wrze.18

Rozdział 9.

dodano: 18 września 2015 przez Ksaliee


Hejka :) Wiem, że bardzo późno, ale teraz postaram się to nadrobić :) ************************************** - Chodźcie - zawołał tato - I proszę, abyście przebrały się sprawnie tak? Nie mamy czasu na pogaduszki... Zwłaszcza ty Oliwia - gdy tylko tato się odwrócił Oliwia otworzyła usta, i pokazała mu język - Widziałem! - zachichotałyśmy z Olgą gdy siostra ułożyła z rąk pistolet, i strzeliła sobie w głowę, na co tato tylko przeciągle westchnął. Wspólnie skierowaliśmy się do wejścia do szkoły. Ponieważ było jeszcze dość wcześnie po drodze minęliśmy co najwyżej dziesięć osób, w tym około sześć dziewczyn. I zauważyłam, że wszystkie bez wyjątku były w spódnicy. - To idźcie się przebrać, ja będę u pani dyrektor - powiedział tato, uśmiechnął się do mnie, po czym skręcił w lewy korytarz, a my z dziewczynami zostałyśmy na środku. - Ej dobra, ja nawet nie zmienię butów, bo to i tak ostatni dzień. Wy idźcie we dwie, a ja lecę do Majki, bo chyba zaraz się zesra z podniecenia - Oliwia przewróciła oczami ze śmiechem - A, i mogłybyście przynieść mi moje buty? Bo potem nie będę już w szatni, oki? - Jasne - powiedziałam z uśmiechem, na co Oliwia podeszła, i uściskała mnie, a Olgę poklepała po ramieniu. - Spoko buty Olga - powiedziała przyglądając się mojej przyjaciółce z góry do dołu - Ale lepsze byłyby czarne. Dobra, to ja lecę. Powiedz ojcu, że u dyrektorki będę za piętnaście minut - po czym zniknęła za rogiem. Spojrzałam z niepokojem na przyjaciółkę. Zwykle ludzie reagują na jakąkolwiek pochwałę stroju ze strony Oliwii bardzo... żywiołowo... Olga stała z otwartą buzią i patrzyła na miejsce, w którym jeszcze chwilę temu stała moja siostra. - Jezu słyszałaś?! Ona powiedziała, że JA mam spoko buty! O ja pier... - spojrzałam na nią wymownie - No Natalia, czy ty nie rozumiesz? Oliwia, ta Oliwia powiedziała, że mam spoko buty... - Olga nie zważając na to, że jesteśmy w miejscu publicznym zaczęła krzyczeć i machać rękami - Mam spoko buty słyszycie ludzie! JA mam spoko buty, bo tak powiedziała Oliwia! Mimo, że wokół nie było nikogo poczułam, że robię się czerwona, i szybkim krokiem skierowałam się w stronę szatni. Nienawidzę być w centrum zainteresowania, gdy większość ludzi skupia się na mnie. Nie uważam, że jestem jakaś szczególnie brzydka, albo głupia, jestem jednak świadoma swoich niedoskonałości, których wcale nie jest tak niewiele. Nie wiem skąd się to bierze. Przecież wokół nikogo nie było, a Olga po prostu śpiewa "Odę do radości" i robi szpagat. Przyjaciele taty lub mamy kiedyś też na pewno tak robili. To całkiem normalne. Kiedy jednak zza zakrętu wyłaniają się dwie dziewczyny, ja spanikowana zbiegam schodami do szatni. Mój boże nawet tu słyszę "... dziś wchodzimy, wstępujemy na radości złoty szlak!" Zakrywam twarz dłonią, i starając nie patrzeć się na siedzącego pod ścianą chłopaka zdejmuję płaszcz, i kucam, aby zmienić kozaki na moje czarne trampki. Chłopak spod ściany, o ile pamiętam ma na imię Kuba w ogóle nie zwraca na mnie uwagi, i pogrążony jest w swojej komórce. W uszach ma słuchawki. Nie ośmielam się jednak patrzeć mu w oczy, i odłożywszy moje obuwie do worka szybko chwytam plecak i prawie wybiegam na zewnątrz. W tym momencie widzę, jak po schodach schodzi Olga, a za nią dwaj chłopcy - Janek i Michał. - Tu jesteś, gdzie ty byłaś kiedy chciałam pokazać ci fikołka? - pyta lekko rozeźlona przyjaciółka - Już jestem spokojna, także no... Choć, muszę zmienić buty - kątem oka widzę, jak chłopaki ustawiają się pod ścianą, i zaczynają ze sobą rozmawiać co jakiś czas zerkając na nas. - Wiesz, idź tam sama - mówię powoli, pamiętając o siedzącym tam Kubie - Ja tu posiedzę i poczekam. - Ale czemu... - nie daję jej jednak dokończyć, i po prostu wpycham do szatni - Ała! - słyszę tylko, ale Olga nie wychodzi, żeby na mnie nakrzyczeć, więc jest dobrze. Wzdycham krótko, i siadam na ławce pod ścianą naprzeciwko Janka i Michała. - Hej, N-Nat-talia... - Michał odrywa się nagle od ściany, i podchodzi do mnie - M-mogę t-tuu u...usią-ąść? Michał to dość wysoki brunet z mojej klasy. Ma śmieszne blond loczki, piegi na nosie i niestety się jąka, przez co często jest obiektem kpin Oliwii. Czasami tłumaczę mu jakieś zadanie, lub on tłumaczy coś mi. Michał jest bardzo mądry, ma średnią zbliżoną do mojej, i tak jak ja chodzi prawie na wszystkie kółka, więc zdążyłam poznać go dość dobrze. Kiwam więc niepewnie głową, a chłopak zajmuje miejsce koło mnie. - Czy... Czy m-mógłb-bym poż-życzyćć tw-wój zzesz-szyt zz mm-matem-tyki? C-chcę cośś... - Jasne - odpowiadam z uśmiechem. Doskonale wiem, że chce po prostu zobaczyć, czy dobrze rozwiązał pracę domową, a że mówienie sprawia mu duży kłopot, nie chcę, żeby się męczył. Podaję mu więc mój zeszyt, a chłopak patrzy na mnie z wdzięcznością. Janek podchodzi do nas, i zagląda Michałowi przez ramię. - Pi razy 9 podzielić przez 8 razy 3/4... minus pierwiastek z 64 razy 8 do potęgi szóstej... To my też tak mamy Michał - mówi patrząc to na mój zeszyt, to na swój i Michała. Dzięki Natalia - uśmiecha się do mnie, i podaje zeszyt. - Nie ma sprawy - odpowiadam nieśmiało, i macham im ręką gdy znikają przy drzwiach do szatni. Zaczynam zastanawiać się, gdzie ta Olga. No bo ile można siedzieć w szatni? Miałyśmy iść do pani dyrektor. Minęło już dziesięć minut, jeśli Olga się nie pospieszy to nawet Oliwia będzie szybciej od nas. Wstałam więc, i podeszłam do drzwi. Janek i Michał stoją w kącie, i o czymś rozmawiają, a Olga... Rany boskie. Olga siedzi na ławce obok Kuby z jedną słuchawką w uchu! Na dodatek najwyraźniej jej się to podoba! Przez jedną sekundę mam chęć wyciągnąć ją stamtąd i zażądać, żeby natychmiast opowiedziała mi wszystko, jednak przed oczami staje mi rozgniewany wyraz twarzy taty. Wzdycham więc tylko, i wyjmuję z plecaka komórkę, aby napisać do niej SMS-a. Olga, nie wiem co ty robisz siedząc roześmiana obok Kuby w szatni, ale opowiesz mi o tym później. Ja idę na spotkanie z panią dyrektor, spotkamy się na lekcji :) Kliknęłam wyślij, i skierowałam się w stronę schodów. Usłyszałam jakby krakanie jakiejś wrony, więc Olga dostała już moją wiadomość. Ciekawe co pomyśli Kuba na jej oryginalny dźwięk przysyłanej wiadomości. Weszłam na górę, i skierowałam się w stronę gabinetu pani dyrektor. Gdy stanęłam przed drzwiami wzięłam głęboki oddech, i przymknęłam oczy. Tak bardzo nie chcę tam wchodzić. Chcę zatrzymać czas w tym momencie, właśnie w tym. Kiedy jeszcze nic nie jest "na pewno", gdy nadal chodzę do tej szkoły. Tak bardzo nie chcę tam wchodzić... Przełknęłam ślinę, i drżącą ręką nacisnęłam klamkę. Na korytarzu panował półmrok, i kiedy otworzyłam drzwi zmrużyłam oczy od świecącego tu słońca. W gabinecie pani dyrektor byłam tylko raz, gdy odbierałam nagrodę za wygraną w konkursie fizycznym, jednak starałam nie rozglądać się dookoła. - Dzień dobry - powiedziałam cicho, i lekko skinęłam głową. Tato siedział przy biurku plecami do wejścia, a pani dyrektor stała przy oknie. - Dzień dobry Natalio, wejdź, i usiądź proszę - powiedziała uśmiechając się miło, i wskazała ręką fotel obok taty. - Nie dziękuję, może postoję - powiedziałam, zrobiłam to jednak tylko i wyłącznie, że tak nauczył mnie tato. Zawsze szacunek dla starszych, niech najpierw siadają inni, potem ty. Zauważyłam na jego twarzy cień uśmiechu i nagle poczułam radość z tego, że tato jest ze mnie dumny, jednak pani dyrektor podeszła do mnie, i poklepała po ramieniu. - Natalko nie krępuj się, siadaj proszę - spojrzała na mnie z uśmiechem. - Dziękuję bardzo - powiedziałam, i stłumiłam westchnięcie gdy usiadłam we wskazanym fotelu. Mimo, że wcale nie chciałam tu być fotele były naprawdę miękkie. - A gdzie jest Oliwia? - spytał tato. - Zaraz powinna przyjść - powiedziałam niepewnie, bo wcale nie wiedziałam, kiedy będzie to "zaraz". - Dobrze, myślę, że Oliwia zaraz przyjdzie, a tymczasem powróćmy do rozmowy. Wszystkie formalności są już załatwione, wszystkie potrzebne dokumenty są na miejscu, więc może chciałby się pan dowiedzieć jak radziła sobie pana córka z poszczególnych przedmiotów? - tato skinął głową, a ja zaczęłam nerwowo przygryzać wargę. Przecież mam same dobre oceny, czego tu się bać? Będzie w porządku. - Tu mam dziennik klasy pana córki. Muszę przyznać, mimo, że Natalia uczęszczała do naszego liceum tylko dwa miesiące zdołała pokazać, jak bardzo jest skromna, pracowita i osiągnęła naprawdę wiele sukcesów - poczułam, że się czerwienię, i spuściłam głowę, a pani dyrektor mówiła nadal z uśmiechem na ustach - Proszę bardzo - podsunęła tacie dziennik pod nos, a ten uważnie mu się przyglądał - Tu mamy biologię, chemię i fizykę. Jak pan widzi, same piątki. Język polski, angielski i rosyjski, również piątki. Historia, WOS, matematyka, sam pan widzi. Wychowanie fizyczne... O tutaj mamy jedną czwórkę, jednak jak wiadomo, taka drobna dziewczynka nie rzuci piłką lekarską bardzo daleko - tato spojrzał na mnie z uśmiechem, a ja zawstydzona spuściłam głowę - Można więc śmiało powiedzieć, że pańska córka była chlubą tego liceum. Brała udział w wielu konkursach zawsze zajmując pierwsze lub drugie miejsce, w domu powinna mieć dyplomy. Uczęszczała do wolontariatu, pomagała schronisku. Z przedmiotów artystycznych również piątki i szóstki. I muszę powiedzieć, że przez te dwa miesiące zachowała wszystkie nieprzygotowania, oraz 100-procentową frekwencję. Także nie mogę zrobić nic innego jak tylko pogratulować panu niezwykle utalentowanej córki panie Grace - kobieta podniosła się z miejsca, i wyciągnęła do taty rękę - Jest nam naprawdę bardzo przykro, że tak dobra uczennica odchodzi, i mam nadzieję, że przyszłej szkole również dostarczyć tyle radości i sukcesów - tato uścisnął jej rękę, a potem mocno mnie objął. - Wszystkiego dobrego ci życzę Natalio - przez chwilę wydawało mi się, że w oczach pani dyrektor widzę łzy, jednak chwilę później ta ściskała mnie w swoich ramionach uniemożliwiając mi widzenie czegokolwiek - Oby tak dalej... - D-dziękuję bardzo - wyjąkałam, gdy wreszcie odsunęła się ode mnie - Jest pani naprawdę miła... - - Oj nie żartuj sobie, nie przepuścimy tego tak bez rozgłosu kochanie, a... - chyba nigdy nie dowiem się, co też chciała powiedzieć pani dyrektor, gdyż przerwało jej trzaśnięcie drzwiami. Spojrzałam w tamtą stronę, i natychmiast otworzyłam oczy ze zdumienia. W drzwiach stała Oliwia... Jej szminka była rozmazana, spódnica podwinęła się, a ramię swetra było opuszczone tak nisko, że ramiączko od stanika było doskonale widoczne. - Dzień Dobry - powiedziała głośno siostra w ogóle nie patrząc na skamieniałego ze zdumienia tatę - Czy mogę na chwilę wyjść z Natalką? Musimy... do toalety. Proszę? - T-tak, oczy...wiście - pani dyrektor chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z sytuacji, i patrzyła na Oliwię w szoku. - Tato, wrócimy za dwie minutki - powiedziałam szybko, i niemal wypchnęłam Oliwię z gabinetu nie zważając na protesty ojca. - Oliwia! - krzyknęłam szeptem - Co ty robiłaś? - Lizałam się z Karolem! - dziewczyna zachichotała, i poprawiła swoje rozczochrane włosy - Boże, jakie on ma zajebiste oczy... - Oliwia! - krzyknęłam po raz drugi, i poprawiłam jej spódnicę - Popraw szminkę i sweter, i musimy wracać! Co ty sobie wyobrażasz? Miałaś być za piętnaście minut, a minęło... dwadzieścia pięć! - dziewczyna ponownie zachichotała, i podeszła do lustra. - O boże, jak ja wyglądam! - natychmiast wyciągnęła szminkę z torebki, i zaczęła malować usta - Ciekawie co dyrcia powie - zaśmiała się cicho, i poprawiła sweter - Boże, jak on całuje... Żałuj, że nigdy się nie dowiesz, przysięgam! Ej... - nagle odwróciła się do mnie, i zmarszczyła brwi - A może uciekniemy? Proszę, nie chcę tu... Zakryłam twarz ręką, i westchnęłam ciężko. Czuję się, jakbym to ja była tu starsza... - Oliwia chodź - chwyciłam ją za rękę, i zaczęłam ciągnąć w stronę gabinetu - Oliwia no, to tylko piętnaście minut, wytrzymasz jakoś - stanęłyśmy przed drzwiami, a siostra wyciągnęła lusterko i zaczęła się przeglądać - Oliwia, słyszysz mnie w ogóle? - C-co? - spytała nieco nieprzytomnie, a ja zacisnęłam zęby, żeby tylko nie krzyknąć. - Oliwia... - zaczęłam powoli - Wejdziemy teraz do tego gabinetu, a ty uprzejmie spytasz się, czy możesz usiąść. Potem grzecznie posłuchamy o twoich ocenach, i po prostu wyjdziemy tak? Już niedługo zaczyna się lekcja, nie chcę się przez ciebie spóźnić... - dziewczyna smętnie popatrzyła w stronę drzwi wyjściowych, ale ja postanowiłam być stanowcza. - Wchodzimy... - szepnęłam, i nacisnęłam klamkę - Bardzo panią przepra... - zaczęłam, lecz ku mojemu zdumieniu Oliwia przepchnęła się przede mnie, i stanęła rozpromieniona przed panią dyrektor. - Dzień dobry proszę pani, bardzo się cieszę, że panią widzę - po czym uścisnęła rękę uśmiechniętej dyrektor, i żwawo ruszyła w stronę wolnego fotela - No, więc co tam pani mówiła? - Oliwia co ty wyprawiasz? - spytał szczerze zdumiony tato - Gdzie ty byłaś? I... Czemu nie... - tu tato pokazał ręką na swoje usta, lecz siostra tylko się zaśmiała. - Przeszkadza to pani, pani dyrektor? - uśmiechnęła się słodko. - Ależ oczywiście, że nie - kobieta machnęła ręką, i uśmiechnęła się do taty - Oliwia jest już prawie dorosła, a jak raz pomaluje usta to nic się nie stanie. Stałam tak zszokowana, i patrzyłam jak pani dyrektor wyciąga jakiś dziennik, i podsuwa ojcu pod noc. A przecież jakiś tydzień temu sama byłam świadkiem, jak pani dyrektor osobiście nakrzyczała na taką jedną Ewelinę z 3c za "zbyt wyzywający makijaż"! - No widzi pan - szczebiotała kobieta słodziutkim głosem - Mamy tu same piąteczki i czwóreczki. No, jakieś trójeczki też się znajdą, ale to na prawdę rzadkość... Oliwia to takie genialne dziecko, dzięki niej zdobyliśmy tyle nagród. Widział pan tę gablotę stojącą obok mojego gabinetu? - tato jakoś niechętnie pokiwał głową - Wszystkie zawarte w niej nagrody zdobyła dla nas właśnie Oliwia. Prowadziła własną grupę cheerlederek, grupę koszykarską. Bardzo aktywnie działała w samorządzie szkolnym, pomagała w realizacji wielu wycieczek, spotkań, wielu wyjść. Zajmowała zawsze pierwsze miejsca ze swoimi drużynami na niezliczonej liczby konkursach i festiwalach - pani dyrektor spojrzała z dumą na Oliwię, i pogłaskała ją po głowie, na co ta nawet się nie skrzywiła - Bardzo, naprawdę bardzo mi przykro, że odchodzisz od nas dziecko, twoja wychowawczyni została już poinformowana, także możesz spodziewać się pożegnania - Oliwia rozpromieniła się, wstała, i uścisnęła rękę pani dyrektor. - Bardzo pani dziękuję, jest pani bardzo miła, naprawdę jest pani moją ulubioną nauczycielką - spojrzałam na tatę, i oboje przewróciliśmy oczami - Ale niestety zaraz zbliża się dzwonek na lekcję, a ja tak lubię się uczyć, i mimo, że jest to ostatni dzień, ja bardzo chciałabym wynieść z lekcji jak najwięcej... - Oliwia uśmiechnęła się 'nieśmiało', a pani dyrektor aż założyła ręce z zachwytu. - Oh, jaka skromna, jaka grzeczna z ciebie dziewczynka! Byłaś moją ulubioną uczennicą Oliwio! - słuchając tego wszystkiego miałam ochotę parsknąć śmiechem - No chodź tu, muszę cię uściskać! - Oliwia wstała, i z szerokim uśmiechem uściskała panią dyrektor, która po chwili otarła łzę spod oka - Dobrze, za pięć minut zadzwoni dzwonek, więc nie będę cię zatrzymywać kochanie. Idź na lekcje, a ja jeszcze troszkę porozmawiam z twoim tatą - Oliwia uśmiechnęła się milutko, i 'dygnęła' lekko - A po lekcji przyjdź do mnie na minutkę... - To do widzenia proszę pani - po czym chwyciła mnie za rękę, i nie dając żadnej możliwości pożegnania się wypchnęła za drzwi. - Boże, wreszcie - westchnęła, gdy byłyśmy już za drzwiami - Matko, ile można tak gadać? Jeszcze mi kuźwa fryzurę zepsuła - dziewczyna weszła do łazienki, i zaczęła poprawiać włosy. A ja patrzyłam na nią ze zdumieniem. - Nie wiedziałam, że masz takie dobre stosunki z panią dyrektor - zaczęłam niepewnie, a Oliwia machnęła ręką. - Rok temu przyniosłam jej na urodziny tort, tak wiesz, na jakimś tam apelu. Albo znalazłam jej kota, który 'zaginął', opiekowałam się jej siostrzenicą... - Oliwia patrzyła na mnie ze śmiechem - Ona mnie normalnie kocha - otworzyłam szerzej oczy, i kiwnęłam głową z niedowierzaniem - Tak wiem, w tej szkole kochają mnie wszyscy... Ej dobra, ja się z pierwszej lekcji zrywam, ale na drugiej już będę, także jakbyś coś tam chciała to wiesz... - Jak to się zrywasz? Przecież pani dyrektor powiedziałaś, że... - zaczęłam zdumiona, ale siostra przerwała mi, bo na korytarz akurat weszła jedna z koleżanek siostry, chyba Maja. Dziewczyna miała bordową spódnicę i czarny sweter, a na nogach obcasy, na których jednak lekko się chwiała. Zauważyłam, że jej włosy są idealnie proste, lecz minę miała nietęgą. - Oj dobra tam Nati, to ostatni dzień, zresztą ja zawsze miałam tą kobietę głęboko gdzieś - dziewczyna zaśmiała się, i wolnym krokiem podeszła do stojącej obok Mai - Majka co ty taka skwaszona? Spódnica niezła, buty też, ale reszta koszmarna, włącznie z fryzurą - pod powiekami dziewczyny dostrzegłam łzy, więc na maksa czerwona podeszłam do niej, i stanęłam koło Oliwii. - Mi się podoba twoja fryzura - powiedziałam nieśmiało, a Oliwia natychmiast spojrzała na mnie unosząc brwi. Majka spojrzała na mnie zdumiona, ale zaraz zdumienie zastąpiła arogancja i drwina. Widać tak kazałaby jej Oliwia. - Dobra Natalia, ja tu jestem od oceniania strojów, a ty już idź, okej? - dziewczyna nachyliła się do mnie, i szepnęła konspiracyjnym głosem - Psujesz mi reputację... Zaśmiałam się pod nosem, i odwróciłam z powrotem do dziewczyny. - Ale to oczywiście Oliwia ma rację, także przepraszam... Ja już pójdę, do zobaczenia Oliwia - siostra pomachała mi ręką, a ja ruszyłam do drzwi prowadzących do głównego korytarza. Nie rozumiem, jak można tak... dawać sobą rządzić. Oliwia wcale nie jest dla nich miła, obraża je, traktuje z wyższością, a one nadal się jej słuchają, i traktują jak królową. Nie rozumiem tego. Szłam przy brzegu korytarza, i starałam nie patrzeć nikomu w twarz. Wokół mnie była cała masa ludzi spieszących się na swoje lekcje, niektórzy szli szybko z książkami w rękach, a inni stali zajęci rozmową z przyjaciółmi. Jak najszybciej przemknęłam się koło grupki "najprzystojniejszych chłopaków" z drużyny koszykówki, i dotarłam do drzwi klasy akurat w momencie, w którym zadzwonił dzwonek. Ustawiłam się więc na końcu klasy, i rozejrzałam w poszukiwaniu Olgi. - Tu jesteś, kurczę, ile można gadać z tą kobietą? - dziewczyna zjawiła się jakby znikąd, i stanęła obok mnie - Musiałam przez dwadzieścia minut siedzieć sama pod klasą! - Przepraszam, ale wyjaśnię ci później - szepnęłam, ponieważ nauczycielka polskiego już przyszła, i otwierała kluczem drzwi - Zresztą ty mi też masz coś do powiedzenia - spojrzałam na nią wymownie, a ona zaczerwieniła się, i wzruszyła ramionami. W trakcie lekcji nie działo się nic szczególnego. Nauczycielka spokojnie prowadziła swoją lekcję, ja spokojnie prowadziłam notatki, a Olga równie spokojnie spała. Gdy zadzwonił dzwonek dziewczyna poderwała się niespokojnie z miejsca, i okazało się, że do twarzy przykleiła się jej karteczka samoprzylepna, i parę osób parsknęło śmiechem. Schowałam książki, i skierowałam się do drzwi, gdy usłyszałam głos pani Nowak. - Natalio, mogłabyś na chwilkę tu przyjść? - spojrzałam na Olgę, na co ta skinęła głową, i wyszła z sali. - Słucham? - spytałam, patrząc niepewnie na nauczycielkę - Czy zrobiłam coś złego? - Ależ nie, Natalko, ty i coś złego? - pani Nowak uśmiechnęła się, i patrzyła na mnie dobrotliwie - Doszły mnie słuchy, że nie będziesz już uczennicą tej szkoły, i chciałam tylko zamienić z tobą kilka zdań. Na prawdę, bardzo mi przykro z tego powodu, że najlepsza uczennica w tej szkole odchodzi. Z polskiego miałaś same piątki i szóstki, i myślę, że jeszcze przez jakiś czas nikt nie zajmie tak wysokiej pozycji jak ty... - Dziękuję bardzo - wyjąkałam cała czerwona, a pani Nowak wstała, i uścisnęła moją rękę. - Mam nadzieję, że w nowej szkole będzie ci równie dobrze co w naszej, i że zaszczycisz ją tak samo dobrymi ocenami jak naszą - kobieta puściła moją rękę, i pogłaskała mnie po głowie - No dobrze, nie będę zajmować ci czasu kochanie. Idź, ponieważ zaraz zadzwoni dzwonek, i pozdrów ode mnie tatę. Kiwnęłam głową, wymamrotałam ciche do widzenia, i szybko wyszłam z sali. - Ej, co ona od ciebie chciała? Zrobiłaś coś? Chociaż w sumie to w to nie wierzę... - Olga chyba czekała na mnie za drzwiami, bo jak tylko przekroczyłam ich próg ta od razu zasypała mnie pytaniami. - Olga spokojnie, pani chciała się ze mnę po prostu... Można powiedzieć, że pożegnać. Tylko nie wiem, skąd ona o tym wiedziała, pani dyrektor chyba nie zdążyła jej powiedzieć... No ale skądś wiedziała, i boję się, że inni nauczyciele również wiedzą. - To po każdej lekcji musisz po prostu uciekać z sali - Olga zaśmiała się, i odgarnęła włosy z czoła - Ej, miałaś mi chyba coś powiedzieć, tak? Doszłyśmy właśnie pod salę z biologii, i siadłyśmy obok siebie w samym kącie. - Ale Olga, teraz jej kartkówka z układu oddechowego, pokarmowego i krwionośnego, radziłabym ci trochę poczytać, masz dziesięć minut... - Co? - dziewczyna wyglądała na zszokowaną, a ja przewróciłam oczami - Jaka kartkówka? Czemu wcześniej nie powiedziałaś? - zaczęła gorączkowo grzebać w swoim plecaku, i w końcu wyciągnęła z niego zeszyt - Powiesz mi na następnej lekcji, bo przecież ja nic nie umiem! Z rozbawieniem patrzyłam, jak moja przyjaciółka usiłuje w pięć minut nauczyć się około sześciu tematów, i jeszcze myśli, że jej się to uda. - Olga, ale ty się tego nie nauczysz w pięć minut... Dlaczego nie uczyłaś się w domu? Gdybyś wczoraj przyszła tak jak mówiłaś, to nauczyłabym cię... - nie chciałam, aby to tak zabrzmiało, ale w moim głosie była lekka pretensja. Olga westchnęła ciężko, i najwyraźniej zrezygnowała z dobrej oceny, bo schowała zeszyt do plecaka. - Najwyżej to poprawię - mruknęła, i spojrzała na mnie - Natalia, bo ja wczoraj nie mogłam odebrać bo... - spuściła wzrok, i przygryzła wargę - Byłam z Kubą... - Co?! - krzyknęłam o wiele za głośno niż powinnam, ale akurat zadzwonił dzwonek - Oj po biologii będziesz się gęsto tłumaczyć Olga - powiedziałam już spokojniej, wstałam, i ustawiłam się przy ścianie, a moja przyjaciółka obok. Gdy po czterdziestu pięciu minutach wstawałam, aby jak zwykle wyjść z klasy przywołał mnie głos pani z biologii. Przez dziesięć minut słuchałam zawstydzona jak kobieta wychwala moje "znakomite zdolności w dziedzinie biologii", po czym z załzawionymi oczami wstała, i mocno mnie uścisnęła. - Takiej uczennicy się nie zapomina - powiedziała przez łzy, i poczochrała mnie po głowie. - Jezu, co to było? Kolejne pożegnanie? - spytała Olga, gdy już kierowałyśmy się pod salę z plastyki, a ja ponuro kiwnęłam głową - Zamęczą cię dosłownie, a przecież jeszcze aż cztery lekcje. Ej, a co zaznaczyłaś w piątym zadaniu? - Chyba b - odpowiedziałam, i usiadłam pod ścianą. - Kuźwa! - dziewczyna rzuciła plecak, i walnęła się w głowę - Ja c! Byłam tak blisko! Ale może chociaż 3 będzie... - Olga, ta przerwa ma tylko dziesięć minut, więc może zdążyłabyś wyjaśnić mi, co tak ważnego robiłaś wczoraj, że nawet nie miałaś czasu odpisać mi na... dziesięć SMS-ów? Nawet nie wiesz jak bardzo cię potrzebowałam... - Olga westchnęła lekko, i... zarumieniła się? - No bo jak wiesz już ja... Byłam z Kubą... No bo my się tak ogólnie... spotykamy... - dziewczyna przygryzła wargę, i spojrzała na mnie ze skruchą. Byłam w takim szoku, że zapomniałam oddychać, i po prostu siedziałam z otwartymi ustami. - Nie chciałam ci nic mówić, bo nie byłam pewna, czy to wypali i w ogóle... No... ale wypaliło... - Ile to trwa? - wyjąkałam po czym nabrałam głęboko powietrza do płuc. - No już... Ze dwa miesiące... - Boże... - jęknęłam tylko i zakryłam twarz rękami. Moja własna przyjaciółka mi nie ufa. Nie ufa mi. No bo jak inaczej można wytłumaczyć to, że nie powiedziała mi o tak ważnej sprawie? Olga właśnie po raz pierwszy w życiu ma chłopaka, a ja nic o tym nie wiedziałam... - Nie ufasz mi już? Sądzisz, że rozpowiedziałabym wszystkim? Olga, przecież oprócz ciebie ja nie mam koleżanek, komu ja w ogóle mogłabym powiedzieć? Olga westchnęła, i pokręciła głową. - Natalia przepraszam... Ale ja sama nie wiedziałam czy to jawa czy sen, to wszystko było takie piękne... Błagam nie złość się... Siedziałam przez chwilę w milczeniu i powoli przyswajałam sobie te wstrząsające informacje. Olga ma chłopaka, wstydziła mi się powiedzieć, i teraz błaga żebym się nie złościła. Ale ja nie jestem zła. Jestem taka... zawiedziona... W życiu Olgi dzieje się teraz tyle rzeczy, nowy chłopak, miłość, randki... A przez jakąś fanaberię taty mnie przy tym nie będzie... Czułam, jak powoli lecz nieodwracalnie tracę Olgę na zawsze. - Nie martw się nie złoszczę się... Ja... cieszę się twoim szczęściem Olga - podniosłam głowę, i uśmiechnęłam się blado - Mam nadzieję, że jeszcze zdążę go poznać zanim... wiesz. - Tak wiem. Ale Kuba jest świetny zobaczysz. Jakbyś mogła dziś po szkole pójść z nami do... - Olga nie... - przerwałam jej, i smutno pokręciłam głową - Ja idę z Oliwią po szkole na miasto kupić jakieś koszulki z One... One... - One Direction, Natalia nie udawaj, że ich nie znasz! Super są, a zwłaszcza ten z loczkami, Harry! - patrząc na roześmianą buzię mojej przyjaciółki zastanawiałam się, czy coś ze mną nie tak. Czy naprawdę tylko ja nie znam tego całego One... One... No serio? - Czy naprawdę z tego całego zdania zrozumiałaś tylko to, że nie pamiętam nazwy tego zespołu? Olga spojrzała na mnie zdziwiona, i uniosła brew. - Nadal jesteś zła? - spytała smutno, a ja zwiesiłam głowę. - Olga, nie rozumiesz? Jutro lecę do Anglii. Samolotem. Kilka tysięcy kilometrów nad ziemią. Będę w obcym kraju, otoczona obcymi ludźmi. Na zawsze. Właśnie dowiedziałam się, że masz chłopaka, i to już od dawna. Powiedziałam ci, że dziś spotkamy się dopiero wieczorem, bo po szkole idę z siostrą, z którą rozmawiam od wczoraj na zakupy, a ty dziwisz się, że nie znam nazwy jakiegoś tam zespołu? Tylko to cię interesuje? - przymknęłam oczy, i ukryłam twarz w dłoniach. Nie będę płakać. Nie będę płakać. Nie będę... Szlag... - Natalia ty... ty płaczesz? - poczułam jak za pierwszą łzą skapuje kolejna, kolejna i kolejna - Jezu nie płacz, proszę przepraszam... - usłyszałam głos nauczyciela, więc powoli wstałam, i otarłam policzki. Nie mówiąc nic weszłam do klasy, i usiadłam w ławce. - Przepraszam Olga... - wolałam już nie płakać przy niej. W domu będzie jeszcze dużo czasu. - Nic się nie stało Natalia - Olga westchnęła, i założyła nogi na krzesło. Pan wyszedł z sali, więc można było spokojnie porozmawiać. - Ja też cię przepraszam, że nie powiedziałam ci... no wiesz o kim. Byłam po prostu niepewna, czy to długo potrwa, czy ty w ogóle ileś potrwa. Nie chciałam dokładać ci problemów - przyjaciółka patrzyła na mnie ze skruchą, a ja ze wszystkich sił powstrzymywałam łzy. Nie powinnam teraz płakać. Lepiej udawać, że wszystko ok, mimo tego... że wcale nie jest. Uśmiechnęłam się smutno, i spojrzałam jej w oczy. - Olga... To twoja sprawa o czym mi mówisz, a o czym nie. Nie mam ci tego za złe. (Kłamstwo) To nic takiego, że lecę do Anglii. Będziemy dogadywać się tak jak zawsze. (Kłamstwo) Nic się między nami nie zmieni. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką pamiętasz? - uśmiechnęłam się lekko, a Olga natychmiast mocno mnie przytuliła. - Kocham cię normalnie - dziewczyna odkleiła się ode mnie, i patrzyła na mnie ze śmiechem - Mogę dzisiaj przyjść i u ciebie nocować? Tak wiesz... Ostatni dzień, i noc? - Ale nie przeszkadza ci, że trzeba bardzo rano wstawać? - Nie, jeśli chodzi o ciebie, to mogę i nie spać całą noc - dziewczyna zaśmiała się - Chociaż ty i tak zaśniesz o dwudziestej pierwszej - w tej chwili drzwi otworzyły się, i wrócił nasz nauczyciel, więc nie mogłam już nic odpowiedzieć. Olga jakby na zawołanie położyła głowę na ławce, i odpłynęła gdzieś hen daleko, a ja stłumiłam ziewnięcie, i wyjęłam zeszyt. Języku polski, nadchodzę! ************************************** Po czterdziestu minutach słuchania o zdaniach współrzędnie złożonych mogłam wreszcie opuścić tę klasę, uprzednio jednak słuchając zaskakująco miłych słów pana z polskiego, który nigdy jakoś nie pałał do mnie sympatią. - Kolejny... - skwitowała pod nosem Olga, gdy zmierzałyśmy do sekretariatu z prośbą o wydrukowanie moich ogłoszeń dotyczących Mani - Uwzięli się na ciebie, czy co? Zamilkła wreszcie, gdy stanęłyśmy pod drzwiami, i uniosłam rękę by w nie zapukać. Nie wiem czemu, ale zawsze stresuję się przed wejściem do nowego pomieszczenia. To chyba dziwne... - D-dzień D...Dobry - wyjąkałam cicho, gdy drzwi otworzyły się, i stanął w nich pan woźny - J-ja... J-jaa... - Przyszłyśmy wydrukować pięćdziesiąt kopii pewnego ogłoszenia, można? - i nie czekając nawet na odpowiedź Olga wepchnęła się, i pociągnęła mnie za sobą - Dzięki! - pan woźny nieco zaskoczony machnął tylko ręką i wyszedł na korytarz, więc podałam Oldze kartkę, i patrzyłam, jak kładzie je na... Na tym czymś do xero. - Razy pięćdziesiąt tak? - spytała dziewczyna, a ja tylko kiwnęłam głową - Mam nadzieję, że będzie tusz, bo za coś w końcu płacimy - patrzyłam w milczeniu jak przyjaciółka wyciąga coraz to nowe kartki. - Proszę bardzo moja droga - zaśmiałam się, gdy Olga w uroczystym geście wręczyła mi plik kartek - Ej szybko wychodzimy, bo ten facet się dziwnie gapi - i jak zwykle nie pytając mnie o zdanie wypchnęła mnie za drzwi, i rzucając krótkie "pa" panu woźnemu pociągnęła w głąb korytarza. - Gdzie teraz idzie... - zaczęła dziewczyna, gdy w końcu stanęłyśmy trochę zdyszane koło drzwi do stołówki, gdy nagle usłyszałyśmy krzyk. - Natalia! - natychmiast się odwróciłam, by zobaczyć moją siostrę w otoczeniu co najmniej dwudziestu osób zmierzającą w moją stronę - Natalia kochana moja siostro! - stałam tam zupełnie nie wiedząc co się dzieje, aż Oliwia w końcu dotarła do mnie, i na oczach całego tego tłumu cmoknęła w policzek - Hejka Olga! - zawołała jeszcze w stronę mojej przyjaciółki, która pokraśniała z radości - No, więc jak tam? Masz ogłoszenia? - przyznam się, że nie za bardzo jej słuchałam, ponieważ zajęta byłam po prostu patrzeniem na ten cały tłum koło nas. Wszyscy, którzy chcieli być kimś w tej szkole zawsze kręcili się w okół Oliwii z nadzieją, że ta któregoś pięknego dnia wreszcie zwróci na nich uwagę. Tak jak myślała moja siostra, nie było żadnej, powtarzam żadnej dziewczyny w spodniach, wszystkie bez wyjątku miały spódnice. Utworzyły wokół niej takie jakby koło, i teraz z uwagą przysłuchiwały się naszej rozmowie. Zauważyłam też, że ponad połowa z nich, tak jak Oliwia miały loki, a te z prostymi włosami stały z boku z nadąsanymi twarzami. - Oliwia... - szepnęła siostra przywracając mnie do rzeczywistości - Robisz mi wstyd! Odezwij się no... - natychmiast spojrzałam na nią ze skruchą, i zaczerwieniłam się. - Tak, przed chwilą z Olgą skserowałyśmy pięćdziesiąt ogłoszeń, tak jak chciałaś... - podałam siostrze plik kartek, a ta uśmiechnęła się z wdzięcznością, i natychmiast odwróciła się. - Maja, ty masz rozdać to każdej napotkanej osobie, a resztę rozwiesisz na ścianach. I mów, że to w sprawie tej Oliwii, pamiętaj - dziewczyna wzięła kilkanaście kartek, i natychmiast pobiegła w stronę stołówki - Ty Wika rozdaj to w tamtej stronie szkoły, przyklej na ścianach i pamiętaj "od TEJ Oliwii". Resztę rozdam osobiście... - Oliwia uśmiechnęła się słodko, i odwróciła się przodem do mnie - Chcesz też rozdawać? - pokręciłam głową, a siostra odeszła parę kroków, i zaczęła mówić coś w stronę tłumu. Doskonale wiedziałam, że sama przez godzinę rozdałabym mniej ogłoszeń niż Oliwia w ciągu pół minuty, więc nie było sensu nawet próbować. Patrzyłam ze zdumieniem jak Oliwia została tylko z jedną kartką w ręku, a i ta po sekundzie powędrowała do rąk stojącego obok chłopaka. - I słuchajcie teraz! - momentalnie cały korytarz umilkł, wszyscy patrzyli z uwagą na moją siostrę - Dzwońcie na numer podany na kartce od godziny czternastej, do godziny dwudziestej pierwszej. Przez telefon podam dalsze instrukcje. I nie sądźcie... - tu jej głos nabrał groźnego tonu - że oddam moją kotkę byle komu... - po tych słowach siostra spojrzała na mnie z uśmiechem, klasnęła, i w asyście kilkudziesięciu osób wyszła z korytarza. Wśród pozostałych osób zapanowało wielkie poruszenie. Wszyscy wyjęli swoje komórki, i z ogromnym przejęciem zapisywali sobie numer telefonu mojej siostry. Już widzę jak potem mówią "Ej, mam numer Oliwii! Tak, TEJ Oliwii!". Nie wiedzieli jednak tego, że moja siostra już dzisiaj najprawdopodobniej zmieni numer, ale nie chciałam ich uświadamiać, zresztą mnie i tak by nie słuchali. - To jak, idziemy pod salę? Mamy teraz historię tak? - pokiwałam głową, i zadowolona poszłam za Olgą pod salę historyczną. Historia to mój ulubiony przedmiot, i naprawdę cieszę się, że czekają mnie jeszcze aż dwie godziny tego przedmiotu. - Ale teraz szum z tym waszym kotem... - powiedziała Olga wskazując to na mijające nas osoby z ogłoszeniami w rękach, to na ściany poklejone plakatami. - Olga... - spojrzałam na nią z wyrzutem - Mania to nie jest "ten nasz kot". To jest nasza rodzina, i nawet nie wiesz jak bardzo przykro mi z tym, że muszę ją oddać. Mimo, że była u nas bardzo krótko, naprawdę ją pokochałam... - moja przyjaciółka nigdy nie przepadała za Manią z tej prostej przyczyny, iż cierpiała z powodu strasznej alergii na kocią sierść. Rozumiałam to, ale nie musiała mówić o niej "z tym waszym kotem". - Oj nigdy nie zrozumiem tej fascynacji zwierzętami. Psy to jeszcze mogę zrozumieć, ale koty? Nie przywiązują się, tylko by spały i drapały ludzi. Są leniwe, brzydkie, tylko żrą, srają... - Idę stąd - powiedziałam, i szybko skierowałam się na drugą stronę korytarza. Jeśli mam wybór siedzieć sama, albo słuchać tych bzdur o kotach, stanowczo wybieram to pierwsze. Usiadłam pod ścianą, i wyjęłam telefon z plecaka. Do dzwonka jeszcze pięć minut, mam jeszcze czas na powtórzenie ostatniej lekcji. Gdy wyjmowałam już książkę moją uwagę zwróciła Olga, a raczej jej towarzystwo. Moja najlepsza przyjaciółka stała na środku korytarza w otoczeniu dziewczyn z drużyny cheerlederek. Patrzyła to na mnie, to na nie z bardzo niezdecydowaną mną, a one coś do niej mówiły. W końcu zwróciła się w moją stronę, i dostrzegłam ruch jej warg. "Musiałam". Po czym nie oglądając się na mnie wzięła plecak, i odeszła wraz z nimi. Rozumiem. Nic się nie stało, Olga przecież przyjdzie do mnie na lekcji i po lekcji. Starając się tym nie przejmować otworzyłam książkę, i zagłębiłam się w historii XIV w. Francji. ************************************* Nie no, teraz to byłam naprawdę zła. Olgi nawet nie było na lekcji! I ja nawet nie wiem dlaczego! Dlaczego nic mi nie powiedziała? Może poszła gdzieś z tymi cheerlederkami? Ale dlaczego nie poszła na lekcję, przecież to ważne. Po skończonej pierwszej lekcji wyszłam z sali, ale Olgi nigdzie nie było. A zostały nam jeszcze tylko trzy lekcje. Czy ona po prostu uciekła? Jak ona mogła po prostu pójść sobie z lekcji, i nawet mi o tym nie napisać? Ponieważ zawsze siedziałam z nią w ostatniej ławce teraz czułam się bardzo samotnie. Wszyscy siedzieli, rozmawiali, wygłupiali się, a ja siedziałam tak sama, i odliczałam minuty do dzwonka na lekcje. W końcu zadzwonił, ale mojej przyjaciółki nadal nie było. A może coś jej się stało? Może mam napisać do jej mamy? Nie chcę jej dokładać zmartwień, wiem, że na co dzień ma wiele kłopotów, ale może powinna wiedzieć, że Olgi nie ma na lekcji? Dobrze, jeśli Olga nie pojawi się za godzinę, powiadomię jej mamę. Przez całą następną lekcję zupełnie nie miałam pojęcia o czym mówi nauczyciel. Patrzyłam tylko błagalnie w drzwi modląc się, żeby pojawiła się w nich Olga. Skutkiem tego było, że nie wiedziałam nawet co było zadane. Gdy już wyszłam z sali, a po Oldze nie było ani śladu poprosiłam Janka, aby dał mi przepisać temat z historii. - Ale na pewno dobrze się czujesz? - spytał mnie z niepokojem, ale ja tylko pokiwałam głową. Nie pozostało mi nic innego jak zadzwonić do mamy Olgi. Położyłam plecak przed salą do WOS-u, i odeszłam w stronę okna, gdzie nie było aż tyle hałasu. Zaczęłam wybierać numer mamy Olgi. 500... - Natalia! - natychmiast się odwróciłam, i aż kamień spadł mi z serca. W moją stronę, z rozwianym włosem biegła Olga. - Olga... - na razie byłam spokojna, jednak na prawdę nie wiedziałam, ile tak jeszcze wytrzymam - Gdzie ty byłaś? Olga stanęła przede mną, i odłożyła plecak koło mojego. - Musiałam iść... Spojrzałam na nią zdziwiona. - Iść dokąd? Dziewczyna zasępiła się, i spojrzała na mnie niespokojnie. - Palić za szkołą. Zaczęłam chichotać. Ta sytuacja była tak nierealna, tak absurdalna, że to było aż śmieszne. - Ty palić? Olga proszę cię nie rozśmieszaj mnie, gdzie ty tak na prawdę byłaś? W domu? Musiałaś pomóc mamie? Sama nie wiem czego oczekiwałam. Że powie "Jasne stara, to zwykłe jaja, wkręcam cię?". Nie wiem, ale na pewno nie tego co usłyszałam. - Nie Natalia, byłam z dziewczynami z drużynami palić za szkołą. Miałam taki jakby początek chrztu... W szoku aż usiadłam na zimnej podłodze, i otworzyłam usta. - Twoja siostra to wymyśliła, taki chrzest dla początkujących cheerlederek - ciągnęła cicho moja przyjaciółka siadając obok mnie - Każda z nich musiała to przejść, że się "lepiej zaadoptować" w nowej grupie. Na razie tylko paliłyśmy i rozmawiałyśmy, nic więcej, ale to dopiero początek w sumie... - Czyli ty... paliłaś? Olga ty paliłaś? - spojrzałam na nią z błagalnym wzrokiem, że to wszystko tylko jakiś sen, że Ola wcale nie pali, że wcale nie ma żadnego chrztu, ale ta wolno pokiwała głową - Olga, czy ty w ogóle wiesz, jakie to niesie za sobą ryzyko? Rak płuc, inne śmiertelne choroby, Olga od tego się umiera! - na dźwięk dzwonka wstałam, i ustawiłam się na początku klasy, a moja przyjaciółka stanęła obok - Nie mów nic teraz, ja muszę pomyśleć... - weszłam do klasy i siadłam na moim miejscu, Olga obok mnie bez słowa. W tamtej chwili poczułam, że wraz z moim wylotem do Anglii zmieni się więcej niż myślałam. To nie będzie tylko nowy kraj, nowe miasto, nowe państwo. To nie będą tylko nowe książki, mundurek, pokój, meble. Nagle uświadomiłam sobie, jak wiele stracę. Stracę Olgę, moją najlepszą przyjaciółkę, bez której nie wyobrażam sobie życia. I tak na prawdę ta myśl przeraża mnie bardziej, niż sama przeprowadzka...



Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy