkingu - Możesz wysiąść... Natychmiast otworzyłam oczy, odpięłam pasy, i wyszłam z samochodu. - Lepiej ci? Olga ty też możesz wysiąść - tato podszedł do mnie, i położył mi dłoń na ramieniu - Chodź tu kochanie. Nie zastanawiając się podeszłam bliżej, i wtuliłam się w niego. - Spokojnie Natalia, nic ci nie grozi... Nic ci nie grozi, jest biały dzień, wokół mnóstwo ludzi, jesteś bezpieczna - szeptał mi du ucha, i gładził po włosach - Nie płacz już słyszysz? Już dobrze? Pod wpływem jego głosu przestałam drżeć, i otarłam łzy z twarzy. Tato ma taki cichy, i melodyjny głos. To on zawsze czytał mi na dobranoc, i uczył się ze mną wierszy na pamięć. Gdy byłam mała to najczęściej siedzieli przy mnie razem z mamą. Ona głaskała mnie po głowie, a on właśnie czytał bajki. To właśnie przy jego głosie najczęściej zasypiałam. - Tak - wyszeptałam, a on pocałował mnie w czoło - Olga i Oliwia bardzo dziwnie się patrzą? - tato zaśmiał się, i spojrzał za mnie. - Sama zobacz - odwróciłam się, i zobaczyłam Oliwię stojącą niedaleko nas (nadal zakrywała usta). Dziewczyna patrzyła na nas z uśmiechem. - Gdzie jest Olga? - spytałam rozglądając się wokół. - Wybacz, że tak brutalnie, ale twoja koleżanka rzyga gdzieś za tamtym krzakiem - siostra wskazała palcem gdzieś w stronę krzaków rosnących koło parkingu - Wydaje mi się, że lepiej jej nie przeszkadzać... - Oliwia... - tato spojrzał na nią z naganą - Nie mów tak, ciesz się, że ty nie masz choroby lokomocyjnej - siostra na ułamek sekundy uniosła ręce w obronnym geście, i natychmiast je opusciła. Lecz tato miał znakomity wzrok. - Oliwia! Czy ty masz pomalowane na czerwono usta?! - podszedł do niej, i stanowczo uniósł palec - Przecież wiesz, że do szkoły w ogóle nie wolno się malować! To dlatego tak je zakrywałaś... - Tato... - podeszłam do niego, i popatrzyłam mu w oczy - Nie denerwuj się, proszę cię. Jedziemy samochodem przecież... - tato popatrzył na mnie nieco spokojniej, i westchnął ciężko - Uspokój się proszę... - Tak, masz rację... Nie powinieniem teraz krzyczeć... Ale Oliwia musisz zrozumieć, że... - To ja pójdę zobaczyć co z Olgą - powiedziałam tylko, ale oni chyba nawet mnie nie usłyszęli. Oliwia obrażona na tatę uśmiechała się bezczelnie, a on biedny spokojnie próbował wytłumaczyć jej, dlaczego nie wolno malować się tak mocno do szkoły. Doskonale wiedząc, że siostra i tak będzie robić swoje zostawiłam ich, i udałam się w stronętych krzaków. - Olga! - krzyknęłam, jednak nie za głośno, aby ludzie nie ułyszęli - Olga! - Tu jestem... - dobiegł mnie czyiś słaby głos, i po chwili znalazłam Olgę stojącą na trawie obok... sami wiecie czego... - Olga wszystko w porządku? Nie myślałm, że aż tak źle znosisz te podróże w samochodzie, gdybym wiedziała, to nie zapraszałabym cię... - Nie no, spokojnie - dziewczyna nadal była trochę blada, jednak przynajmniej nie zielona - U mnie już ok, właśnie pozbyłam się śniadania - zaśmiała się lekko. - Ale nie chleba z masłem? - spytałam, a po niemym "nie" Olgi odetchnęłam z ulgą. - A ty? Już w porządku? - pokiwałam niepewnie głową. Teraz może i jest w porządku, ale czy w samochodzie też będzie? - Może już chodźmy, bo już piętnaście po siódmej?- pokiwałam głową, i udałyśmy się z Olgą do samochodu. Oliwia siedziała patrząc w okno, ale gdy tylko nas zobaczyła uśmiechnęła się do mnie. - Już? - spytał siedzący za kierownicą tato, a gdy pokiwałyśmy głową zapiął pasy i zamknął drzwi - To jedziemy. Ścisnęłam Olgę za rękę, i przymknęłam oczy. - A ile nam jeszcze zostało? - spytałam cicho. - Około piętnaście minut, to już blisko kochanie - tato jechał wolno, i chyba nie przejmował się tym, że za nami ustawił się całkiem spory korek. Uśmiechnęłam się niepewnie, i spojrzałam na Olgę. Wyglądała już całkiem normalnie. Dalej oddychała przez usta, ale siedziała całkiem prosto, i ciekawie patrzyła za szybę. - Już niedługo będziemy, więc powiem wam, co robić - skuliłam się trochę na siedzeniu, i skupiłam wzrok na mówiącym tacie. Spokojnie, już niedługo będziemy, nic nie może się stać. Nie ma burzy, jest widno, nic nie może się stać. - Możecie iść do szatni się przebrać, a ja będę już u pani dyrektor. Wtedy wy po prostu dojdziecie, i porozmawiamy sobie wszyscy czworo tak? - Oliwia niechętnie kiwnęła głową. - A co ja mam robić? - szepnęła mi w ucho Olga. - Ty... Możesz pójść ze mną, i najwyżej poczekasz pod gabinetem. To nie będzie trwało długo, nie martw się - przyjaciółka kiwnęła głową - A na przerwach wszystko ci wyjaśnię... Przez resztę podróży siedziałam cicho skulona patrząc w okno. Niebo, mimo pory roku było piękne, nie było na nim ani jednej chmurki. Troszkę jak w lecie, gdyby nie temperatura rzecz jasna... - No to już jesteśmy - tato rozglądał się w koło szukając miejsca do zaparkowania - Weźcie już swoje rzeczy... - w końcu znalazł dogodne miejsce, i po chwili mogłam wyjść na świeże powietrze. Odetchnęłam głęboko, i szczelniej opatuliłam się płaszczem, bo było bardzo zimno. Oliwia wygramoliła się z samochodu, i stanęła koło nas. - I co powiedział tato? - spytałam szeptem, podczas gdy ten wyjmował z samochodu swoją teczkę - Kazał ci zmyć? - Jasne, że tak - Oliwia założyła ręce na piersi - Ale co mu do tego? Mam w torbie całą kosmetyczkę, a w niej niejeden kolor szminki - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie - Także to, że ją zmyję, nie znaczy, że nie będę jej miała. Pokręciłam głową ze śmiechem. Ta Oliwia to zawsze znajdzie jakiś sposób, by postawić na swoim. - Chodźcie - zawołał tato - I proszę, abyście przebrały się sprawnie tak? Nie mamy czasu na pogaduszki... Zwłaszcza ty Oliwia - gdy tylko tato się odwrócił Oliwia otworzyła usta, i pokazała mu język - Widziałem! - zachichotałyśmy z Olgą gdy siostra ułożyła z rąk pistolet, i strzeliła sobie w głowę, na co tato tylko przeciągle westchnął.



Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy