listopad12

Rozdział 10.

dodano: 12 listopada 2016 przez Ksaliee


- Czyli ty... paliłaś? Olga ty paliłaś? - spojrzałam na nią z błagalnym wzrokiem, że to wszystko to tylko jakiś sen, że Olga wcale nie pali, że wcale nie ma żadnego chrztu, ale ta wolno pokiwała głową - Olga, czy ty w ogóle wiesz, jakie to niesie za sobą ryzyko? Myślałam, że to tylko Oliwia jest tak głupia, ale ty też? Rak płuc, inne śmiertelne choroby, Olga od tego się umiera! - na dźwięk dzwonka wstałam, i ustawiłam się na początku klasy, a moja przyjaciółka stanęła obok - Nie mów nic teraz, ja muszę pomyśleć... - weszłam do klasy i siadłam na moim miejscu, Olga obok mnie bez słowa. W tamtej chwili poczułam, że wraz z moim wylotem do Anglii zmieni się więcej niż myślałam. To nie będzie tylko nowy kraj, nowe miasto. To nie będą tylko nowe książki, mundurek, pokój, meble. Nagle uświadomiłam sobie, jak wiele stracę. Stracę Olgę, moją najlepszą przyjaciółkę, bez której nie wyobrażam sobie życia. I tak na prawdę ta myśl przeraża mnie bardziej, niż sama przeprowadzka... Gdy zadzwonił dzwonek wzdycham ciężko, i sięgam ręką w stronę książek, aby spakować je do plecaka. Olga siedzi obok nieruchomo, najwyraźniej nie bardzo wiedząc jak się zachować. Prawdę mówiąc, ja też nie mam pojęcia. Jeszcze nigdy nie byłam na nią tak zła. Owszem, cieszę się z tego, że marzenie mojej najlepszej przyjaciółki się spełniło, Olga zawsze była pełna energii, dwóch minut nie potrafiłaby usiedzieć w miejscu. Cheerleding to dla niej jakby odskocznia od problemów z mamą, tatą, problemów w szkole. Doskonale wiem, że Olga będzie wspaniałą cheerlederką, ale... Czytałam o tym. To się tylko zaczyna od palenia. Jeden papieros dziennie, potem dwa, nagle dziesięć. A potem co? Narkotyki? Gdyby nie to, że jutro będę w Anglii, to na pewno starałabym się ją powstrzymać. Ale jaki to ma sens? Gdy mnie tu nie będzie, Olga zostanie sama. I wtedy zaprzyjaźni się z tymi cheerlederkami? Stanie się taka jak ona? Zarozumiała, martwiąca się tylko o wygląd i o to, że nie stać jej na kolejną paczkę? Na myśl o tym, że zostawiam ją w najgorszym momencie jej życia czuję ogromny ucisk w gardle. - Natalia... - wszyscy już wyszli z klasy, i zostałyśmy tylko my. Nauczycielka wyszła chyba na zaplecze, więc wokół nie było nikogo. Olga chowa książki do plecaka, i odwraca krzesło w moją stronę - Natalia, dobrze wiesz, że ja tego nie chcę. Ale muszę. Inaczej twoja siostra mnie wywali, a jak nie ona, to inne. Nie mam wyjścia... - moja przyjaciółka spuszcza wzrok, i zaczyna powoli wstawać - Jeśli tego nie rozumiesz, to ja już pójdę... - Nie, przestań - wstałam, i złapałam ją za ramię - Ja po prostu... Ja się po prostu tak bardzo boję, że się uzależnisz, i że to się skończy okropnie... Muszę porozmawiać z Oliwią, żeby zakończyła ten idiotyczny "chrzest" czy coś tam. Jesteś cheerlederką dlatego, że dobrze robisz takie fajne rzeczy, jakieś gwiazdy i te sprawy, a nie dlatego, ża pa... - Cicho! - Olga podskoczyła, i zatkała mi ręką usta - Tu są nauczyciele! Pokiwałam głową z niemym przepraszam, a Olga cofnęła rękę. - Chodźmy stąd, tutaj nie można tak normalnie porozmawiać... "Nie sądziłam, że kiedyś w ogóle będę rozmawiać z tobą na takie tematy Olga" - pomyślałam, idąc za nią na korytarz. - Myślisz, że papierosy sprawiają mi przyjemność? To strasznie śmierdzi, drapie w gardło, a jeszcze trzeba się uśmiechać, i udawać, że wszystko ok. Już wolałabym siedzieć na historii, daję słowo... Popatrzyłam na nią ze współczuciem. - Wiesz co? Teraz gdy dobrze dogaduję się z Oliwią spróbuję z nią o tym porozma... - Nie! - krzyknęła nagle Olga - Jeszcze wszystko zepsujesz! Spojrzałam na nią ze zdumieniem, i poczułam się bardzo nieprzyjemnie. - To znaczy, że wolisz palić papierosy... tak? - Olga westchnęła głośno, i potarła twarz rękami. - Nie o to mi chodzi... Po prostu ja nie chcę, żebyście się kłóciły jak zwykle, wszystko pogorszysz po prostu. Ja nie wiem, czy ty umiesz rozmawiać w ogóle ze swoją siostrą... Dlaczego wtrącasz się w moje sprawy? To ja decyduję, czy palę czy nie, a ty jak zwykle usiłujesz mnie "chronić"... - Dobrze... - przerwałam jej cichym głosem - Ja nie będę wchodzić ci w drogę. Jeśli będziesz chciała przyjść wieczorem to... to dobrze, ale teraz ja... muszę iść - spuściłam wzrok, i jak najszybciej podeszłam pod klasę z wosu. Jeśli Olga nie chce pomocy, to ja nie będę się narzucała. Może wieczorem zmądrzeje, i przyjdzie... A jeśli chodzi o Oliwię. Ja przecież umiem z nią rozmawiać. Wiem, że przez wiele wiele lat nie rozmawiałyśmy, ale ja chcę tylko pomóc mojej przyjaciółce. Ja chcę tylko pomóc, a ona nie wiem czemu mnie odpycha. Oj mamo, gdybyś tylko tu była, napewno powiedziałabyś mi co zrobić... ************************************************************ Lekcja wosu minęła bardzo szybko. Nie rozmawiałam z Olgą, nawet na nią nie patrzyłam. Naprawdę bardzo zabolało mnie to, że tak mnie odrzuciła, lecz nie byłam jeszcze gotowa na rozmowę. To była moja ostatnia lekcja, i pamiętałam, że byłam przecież umówiona z Oliwią. Czułam się bardzo nieswojo gdy szłam po korytarzu, a obok mnie nie było Olgi, lecz szybko rozwiałam te myśli. Dopiero ci pogodziłam się z moją siostrą, muszę spędzić z nią trochę czasu, zwłaszcza, że sama to zaproponowała. Podeszłam pod ścianę, na której wisiał plan lekcji wszystkich klas. Zgodnie z nim moja siostra skończyła właśnie fizykę, i może właśnie w tamtej sali jeszcze była. Skierowałam się tam, po drodze omijając tłum uczniów spieszących do domu. W którymś momencie ponad głowami innych dostrzegłam kasztanowe loki Olgi. Już nawet uniosłam rękę aby do niej pomachać, ale przypomniałam sobie jej słowa sprzed godziny. " wszystko pogorszysz po prostu. Ja nie wiem, czy ty umiesz rozmawiać w ogóle ze swoją siostrą... Dlaczego wtrącasz się w moje sprawy? To ja decyduję, czy palę czy nie, a ty jak zwykle usiłujesz mnie chronić". Ma rację, to ona decyduje. To jej wybór, wstąpiła do drużyny, musi być wobez niej lojalna, nawet jeśli lojalna to znaczy paląca papierosy, po to aby jej nie wyrzucili. Mimo, że bardzo się o nią martwię nie mogę być jej niańką, bo ją stracę. Nie chcę, by traktowała mnie jak powietrze gdy przylecę do Polski. Nie zniosłabym tego. - Natalia! - nawiedziło mnie dziwne uczucie deja vu, gdy po odwróceniu dostrzegłam tłum rozstępujący się przed moją siostrą, która zmierzała do mnie szybkim krokiem - Szybko! - pociągnęła mnie za plecak, i ustawiła obok siebie naprzeciw okna. Przed nami pojawił się nieznany mi mężczyzna z aparatem w ręku. - Nie, Oliwia nie proszę... - spróbowałam zasłonić się ręką, ale siostra objęła mnie ramieniem, usztywniając moje ręce. - Uśśśmiechaj się... - wyszeptała, spojrzała prosto w obiektyw, i ukazała rząd swoich białych, idealnie równych zębów. Nie starałam się nawet wyjść zbyt ładnie. Spojrzałam mężczyźnie w oczy, i niepewnie uniosłam kąciki ust w górę. Wokół mnie rozbłysło światło, i nic nie poradziłam na to, że zamknęłam oczy i zadrżałam lekko. - Dzięki! - mężczyzna uniósł kciuk w górę, i zwszedł schodami na dół. - Oliwia co to... - zaczęłam, ale siostra natychmiast mi przerwała. Wokół był taki hałas, że ledwo słyszałam swój głos, na tym korytarzu była chyba cała szkoła. - Halo! - Oliwia krzyknęła, a kilkanaście osób stojących najbliżej natychmiast umilkło - Cisza!!! - i nagle usłyszałam bicie szaleńcze bicie swojego serca, spowodowane coraz bardziej powiększającą się caisnotą - Tak lepiej. Więc tak, ogłoszenia na dziś. W sprawie Mani nic się nie zmieniło, dzwonić, dzwonić i jeszcze raz dzwonić. Zaraz spotkanie drużyny cheerlederek, potem widzimy się z chłopcami - tu dziewczyna spojrzała w stronę stojących z boku wysokich chłopaków, i zachichotała - A teraz, rozejść się! - nikomu nie trzeba było dwa razy powtarzać, korytarz opustoszał w pół minuty. - No, Natalka, wreszcie można normalnie porozmawiać - siostra westchnęła, i usiadła na ławce przy ścianie - Te zdjęcie było robione na stronę szkoły, do gazetki, i na wielki pożegnalny plakat. I na dwóch, czy trzech fotkach jesteś też ty, ale szczerze mówiąc nie mam pojęcia dlaczego. Cieszysz się nie? - zapytała ucieszona, i zaklaskała w dłonie. Wolno pokiwałam głową, i starałam się nie westchnąć ciężko. - No to skoro się cieszysz, to fajnie. Dobrze, że obie lubimy robić sobie zdjęcia - Oliwia zaśmiała się, i uściskała mnie mocno - Dobra, zbieraj się, i idziemy na spotkanie. Będzie tam ta twoja Olga? - spuściłam wzrok, i pokiwałam głową, ale Oliwia już wstała, i zaczęła ciągnąć mnie w stronę hali - Co tak się wleczesz? Szybko kochana, bluzki z 1D na nas czekają! 1D? Co to... Aaaaa, to pewnie ten zespół One... One... Nieważne. Nagle siostra przystanęła, i zaczęła poprawiać włosy. - Karol tam jest... Ładnie wyglądam? - pokiwałam głową z uśmiechem - No to oki, idziemy - Oliwia nabrała powietrza do płuc, i nacisnęła klamkę hali. Momentalnie poczułam, jak moja twarz płonie, gdy tylko zobaczyłam tyle "fajnych" ludzi przed sobą. Wszystkie rozmowy momentalnie ucichły, wszystkie twarze zwróciły się w naszą stronę. - No hejka, stańcie tam gdzie zwykle - Oliwia chwyciła mnie za rękę, i pociągnęła w stronę stolika do ping-ponga - Nati siadaj, a ja za dziesięć, góra piętnaście minut wracam - i odeszła w stronę stojących osób. Wśród nich wypatrzyłam Olgę. Włosy związała w kitkę, a na sobie miała typowy, fioletowy strój z napisem "Olga" z tyłu. Stała sama z boku i patrzyła na swoje buty. Zrobiło mi się jej szkoda, żałowałam że nie mogę do niej podejść i z nią porozmawiać... Wyglądała na bardzo zagubioną wśród tych wszystkich dziewczyn. - No dziewczynki, dzisiaj będzie krótko i na temat - Oliwia podeszła do nich, i położyła jednej rękę na ramieniu, na co tamtej aż powiększyły się oczy - Eliza, idź do pokoju nauczycielskiego, powiedz, że to ja cię przysłałam, weź kartkę i długopis i tu przyjdź, byle szybko - dziewczyna skinęła głową, i już jej nie było - A cała reszta podejdźcie bliżej. Otóż jak zapewne wszyscy wiedzą dzisiaj niestety odchodzę z tej szkoły, za jakieś kilkadziesiąt minut w sumie - wszystkie dziewczyny westchnęły, i spuściły głowy. Ze zdumieniem dostrzegłam w oczach Mai łzy. Naprawdę ona płacze? Drzwi otworzyły się, i na halę szybkim krokiem weszła Eliza. Podała kartkę siostrze, i zdyszana stanęła spowrotem na swoim miejscu. - Tak wiem, mi też jest cholernie przykro, ale wiecie, Anglia, można tam robić tyle ciekawych rzeczy, i co najważniejsze... Koncert One Direction! - z całej siły stłumiłam westchnięcie, gdy moja starsza, poważna siostra klaskała w ręcę podskakując wesoło, a wraz z nią około piętnaście dziewczyn - Przyślę wam pocztówki, adres znam, więc nie ma problemu - dziewczyny pokraśniały z radości. Kilka z nich spojrzało na mnie z zaciekawieniem, a ja mimowolnie skuliłam się nieco - Co się tam patrzycie... - Oliwia spojrzała na mnie, i uśmiechnęła się - Na mnie się patrzeć, bo inaczej nie będzie pocztówki. Przez następnych dziesięć minut Oliwia wybrała spośród dziewczyn trzy, które według niej nadawały się na nowego kapitana drużyny. I tak wiedziałam, którą wybierze, ale one chyba nie, bo prostowały się dumnie, i skromnie uśmiechały. - No więc tak. Weronika jest wysoka, szczupła, świetnie reprezentowałaby naszą drużynę. Ale niestety kochana, jesteś za mało rozmowna, a jak doskonale wiesz, w naszym zawodzie liczy się nie tylko aparycja, ale też pewność siebie, której najwyraźniej ci brak, także wstąp do szeregu - wysoka, rudowłosa dziewczyna spuściła głowę, i bez słowa spęłniła polecenie Oliwii. W jej oczach dotrzegłam łzy. - Lena - z szeregu wystąpiła wysoka, ładna blondynka, i spojrzała na siostrę ze strachem - Wybrałabym ciebie, ale... Wiesz, że to kapitana drużyny najczęściej podnoszą, występuje on najczęściej. A jak zdążyłam zauważyć, boisz się wysokości. Także bardzo mi przykro, bo gdyby nie to, byłabyś idealna... Ładna, szczupła, rozgadana wtedy kiedy trzeba... - Oliwia zacmokała, i odwróciła się w stronę Mai - No więc, Maja. Jako, że jesteś moją najlepszą kumpelą, jesteś w miarę ładna, mała i chuda, to idealnie się do tego nadajesz. Musisz tylko poćwiczyć przemowy, i wszystko będzie super, także wybieram ciebie. Masz prawo się cieszyć, ale bez głosu, bo mnie coś głowa boli - wspomniana wyżej Maja zrobiła sie jakoś niezdrowo blada, i aż usiadła na podłodze. Pokiwałam głową z uśmiechem. Bycie zastępcą mojej siostry to napewno jedno z jej największych marzeń, a to właśnie się spełniło. - Dobra Majka nie rób cyrku, pogadamy o tym później. To by było na tyle na dzisiejszym, ostatnim spotkaniu. Chciałam jeszcze dodać... Nigdy nie dowiedziałam się, co też Oliwia chciała dodać, dlatego, że drzwi na halę otworzyły się, i stanął w nich pan Dudziak*. Oliwia szybko przybrała słodką minę,i podeszła do nauczyciela. - Czy coś się stało panie Tomaszu? - spytała, a nauczyciel nawet nie zareagował na to, że wymówiła jego imię. - Oliwio, prosiłbym cię, abyś wraz ze swoją drużyną udała się na główny korytarz, gdyż pani dyrektor ma ci wiele do opowiedzenia - Oliwia przez ułamek sekundy zmarszczyła brwi, ale po chwili uśmiechnęła się radośnie. - Ależ oczywiście proszę pana, już idziemy - odwróciła się w naszą stronę - Ustawić się ładnie, nie gadać, i iść za mną. I ani słowa, macie sie zachowywać idealnie, ja widzę wszystko. Nagle poczułam się jak małe dziecko w pierwszej klasie. Dziewczyny ustawiły się za Oliwią, a ja stanęłam z boku, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. - Nati, co ty tam robisz, chodź że tu szybko - zawstydzona podbiegłam do Oliwii, i stanęłam obok niej - No to idziemy, i pamiętajcie... Ani słowa - Oliwia otworzyła drzwi, i wyszłyśmy na korytarz. - Natalia, to z grubsza będzie wyglądało tak. Postoimy, dyrektorka pogada z 15 minut, wy bijecie brawo, dzielimy się tortem, ja coś powiem, i tyle. Potem tylko spotkanie z drużyną z koszykówki, i gotowe, jedziemy do domu, a potem na zakupy - ostatnie słowo wypowiedziała z rozmarzeniem, a ja kiwnęłam głową ze zdziwieniem. Co pani dyrektor chce powiedzieć mojej siostrze? Jaki tort, co ja mam tam robić? Nie dane mi było zastanawiać się dłużej, gdyż już prawie dochodziłyśmy do korytarza. Oliwia wygładziła spódnicę, poprawiła loki, i pociągnęła usta błyszczykiem. - Jest ok? - spytała, a ja szczerze poiwałam głową. Oliwia jest śliczna, jak lalka. Jej idealna, blada cera, duże, ciemne oczy, kości policzkowe. Nie to co u mnie, mam tak wystające policzki, że wyglądam jak dziecko. Jej włosy zawsze idealnie ułożone, jej ubrania, każdy detal jest starannie dobrany. Nie wiem, po kim to odziedziczyła, ale ja nie mam tego za grosz. W chwili gdy weszłyśmy na korytarz, otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Na środku stała z miktofonem pani dyrektor, i nauczyciele, a wokół było pełno uczniów. Pani ze stołówki trzymała w rękach pięknie pachnący czekoladowy tort, a pan Dudziak ogromny kosz z nie wiem czym. Oliwia uśmiechając się skromnie szepnęła, abyśmy się nie ruszały, i podeszła do pani dyrektor. Stanęłam przy ścianie, i oparłam się o filar. Czuję, że to może trochę potrwać. *************************************************************** Szłyśmy z Oliwią na autobus. Siostra właśnie opowiadała mi, jak to się poznały z Majką, i jak zaczęła się ich szalona przyjaźń. Ze wstydem przyznam, że po piętnastu minutach przestałam słuchać. Moja głowa zajęta była czymś zupełnie innym. Czy Olga przyjdzie do mnie wieczorem, czy się obraziła? Dziś jest mój ostatni dzień w Polsce, chciałabym trochę z nią pobyć, pożegnać się. Martwię się, że zapomniała o mnie, i że ma już nowe koleżanki. Bez niej nie mam przecież nikogo... - Co? Bez kogo? - Oliwia spojrzała na mnie marszcząc brwi, a ja zaczerwieniłam się. Ostatnie zdanie musiałam powiedzieć na głos. - N-nie nic, tak jakoś mi się wyrwało. Opowiadaj dalej - Oliwia westchnęła i spojrzała na mnie unosząc brew. - Ty mnie wcale nie słuchasz. Zapytałam właśnie co myślisz o moim wyborze Majki na kapitana, a ty prosisz, abym opowiadała dalej. Natalia, co się dzieje? Jesteś jeszcze cichsza niż zwykle, a w twoim przypadku, to naprawdę trudne. Co się dzieje? Spojrzałam na nią niepewnie. - Nic, tak tylko myslałam o czym innym. Nic się nie... - Natalka, nawet mi nie wmawiaj, że nic. Nie jestem jakaś głupia, opowiadaj. Już otworzyłam usta, żeby cokolwiek powiedzieć, ale w oddali dostrzegłam nasz autobus. - Mogę powiedzieć jak wyjdziemy? - spytałam, a Oliwia chcąc nie chcąc pomiwała głową. Skasowałam nasze bilety, i usiadłam w rogu obserwując ludzi. Dzisiaj jest już lepiej, bo jestem z Oliwią. Wczoraj jechałam sama. - Dobra, mało ludzi jest, powiedz coś teraz, w końcu trochę będziemy jechały - siostra założyła nogę na nogę, zdjęła chustkę, i patrzyła na mnie wyczekująco. Poczułam się nieco nieswojo. Ale Oliwia to moja siostra, mogę jej zaufać. W końcu w Anglii będziemy tylko we dwie. - Pokłóciłam się z Olgą... - powiedziałam cicho, i spuściłam wzrok. Oliwia spojrzała na mnie marszcząc brwi. - Dlaczego? Coś ci zrobiła? Jeśli tak to wiesz, jedno moje pstryknięcie palcem, i dziewczyna nie będzie miała życia w szkole... - Nie nie, nie trzeba, nie trzeba - pokręciłam głową, a Oliwia wzruszyła ramionami - Po prostu dowiedziałam, się, że po wstąpieniu do drużyny kazałaś urządzić jakiś... chrzest? - Oliwia westchnęła, i pokiwała głową - I Olga też musi go przejść. I trzeba palić papierosy, i ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego... Oliwia poprawiła włosy, i przesunęła się na siedzeniu. Zauważyłam, że chyba była nieco speszona. - Natalia, miałam wtedy z piętnaście lat, wymyśliłam tak wiesz, na szybko. Wtedy był taki lans na fajki, wszyscy palili, nie chciałam, żebyśmy były inne. Teraz wiem, że zrobiłabym coś innego, ale wtedy... No i tego już nie zmienię, twoja koleżanka musi... To tylko przez miesiąc, potem jak nie chce, to nie musi - spojrzałam na nią ze zdumieniem. - Oliwia, ale czy ty rozumiesz, że to przecież szkodliwe jest. Zdrowie tracisz, nie rozumiem, jak... - zadrżałam, i spuściłam głowę - Nie rozumiem, jak możesz tracić zdrowie, skoro mama... - pokręciłam głową, przymknęłam oczy - Oliwia zastanów się, to wcale nie fajne, ani modne, uwierz mi... Siostra patrzyła na mnie w milczeniu. - Nati, ja nie palę często, tylko wtedy gdy mam ochotę. Zdrowo jem, biegam, ćwiczę, dwie fajki na dzień mi nie zaszkodzą. A jeśli chodzi o twoją przyjaciółkę, to i tak teraz będzie rządzić Majka, ona może zmieni. A uwierz mi, jak ta Olga nie będzie chciała palić, to nie będzie, nie martw się - wycięgnęła rękę, i położyła mi ją na ramieniu - Nie bój się, pewnie się dziś jeszcze spotkacie, porozmawiacie sobie. Będzie oki, zobaczysz. A teraz nie siedź z taką miną, bo aż przykro patrzeć - spojrzałam na nią, i lekko uniosłam kąciki ust, które opadły, gdy tylko siostra odwróciła wzrok - Chodź, nasz przystanek - Oliwia wstała, i pociągnęła mnie za rękę. Po chwili zimny, porywisty wiatr owiewał moją twarz. Naciągnęłam czapkę na uszy, ale już po chwili włosy tańczyły wokół mojej twarzy. Spojrzałam z ciekawością na Oliwię. Ta zgarnęła włosy na jedną stronę, i trzymała je przy głowie. - Nienawidzę zimy - powiedziała po chwili, aż zaczęłam się śmiać - Nie śmiej się, popatrz jak ja wyglądam. Popatrz, jak ty wyglądasz! - podała mi swój wielki telefon, abym mogła się w nim przejrzeć. No tak. Przez to zimno moje piegi były jeszcze bardziej odznaczały się na mojej bladej twarzy. No, nie do końca bladej. Mój nos był koloru dojrzałej śliwki, jak zawsze, gdy jest mi zimno. Zaśmiałam się lekko, a Oliwia razem ze mną. - Ja myślę, że zrobimy tak. Jest już 14.30, pódziemy do domu, ja się ogarnę, ty też, i jedziemy autobusem na miasto. Kupujemy koszulki, idziemy... do mamy, potem do domu, bo przecież będą dzwonić w sprawie Mani. Co ty na to? - widać Oliwia tak jak ja, musi mieć wszystko zaplanowane. Bardzo mi to odpowiada. - Tak, dobry pomysł - przytaknęłam, gdy nagle Oliwia wzięła mnie pod rękę. - Tak jest cieplej - zaśmiałam się, i przyciągnęłam ją mocniej - Nie nawidzę zimy serio. ************************************************************* Znów siedziałyśmy z Oliwią w autobusie. I siostra znów postanowiła ubrać się podobnie. Także obie miałyśmy na sobie ciepłe jeansy, bluzki z długim rękawem, a na to swetry, w tym samym, zielonym kolorze. Oliwii nawet w zielonym było ładnie, czego jednak nie można było powiedzieć o mnie. - No co ty taka niemrawa, znowu ta Olga? - pokręciłam głową z uśmiechem. - Denerwuję się bardzo, ale mam nadzieję, że będzie dobrze. Cieszę się, że z tobą gdziekolwiek jadę, mimo, że nie bardzo lubię zakupy - Oliwia spojrzała na mnie zimno. - Nigdy więcej nie chcę słyszeć "nie lubię" i "zakupy" w jednym zdaniu, rozumiesz? Zachichotałam cicho, ale spuściłam głowę ze skruchą. - Przepraszam, więcej się to nie powtórzy proszę pani. - No mam nadzieję - Oliwia spojrzała na mnie surowo, ale zaraz się usmiechnęła - Ile wzięłaś kasy? - No mam jakieś 40 złoty - odpowiedziałam, i spojrzałam na siostrę - A ty? Oliwia siedziała w milczeniu patrząc na mnie jak na wariatkę. Poczułam się dość nieswojo, i rozejrzałam się wokół. Oprócz nas między innymi był jeszcze jakiś starszy pan z małą dziewczynką. Z ich rozmowy wywnioskowałam, że mała nazywa się Julka. Trzymała mężczyznę za rękę, i co chwila odwracała się w moim kierunku posyłając mi zaciekawione spojrzenie, i słodki uśmiech. Zdobyłam się na odwagę, i uniosłam lekko rękę machając jej. Mała uśmiechnęła się, odmachała, i zawstydzona wtuliła głowę w płaszcz starszego mężczyzny. - Natalia, ta bluzka kosztuje z 70 złotych - otworzyłam oczy szerzej ze zdumienia. - A ja myślałam, że jeszcze trochę mi zostanie... - zmarszczyłam brwi, a Oliwia pacnęła się ręką w czoło. - Nati, czy ty żyjesz w jakiejś wsi? Mamy 21 wiek, Kraków, jedno z największych miast w Polsce, tu nie ma dobrych bluzek po 10 złotych - Oliwia pokręciła głową, i westchnęła ciężko - Dobra, ja ci pożyczę. Nie - dodała, gdy już chciałam protestować - nie musisz oddawać, kiedyś tam się odwdzięczysz - siostra mrugnęła do mnie, po czym poprawiła włosy - Dobra, zaraz będzie nasz przystanek - faktycznie, poczułam jak autobus zwalnia, duża grupka ludzi zebrała się pod drzwiami gotowi do wyjścia. Zamierzałam spokojnie zaczekać, aż ludzie wyjdą, żeby uniknąć przypadkowego zadeptania mnie, ale wiem, że moja strarsza siostra nie jest zbyt cierpliwa, i umie wykorzystać swoją popularność. Tak popularność. W ciągu piętnastominutowej jazdy autobusem zdążyłam zauważyć jakieś pięć dziewczyn stojących z tyłu, które chichotały bez przerwy, i ile razy na nie nie spojrzałam one patrzyły z uwielbieniem na Oliwię. Widać były jednak nieśmiałe, bo nie podeszły. Chociaż w sumie po co miałyby podchodzić? Po autograf? W sumie będziemy w mieście, tutaj będzie masa ludzi, którzy znają Oliwię. - No co tak stanęłaś na środku chodnika? - odwróciłam głowę, i zorientowałam się, że faktycznie, stoję sama na środku chodnika, a Oliwia patrzy na mnie dziwnie spod przymrużonych oczu - Często ci się to zdarza? Poczułam, że robię się bardzo czerwona, i spuściłam głowę. - Przepraszam, nieważne już, więcej tak nie zrobię - powiedziałam cicho stając obok niej - Jeśli wstydzisz się ze mną pokazywać to powiedz, nie będę miała ci tego za złe. - Oj Natalia, zamiast cieszyć się, że możesz pokazać się w moim towarzystwie ty jak zwykle marudzisz. Spróbuj się z czegoś ucieszyć co? Zawstydzona pokiwałam głową. - Dobra, dajmy sobie spokój z twoimi niecodziennymi nawykami. Chodź do centrum handlowego, a potem na plac wolności, tam też jest masa sklepów. Może i ty sobie coś kupisz, bo ja ci mogę pożyczyć kasę jeśli chcesz. - Ale nie trze... - zaczęłam, ale siostra przerwała mi. - O nie, lecimy do Londynu, ja nie będę się za ciebie wstydzić, kup se chociaż jedną rzecz oprócz tej koszulki okej? - pokiwałam głową dla świętego spokoju - No, jak chcesz to potrafisz - Oliwia uśmiechnęła się, i skierowała w stronę ulicy, odpowiadając na 'cześć' kilku spotkanych chłopakom, a ja nie widząc innego wyjścia pobiegłam za nią. ********************************************************** - Przydałaby się teraz Majka, żeby unieść te wszystkie torby - zajęczała siostra gdy wyszłyśmy z centrum, i byłyśmy w drodze na plac wolności. Ja kupiłam sobie pięć szarych gumek to włosów, i prostą, szarą koszulę. Oliwia kupiła dwie koszule, jedną czarną, drugą czerwoną w czarną kratę, dwie pary rurek, leginsy w jakieś jednorożce, czarną, skórzaną kurtkę i dwie bawełniane koszulki na wf. Dodać to tego dwie pary butów, bransoletkę, wypełniacz do koków, tusz do rzęs, eye liner i czarną szminkę, to wyszły nam pięć dosyć ciężkich siatek. Ja niosłam jedną moją, i dwie Oliwii, a siostra niosła swoje trzy. W czasie zakupów siostra zdążyła powiedzieć słowo 'hej' chyba z milion razy, i poznałam wielu jej kumpli, którzy wyglądali jak ci wszyscy motocykliści w gazetach. Ubrani na czarno, niezliczona ilość tatuaży, kolczyki w każdym możliwym miejscu - idealny materiał na kolegę. Wcześniej nie lubiłam zakupów, gdyż zanim Olga zdecydowałaby się na coś konkretnego moje włosy chyba by się wyprostowały, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że moja siostra jest milion razy gorsza. Najpierw sprawdza cenę, czy nie jest wystarczająco tania, potem ocenia jakośc wykonania, potem dzwoni do Mai, potem przypomina sobie, czy przypadkiem któraś ze znajomych jej osób takiej nie ma, i dopiero, gdy wszystkie te rzeczy zostaną sprawdzone i dogłębnie przedyskutowane, w dzisiejszym przypadku ze mną, moja siostra je mierzy. Robi sobie zdjęcia z każdej strony, wysyła do miliona znajomych, i MOŻE, powtarzam może kupuje. Nigdy więcej, błagam, nigdy więcej, moje nogi normalnie odpadają. - To tutaj - powiedziała Oliwia, i zatrzymała się przed jednymi z drzwi prowadzących chyba do tego sklepu z koszulkami - No co tak sto... - zaczęła, ale zaraz przerwała - Przepraszam, zapomniałam, że ty nie masz obowiązku otwierania mi drzwi, bo nie jesteś Majką - zmarszczyłam brwi, i zaśmiałam się lekko. - Nie no, mogę otworzyć ci drzwi, to przecież nie problem - przełożyłam zakupy z jednej ręki do drugiej, i nacisnęłam klamkę. Od razu dobiegł mnie hałas tłuczonego szkła, i czyjść krzyk. Zatrzymałam się w połowie drogi, i spojrzałam niepewnie na Oliwię. - Może lepiej tam nie wchodźmy? - ale siostra zaśmiała się. - Takie sprawy to podobno tutaj codzienność - wzruszyła ramionami, wyminęła mnie, i potrzymała mi drzwi - Chodź. Posłusznie spełniłam polecenie, i stanęłam blisko drzwi w razie, gdybym miała uciekać. - Witam - powiedziała siostra głośno i wyraźnie, po czym podeszła do lady. Przy niej stał młody, na oko osiemnastoletni chłopak. Tylko gdzie to potłuczone szkło? - Dzień Dobry pani, proszę wybaczyć, ale zupełnie niechcący rozbiłem kubek, stąd ten dźwięk - chłopak spojrzał na mnie przelotem, po czym utkwił swój wzrok na Oliwii - Czy mogę w czymś pomóc? - spytał z dziwnym uśmiechem. - Ależ jaka tam pani - Oliwia machnęła ręką, i uśmiechając się poprawiła włosy - Ja właściwie chciałam o coś zapytać. - Ależ proszę bardzo, zamieniam się w słuch - chłopak przysunął się nieco bliżej, na co mojej siostrze aż błysnęły oczy. Powstrzymałam parsknięcie śmiechem, i odważyłam się podejść bliżej, stanąc po lewej stronie od siostry bliżej drzwi. - Poszukujemy z siostrą dwóch koszulek, obie w rozmiarze S, z nadrukiem zespołu One Direction. Tylko wie pan... - Nazywam się Łukasz - chłopak podał dłoń mojej siostrze, po czym mrugnął do niej, na co ta spuściła 'skromnie' oczy. - Ja Oliwia - powiedziała z uśmiechem, po czym uścisnęła jego dłoń - A to moja siostra Natalia - spojrzałam na nią ze zdumieniem, ale było już za późno na ucieczkę. Owy Łukasz nadal uśmiechając się do Oliwii podawał mi rękę. Uścisnęłam ją niepewnie, po czym wlepiłam wzrok w stół. - No więc o czym to ja mówiłam? - Oliwia zachichotała, po czym zamrugała tymi swoimi niewiarygodnie długimi rzęsami, na co chłopak przejechał ręką po włosach, i jakby się wyprostował - Poszukujemy koszulek z zespołem One Direction - uśmiechnęła się słodko. - Ależ oczywiście, a jaki kolor was interesuje? - chłopak już stał przy regale, i wyciągał ręce w kierunku leżących tam ubrań. - Hmmm, czerwony i niebieski, jeśli oczywiście jest - powiedziała siostra głosem, jakim zwracała się do pana Dudziaka. - Niebieskie mamy, ale czerwonych będę musiał poszukać na zapleczu, przepraszam, jeśli to kłopot - Łukasz położył przed Oliwią koszulkę i uśmiechnął się do niej. - Nie, idź, ja tu na ciebie zaczekam - siostra oparła głowę na rękach, i spojrzała na niego z dołu, dzięki czemu jej duże oczy wydawały się jeszcze większe. Łukasz zniknął na zapleczu, a siostra zwróciła się do mnie i przewróciła oczami. - Boże, jaki nudziarz - westchnęła, i machnęła ręką - Żeby chociaż przystojny był, ale oczywiście nie... Popatrzyłam na nią z zaskoczeniem. A więc to wszystko było udawane? - No, mam czerwoną - Oliwia natychmiast odwróciła się z promiennym uśmiechem, a chłopak rozłożył jej koszulkę przed oczami - Chcesz zmierzyć? - Ile jest tu przymierzalni? - Przymierzalnie są dwie, ale może twoja siostra pójdzie zmierzyć, a my porozmawiamy co? - Oliwia odwróciła się, i przewróciła oczami, a ja odwróciłam się, aby ukrych śmiech. - Wiesz, może lepiej ja też pójdę teraz zmierzę, a porozmawiamy później, okej? - Oliwia błysnęła zębami, chwyciła dwie koszulki, i popchnęła mnie w kierunku przymierzalni - Mierz jak najszybciej, plis - szepnęła, po czym zniknęła za zasłoną. Westchnęłam ciężko, i zasunęłam swoją. Jak ja nie lubię mierzyć ubrań. Najpierw muszę zdjąć kurtkę, potem sweter, potem bluzkę, potem to wszystko odwiesić, a nigdy nie ma aż tylu wieszaków. Jakoś poradziłam sobie z tym, bo w przymierzalni stała mała pufa, na której położyłam wszystkie rzeczy. Bluzka okazała się nieco za duża. Ale wiedziałam, że jeśli chodzi o ubrania, to moje zdanie słabo się liczy, i najpierw trzeba zapytać się Oliwii. - Już? - siostra wetknęła głowę, i zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu, po czym weszła do środka - Luźna dosyć. Ale bardzo ładnie Ci w tym kolorze. A weź ją wpuść - posłusznie wpuściłam bluzkę w spodnie - No, i teraz jest super. Talię masz, bioderka też - poklepała mnie bo plecach, a ja spojrzałam na nią z udawanym oburzeniem - Dekolt trochę mały, no ale ty w ogóle cycki masz? - Oliwia! - teraz już nie musiałam nic udawać, a moje policzki napewno były całe czerwone. - Dobra, dobra - siostra zaśmiała się, po czym odgarnęła włosy w tył - A ja jak wyglądam? O ile na mnie ta bluzka była 'dosyć luźna', to na Oliwii była po prostu opięta. Podkreślała wąską talię mojej siostry, i inne części jej ciała. No i ten dekolt. - A nie uważasz, że jest trochę za bardzo wyzywająca? - spytałam, niepewna odpowiedzi, lecz Oliwia prychnęła. - Zaraz zobaczysz, chodź - chwyciła mnie za rękę, i pociągnęła do lady, gdzie nadal stał Łukasz, i maślanym wzrokiem patrzył na Oliwię - Łukasz, i jak wyglądam? - spytała, uśmiechając się słodko, i pochylając się nieco do przodu. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, na widok prawie śliniącego się Łukasza patrzącego jak pies na kość na moją siostrę. - Wyglądasz... super... - wyjąkał, na co moja siostra posłała mu śliczny uśmiech, i dygnęła lekko. - To my się przebierzemy, i zaraz wracamy - powiedziała, po czym weszła ze mną do jednej z przymierzalni - Widzisz? Jeśli on tak zareagował, to Louis też, wystarczy się przed kimś pochylić, a już jest twój. Także chłopcy z 1D już są moi - Oliwia poruszyła zabawnie brwiami, i poszła się przebrać. Popukałam się w czoło ze śmiechem, i westchnęłam. Według mnie ta bluzka nie bardzo do mnie pasowała, kolor owszem ładny, ale rzadko noszę takie kolorowe rzeczy. Jeszcze ktoś pomyśli, że naprawdę jestem fanką tego zespołu, a ja nawet nie pamiętam jego nazwy. No ale czego się nie robi dla siostry. Przebrałam się, i nagle przypmniałam sobie, że przecież nie znam nawet ceny tej bluzki. Spojrzałam na metkę. 66.99 zł. O mój boże, dlaczego wszystko tu jest takie drogie? - Oliwia, ta bluzka jest bardzo droga, nie starczy mi na nią pieniędzy... - powiedziałam, jak tylko wyszłam z przymierzalni. - Ale Natalka, jaka droga, Łukasz właśnie obniżył nam cenę - Oliwia stała przy ladzie, i uśmiechnęła się do Łukasza przymilnie. - Tak, moi rodzice są właścicielami tego sklepu, nie mieliby mi tego za złe. A poza tym, tak pięknej dziewczynie wypada pomóc - przewróciłam oczami na jego minę wyrażającą czyste uwielbienie - Także jedna bluzka kosztuje teraz 40 złotych. Otworzyłam szerzej oczy, i spojrzałam na Oliwię. - Ale nie trzeba, przecież nie musimy wcale kupo... - Natalka, Natalka, Natalka... - Oliwia uśmiechnęła się nieco wymuszenie, i podbiegła do mnie - Co ty mówisz... - warknęła cicho - Ona tylko żartowała Łukasz, możesz już liczyć - podeszła do niego, i uśmiechnęła się zalotnie. Stałam tak patrząc niechętnie, jak Oliwia komplementuje biednego Łukasza, tylko po to, aby kupić taniej bluzkę. Nie czułam się z tym zbyt dobrze. Siostra już trzymała w rękach reklamówkę z naszymi nowo kupionymi ubraniami. - A może dałabyś zaprosić się na kawę? - Łukasz patrzył na Oliwię z uśmiechem. - No nie wiem, nie wiem... - siostra zachichotała, i wyciągnęła z torebki telefon - Możesz dać mi swój numer, a ja napiszę, kiedy będę miała czas? - chłopak pokiwał głową, i Oliwia podała mu do ręki telefon - Dzięki - powiedziała gdy już skończył, stanęła na palcach, i cmoknęła go w policzek - To do zobaczenia! - krzyknęła jeszcze, i wypchnęła mnie ze sklepu. - Natalia oszalałaś? - zaczęła, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi - Jeszcze parę słów, a musiałabym płacić o 40 złotych więcej! - Proszę - powiedziałam, po czym wyjęłam z portfela 40 złotych - I przepraszam, że nie podobało mi się to, jak okłamywałaś tego chłopaka. Przecież jutro wylatujemy, i dobrze wiesz, że się z nim nie spotkasz. Oliwia westchnęła ciężko. - Natalia, jesteś ze mną pierwszy raz, więc jeszcze nie przyzwyczajonam, ale to nie pierwszy i nie ostatni. Jesli jest aż ak naiwny, to jego problem, ja nawet do niego nie napiszę. Trzeba sobie umieć radzić w życiu, ty masz swoje sposoby, ja mam swoje, i najważniejsze, że są skuteczne - wzruszyła ramionami. - Dobrze, nie powinnam się wtrącać. Przepraszam, jeśli cię to uraziło, po prostu ja... nie jestem przekonana do takiego sposobu obniżania cen. - Sprawdzę drugi telefon, pewnie już wiele osób dzwoniło w sprawie Mani - Oliwia zaczęła grzebać w torebce, a ja zmarszczyłam brwi. Drugi telefon? - O, już dzwoniło piećdziesiąt nieznanych numerów! Chodź na autobus, po drodze będę oddzwaniała. O, i teraz ktoś dzwoni - patrzyłam w milczeniu, jak Oliwia przesuwa palcem po ekranie, i przykłada telefon do ucha. Jej głos od razu stał się niższy, i jakiś taki chłodny. Brzmiała jak Oliwia ze szkoły, ta która wydaje polecenia, i... w sumie nic więcej w szkole nie robi. - Halo? Tak, tu Oliwia. Spokojnie, nie krzycz tak, mam mało czasu... Tak, domyślam się, że w sprawie kota, tylko, że ten kot ma imię, także żegnam - i rozłączyła sie. Patrzyłam na nią zaskoczona. - Dlaczego się rozłączyłaś? - spytałam niepewnie. - Powiedziała "Ja w sprawie kota". A Mania to nie kot, Mania to Mania, przykro mi - wzruszyła ramionami, a ja już tak bardzo się nie dziwiłam. Kot brzmi jakoś dziwnie, oficjalnie, Mania musi trafić do kogoś kto kocha zwierzęta, a ktoś kto je kocha nie powiedziałby tak po prostu 'kot'. Pewnie nie masz pojęcia o co chodzi, , ale ja w pełni zgadzałam się z siostrą. ****************************************************** W autobusie Oliwia przeprowadziła podobną rozmowę z kilkudziesięcioma innymi osobami. Zwykle kończyły się one tak "Aha, okej, nie, pa" lub po prostu "Pa". Siedziałam patrząc w okno, słuchając słów Oliwii, i starałam się wyłapać z nich jakiś sens. - Aha. No tak. No dzisiaj... Naprawdę? - odwróciłam się zaintrygowana, bo w końcu Oliwia przestała mówić głosem chłodnym i obojętnym - Dobra, to jak jesteś zainteresowana to wbijaj z siostrą dzisiaj o 18.00 i prosiłabym, żebyś się nie spóźniła. Okej, ja też się cieszę. Okej, pa - siostra odłożyła telefon, i westchnęła - Boże wreszcie. Z kilkudziesięciu kandydatów wybrałam pięć, będę u nas o 18. Uśmiechnęłam się smutno. Logiczne, że wolałabym, żeby Mania została z nami, ale trochę cieszyłam się z tego, że w końcu znajdzie się ktoś, z kim będzie jej dobrze, choćbym to nie była ja. - Ej, to taki plan na dziś. Jest 16.30, jedziemy do domu, jedziemy na cmentarz, i do domu, bo wiesz, zaczną się schodzić ludzie. Czy koło cmentarza można kupić znicze? - pokiwałam głową, a Oliwia westchnęła - Boję się tam jechać... - powiedziała cicho. - Dlaczego? - Bo... Pewnie się rozryczę, ludzie będą się gapić, makijaż mi się rozmaże. Wiem, że to mama, ale jakoś nie mogę dopuścić do siebie myśli, że ona tam tak po prostu leży... Poczułam jak moje oczy robią się wilgotne, a przecież nie mogę rozpłakać się w autobusie. - Natalia spokojnie, wszystko okej - Oliwia położyła mi dłoń na ramieniu, i pogładziła je lekko. Jej oczy też były wilgotne. *********************************************************** Weszłyśmy na teren cmentarza. Wokół panowała niczym niezmącona cisza, oprócz nas dostrzegłam tylko jakąś staruszkę przy malutkim białym grobie. Groby dzieci... Starając się nie patrzeć w tamtą stronę skierowałam się do grobu mamy. Znajduje się on na samym końcu cmentarza, i Oliwia powiedziała, że nie do końca umie tam dojść. Grób mamy jest nowy, czysty, ale i tak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że za rzadko tu bywam, nie odwiedziam jej. Ostatni raz byłam u niej trzy dni temu. - Najpierw posprzątajmy, i postawmy znicze - szepnęłam. Wzięłam do ręki specjalną zmiotkę, i zaczęłam czyścić grób z liści. Oliwia wyjęła z reklamówki wkłady do zniczy, i zajęła się ich zapalaniem. - Skończone - powiedziałam po piętnastu minutach wstając, i otrzepałam ręce - Ty też już skończyłaś? Oliwia pokiwała głową, i postawiła reklamówkę z zużytymi wkładami. Stanęłam koło niej, i spuściłam głowę. Wiem, że powinnam się teraz pomodlić, ale... jakoś nie umiałam. Miałam tle do powiedziania mamie, tyle rzeczy wydarzyło się od tego czasu, a ja nie mam z kim o tym porozmawiać... Mamo, jesli mnie słyszysz, to chcę żebyś wiedziała, że bardzo cię przepraszam. Gdybym wiedziała, co się stanie, nigdy, za żadne skarby świata nie pozwoliłabym ci wsiąść do tego samochodu. Te firanki mogły przecież poczekać. Poczułam łzy pod powiekami, i przymknęłam oczy. Delikatny wiatr owiewał moją twarz, a łzy płnęły po policzkach. Postaram się być silna. Jutro przecież wylatujemy, nie chciałabyś, żebym się załamała. Ale... jest tak ciężko. Staram się, ale nie potrafię. Nie jestem taka twarda jak myśli tato czy Oliwia, wcale dobrze sobie z tym nie radzę. Dlaczego to ty musiałaś zginąć? Dlaczego nie mogłam to być ja? Jesteś potrzebna tylu osobom mamo, wszyscy za tobą tęsknią. A ja? Nie jestem warta tyle co ty, nie rozumiem, dlaczego musiałaś odejść. I gdzie jesteś? Czy jest ci tam dobrze? Lepiej niż tu? Nie rozumiem. Dlaczego nie mogłam zginąć razem z tobą? Po co mam żyć? Po co mam się dalej męczyć? Tak, to nie jest dar, to męczarnia. I gdybym chociaż mogła codziennie tu przychodzić, rozmawiać z tobą. Ale nie, wylatujemy jutro do Anglii. Tato mówi, że tak będzie dla nas lepiej. Nowe otoczenie, mniej zmartwień. Czy on nie widzi, jak bardzo cierpię, jak wszyscy cierpimy? Wiem, że to bardzo egoistyczne, ale chciałabym umrzeć, żeby być z tobą. Nikomu nie zrobiłoby to wielkiej różnicy, jestem, czy mnie nie ma. Nie zostawiaj mnie mamo proszę, nie zostawiaj mnie. Nie zostawiaj mnie... Kucnęłam, i schowałam twarz w rękawiczkach. Jestem słaba, jestem za słaba, żeby żyć bez ciebie, nie poradzę sobie. Dobrze o tym wiesz, więc dlaczego tak po prostu odeszłaś? Mówiłaś, że nigdy mnie nie zostawisz... Ja tego nie wytrzymam, kiedyś po prostu tego nie wytrzymam... - Natalia - usłyszałam cichy szept Oliwii. Podniosłam głowę. Łzy skapywały mi po policzkach, zamknęłam oczy. Nie chciałam patrzeć jak ona płacze z mojej winy. Gdybym tylko zachowała się inaczej wszystko byłoby dobrze. - Natalia, choć tutaj do mnie, choć - wzięła mnie za ręce, pomogła wstać, i przytuliła mnie z całej siły. Wiem, że jej też jest ciężko, nie mogę skupiać się tylko na sobie. Nie jestem tu najważniejsza, trzeba pomóc też jej. - Spokojnie, uspokój się już - podziałało odwrotnie. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam szlochać. Nie zasłużyłam sobie na jej pomoc, to wszystko moja wina. To wszystko moja wina... - Cicho... Nie płacz już - powtarzała siostra w kółko łamiącym się głosem - Wszystko będzie dobrze, jakoś się ułoży... Chciałabym, żeby miała rację. Nie mogę płakać w nieskończoność. A przynajmniej nie tutaj. Odsunęłam się, i wytarłam łzy. Nie będę więcej płakać przy kimś, obiecuję sobie. - Już dobrze? - spytała Oliwia i pociągnęła nosem. Miała trochę czerwony nos, i resztki łez na policzkach. - T-tak - wyjąkałam. Wszystko jest dobrze, wszystko musi być dobrze. - Musimy już iść, za 10 minut mamy autobus - powiedziała siostra, i podniosła reklamówkę. Odwróciłam się, i spojrzałam jeszcze raz na nagrobek. Jeszcze tu wrócę mamo, nie martw się, nie zostawię cię tu samej. **************************************** W autobusie czułam na sobie spojrzenia wszystkich ludzi. Nic dziwnego, nadal wyglądałam tak, jakbym płakała. Odwróciłam się w stronę okna, czując jak moje policzki czerwienią się z każdą sekundą. Czułam w piersi niemal fizyczny ucisk na myśl, że jutro o tej porze będę w Londynie. Jedne czego pragnęłam w tej chwili to cofnięcie czasu. Nic więcej. Wiem, że pewnie gdyby mama żyła to nie pogodziłabym się z Oliwią, ale spróbowałabym. Teraz kiedy wiem, dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej, to byłoby mi łatwiej. Nawet nie zauważyłam kiedy nadszedł nasz przystanek. - Chodź - powiedziała Oliwia, i chwyciła mnie za rękę. Nagle poczułam wielki przypływ miłości do niej. - Oliwia? - zaczęłam niepewnie, gdy już szłyśmy chodnikiem. - Słucham? - Dziekuję ci bardzo - spuściłam głowę czując jak moje policzki czerwienieją - że się ze mnie nie śmiałaś na cmentarzu. I że mi pomogłaś. I że... - Dobra, możesz już skończyć - przerwała siostra z uśmiechem - Nie zrobiłam nic nadzwyczajengo, wiem, że to samo zrobiłabyś dla mnie - usmiechnęłam się, i pokiwałam głową. - Wiesz, gdybym mogła jakoś ci się odwdzięczyć to powiedz, mogę dużo zrobić, jeśli chcesz - powiedziałam, a Oliwia zmarszczyła brwi. - No w sumie jest taka jedna sprawa. Są nawet dwie. Ale o tej drugiej powiem ci później, zacznę od tej pierwszej. Przypomnij mi proszę, kto wygrał wojewódzki konkurs plastyczny w tamtym roku? Spojrzałam na nią zdumiona. - N-no ja... - Otóż to. A powiedz mi jaką to było trzeba zrobić techniką? Zastanowiłam się chwilę. - Wydaje mi się, że technika była dowolna, ale ja po prostu naszkicowałam... - No właśnie! - Oliwia klasnęła w ręce - I trzeba mi coś naszkicować. Spojrzałam na nią zdumiona. - Ale Oliwia, masz tylu znajomych, dobrze wiesz, że zrobią ci to lepiej niż ja, i napewno dużo szybciej... - zaczęłam. - Nieprawda, nie bądź już taka skromna Nati, ja doskonale wiem, że ty z plastyki zawsze miałaś szóstki więc nie gadaj - siostra uśmiechnęła się szeroko, a ja westchnęłam. - No dobrze, a co mam ci naszkicować, i na kiedy? - Na kiedy to jeszcze nie wiem, ale jakbyś mogła, to zacznij dzisiaj, albo jutro. A rysunek ma przedstawiać jednego z chłopaków - Oliwia zachichotała, a ja zmarszczyłam brwi. - Którego z chłopa... Aaaaa, tego Le... Lo... Leonarda? - Natalia, zapamiętaj wreszcie, Louisa! - Oliwia zrobiła oburzoną minę, a ja uniosłam ręce w obronnym geście. - Przepraszam, już pamiętam, L-o-u-i-s-a - zaśmiałam się, a po chwili Oliwia też. - Dobra, za dziesięć osiemnasta, idź się ogarnij i chodź do salonu, ja też przyjdę - powiedziała moja siostra gdy już znalazłyśmy się w przedpokoju, i zdejmowałyśmy buty i kurtki. - Oliwia a... - zawachałam się. - No co, bo czasu mało? - siostra już jedną nogą stała w swoim pokoju. - Mogę wziąć Manię? - zamknęłam oczy, i zacisnęłam pięści w obawie przed odmową. - Dobrze, możesz, i uspokój się już - Oliwia zaśmiała się, i podeszła do mnie z Manią na rękach - Tylko szybko - i zniknęła w drzwiach. Kotka patrzyła na mnie tymi swoimi zaspanymi, zielonymi oczkami. - Oj Mania Mania - powiedziałam, i mocno ją przytuliłam, na co ona miauknęła cicho. Poszłam do pokoju, i zamknęłam za sobą drzwi. Zdjęłam sweter i złożyłam go na półce, nałożyłam jakieś dresy, a włosy rozczesałam, i związałam w koński ogon. Z zadowoleniem stwierdziłam, że do osiemnastej zostały jeszcze trzy minuty. Umyłam więc twarz, ręce, i stwierdziłam, że to chyba już wszystko. Dokładnie o osiemnastej wyszłam z pokoju z Manią na rękach. W salonie panowała absolutna cisza. Na kanapie siedziała Oliwia, a naprzeciwko niej, na krzesłach, jakieś siedem-osiem osób. Zauważyłam, że siostra również się przebrała, założyła długi sweter, białą bluzkę, i bordowe leginsy. Włosy zostawiła rozpuszczone. - O, jesteś Natalia, siadaj - powiedziała, gdy tylko mnie zobaczyła, tym samym zwracając uwagę tych wszystkich ludzi na mnie. Poczułam, że robię się czerwona, więc bez słowa usiadłam koło niej, i zajęłam się głaskaniem Mani po pyszczku. - Dobrze, więc skoro wszyscy są, to zaczynajmy. Jako pierwsza może zacznie dziewczynka w niebieskich okularach, przepraszam, ale zapomniałam imienia. Więc proszę imię, nazwisko, wiek, rodzeństwo, a resztę dopytam się sama. Proszę bardzo. Dziewczynka lekko zbladła, i ścisnęła rękę siedzącej za nią mamy. - Nazywam się Ania Kwiatkowska, mam 11 lat. Mam brata, który ma cztery miesiące... - zamilkła, a Oliwia podrapała się po brodzie. - Lubisz zwierzęta? - mała pokiwała głową - A ile macie pokoi w domu? - spojrzałam na nią zdumiona, dziewczynka zresztą też. - M-mamy dwa pokoje w domu - odpowiedziała drżącym głosem. - Czyli masz pokój z bratem? - Ania kiwnęła głową. - Bardzo mi przykro, ale nie mogę oddać ci Mani. Ona potrzebuje maximum uwagi, a takiej nie otrzyma w domu z czteromiesięcznym niemowlęciem. Radzę pójść do schroniska i po prostu stamtąd wziąć jakieś zwierzę. Przykro mi, do widzenia - zobaczyłam w oczach małej łzy. Jej mama westchnęła, powiedziała ciche "do widzenia", i obie poszły do przedpokoju wziąć kurtki, a ja odprowadziłam je smutnym wzrokiem. - Dobrze, więc jesteś następny - Oliwia skierowała wzrok na młodego chłopaka. Znałam go, jest z mojego rocznika. - Nazywam się Marcin Kuszneruk, mam prawie 16 lat. Nie mam rodzeństwa. - A czy to nie ty masz w domu dwa duże labradory? - Oliwia zmarszczyła brwi. - N-no tak, ale nie widzę związku... - A ja widzę - Oliwia poprawiła się na kanapie, i spojrzała na niego chłodno - Nie uważasz, że dwa duże psy to nie zbyt dobre kompany do zabawy dla maleńkiej kotki? Przykro mi, do widzenia - chłopak spojrzał na nią zaskoczony - Do widzenia - powtórzyła głośniej, a Marcin wstał, i bez słowa skierował się do przedpokoju. - Już ja mu dam cudowne życie w tej szkole, burak jeden - szepnęła mi do ucha Oliwia. Mania miauknęła cicho, co wywołało ogólne rozbawienie wśród pozostałych ochotników. - Dobrze, teraz ty - siostra wskazała ręką na dwie małe dziewczynki. - Nazywam się Ala, a to moja siostra Ola, mamy 10 lat - powiedziała jedna z nich, a ja aż się uśmiechnęłam. Były takie słodkie. - Lubicie kotki? - spytała Oliwia obojętnie. - Tak, bardzo - obie gorączkowo pokiwały głowami - Miałyśmy już ich bardzo dużo, ale dwa z nich się zgubiły, a ostatni uciekł - Ala i Ola zrobiły smutne minki. - Uciekł? - Oliwia uniosła brwi, i schowała twarz w dłoniach - Dobrze, Mania jednak nie jest wymarzonym kotkiem dla was, wątpię żeby jakikolwiek był, do widzenia. Dziewczynki zeskoczyły z krzeseł, i śmiejąc się pobiegły wziąć swoje kurtki, na co Oliwia westchnęła. Wyglądała na poirytowaną. - Dobrze, teraz ty. Przedostatni był mały chłopczyk, na oko siedmioletni z mamą. - Nazywam się Maciuś - powiedział głosem, jakby recytował wierszyk - Mam osiem lat, i nie mam ani brata ani siostry - zakończył z uśmiechem, a ja mimowolnie również się uśmiechnęłam. - Dlaczego chcesz wziąć Manię? - spytała Oliwia jakoś tak dziwnie miło. - Bo mój jeden kot jest już stary, więc chcę nowego - i cały czar chwili prysł. Mama Maciusia chyba zdawała sobie z tego sprawę, bo patrzyła na nas przepraszająco. - Więc gdy Mania będzie już duża, ty ją zostawisz, i kupisz sobie nowego kotka? - Mania na dźwięk swojego imienia podniosła głowę, i machnęła mi ogonem przed twarzą. Maciuś chyba nie bardzo wiedział co powiedzieć. - No tak, no bo taki duży kotek to nie chce się bawić wcale a wcale - chłopiec uniósł paluszek w górę, pokręcił głową, i uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech, na co Maciuś przytulił się do mamy. - Przykro mi Maciusiu, ale nie oddam ci Mani. Miłego dnia życzę, do widzenia - Oliwia ziewnęła, i schowała twarz w dłoniach - Kurde, jeśli ta dziewczyna nie będzie odpowiednia to ja nie wiem co zrobimy. Przez telefon wydawali się tacy mili... Spojrzałam na ostatnią ochotniczkę. Właśniwie było ich dwie. Dziewczyna, którą znałam z widzenia ze szkoły, rok starsza ode mnie, i chyba jej siostrzyczka. - Powiedzcie coś o sobie - powiedziała Oliwia bez entuzjazmu. - Ja nazywam się Marlena Kowal, i mam 16 lat, a to moja siostra Michalina, która ma 5 latek. Przywitaj się Misia - Marlena kucnęła, i spojrzała małej w oczy. - Dzień Dobly - powiedziała Michalina, i pomachała do Oliwii i do mnie. Uśmiechnęłam się, i odmachałam jej. - Dobrze, dobrze. Ile macie pokoi? - Pięć - odpowiedziała Marlena sadzając sobie Michalinę na kolanach. - Miałyście kiedyś kota? - Tak, Michaliny jeszcze nie było, a ja byłam mała, a Filemon - ten kot, po prostu zdechł ze starości. Ale pamiętam jak go karmiłam kocia karmą, i jak lizał mnie po twarzy - dziewczyna usmiechnęła się. - Myślisz, że twoja siostra nie będzie bardzo dokuczać Mani? - Nie, to bardzo spokojna dziewczynka, czasem wręcz nieśmiała, bardzo lubi zwierzątka prawda? - Marlena spojrzała na siostrę, a ta pokiwała głową i spojrzała z zaciekawieniem na Oliwię. - Dobrze, Nati, daj im pogłaskać Manię, a ty Marlena weź ją na ręce - poleciła Oliwia, a ja wstałam, i niepewnie podeszłam do dziewczyn. - Proszę - powiedziałam, kładąc Manię na rękach Marleny. - Jejku jaka słodziutka maleńka kuleczka - dziewczyna zaczęła gładzić Manię za uchem - Chodź Miśka, pogłaskaj - dziewczynka podeszła, i nieśmiało wyciągnęła rączkę. Mania mruczała głośno, napewno musiało jej być bardzo dobrze. - No niby wszystko okej - Oliwia chyba zastanawiała się, o co by tu jeszcze spytać, żeby okazało się, że nie możemy oddać im Mani - Czy nikt nie ma alergii na koty? - Marlena pokręciła głową - Czy w domu jest miejsce, gdzie kotka mogłaby się bawić, spać, jeść i pić? - Szczerze mówiąc, to dzisiaj byłam nawet w sklepie i kupiłam legowisko, drapak, miski i zabawki dla kota, chociaż nawet nie wiedziałam, czy to ja ją dostanę. Także wszystko jest przygotowane. - A czy wasi rodziece zgadzają się na posiadanie kota? - Tak, przyjechaliby tu razem z nami, ale pracują. Ale w pełni się zgadzają - zapewniła dziewczyna, cały czas trzymając Manię na rękach - Pewnie nie chcesz się z nią rozstawać co? Oliwia spojrzała na nią chłodno. - To raczej moja sprawa, a tobie nic do tego, nieprawdaż? - spytała unosząc brwi. Marlena westchnęła cicho. - Przepraszam. Oliwia skinęła głową, i zwróciła się do mnie. - Jak uważasz? - spytała, a ja poczułam ucisk w gardle. Jeśli się z nią zgodzę to Mania odjedzie na zawsze do miłego, ciepłego domu. I już nigdy więcej jej nie zobaczę. A jeśli się nie zgodzę, to Mania trafi do schroniska, gdzie może ją wziąć ktoś kto wcale nie będzie jej kochał. Nienawidzę wybierać. - J-ja... - Oliwia patrzyła na mnie błagalnym wzrokiem - Ja się zgadzam... - powiedziałam cicho, i westchnęłam. - Ja chyba też - Oliwia wstała, i podeszła do Marleny - Twoi rodzice tu przyjadą? - Tak, widzę, że nawet już stoją pod domem - Marlena jeszcze raz spojrzała przez okno. - No dobrze. Ale dbaj o nią. Będzie cię budzić w nocy. Lubi mleko. Lubi jak się ją przytula... - w miarę słuchania do moich oczu napływały łzy - Lubi, jak się ją przykrywa kołdrą. Lubi gryźć pluszaki. Nie krzycz na nią nigdy. Uważaj, nie wypuszczaj jej z domu w śnieg, w deszcze zresztą też nie. Boże... - Oliwia spojrzała na mnie. W jej oczach również dostrzegłam łzy. - Daj mi ją potrzymać. Ostatni raz - poprosiłam, a Marlena uśmiechnęła się, i podała mi kotkę. - No Mania - powiedziałam cicho, a po moim policzku spłynęła łza, która kapnęła na jej pyszczek - Przepraszam, ale tak bedzie lepiej. Będziesz miała nową panią, która napewno będzie cię kochać, i opiekować się tobą - Marlena uśmiechnęła się do mnie przez łzy - Będzie cię karmiła, i czesała. Ale pamiętaj, że my z Oliwką zawsze cię kochamy - nachyliłam się i pocałowałam ją w nosek. Podeszła do nas Oliwia. - Ja też cię kocham Mania, i pamiętaj... Nie reaguj na nic tylko Mania tak? Zakaz nadawania nowego imienia, będę was pilnować, nieważne że z Londynu, ja mam znajomości wszędzie - zaśmiałam się, gdy Oliwia spojrzała na Marlenę surowo, a ta kiwnęła głową z uśmiechem. - Dobrze, nie zatrzymujemy was - powiedziałam, i ostatni raz spojrzałam w te jej zielone oczka - Opiekujcie się nią, i dbajcie o nią - usmiechnęłam się do Marleny, zaczekałam, aż nałoży kurtkę, szalik i buty, i podałam jej Manię - Do widzenia Mania... - zbliżyłam się, a kotka liznęła mnie po ręku. Drzwi zamknęły się, a my natychmiast podbiegłyśmy do okna. Było ciemno, ale dzięki świecącej latarni widziałyśmy wszystko dokładnie. Z samochodu wyszedł mężczyzna, i chwycił biegnącą do niego Michasię. Marlena okryła Manię szalikiem, i wsiadła do samochodu. Po chwili odjechali. - Boże już za nią tęsknię - Oliwia pociągnęła nosem, i zaczęła wycierać oczy chusteczką - Gdyby ojciec nie był naszym ojcem to... - Dobrze Oliwia... Spokojnie... - podeszłam do niej i uśmiechnęłam się smutno - Mani będzie tam dobrze, napewno lepiej niż w schronisku. Odwiedzimy ją... - Oliwia uśmiechnęła się, odłożyła chusteczkę, i przytuliła mnie mocno. - Będę pisać do Majki, żeby raz w tygodniu chodziła do niej, i przysyłała mi filmiki z Manią, więc będzie dobrze - ucieszona pokiwałam głową - Wychodzisz dziś gdzieś? - spytała. - Nie, może przyjdzie Olga... - powiedziałam niepewnie. - Nie martw się, napewno przyjdzie - Oliwia uśmiechnęła się - Jesteście przyjaciółkami, nie powinna obrażać się za jakąś pierdołę. Za to ja idę dziś do Karola, i wrócę jakoś o pierwszej może? - popatrzyłam na nią zdumiona. - Aż o pierwszej? A kiedy się spakujesz? I co ty u niego bedziesz robiła? Oliwia zachichotała. - Spakuję to się zaraz, i dokończę jak wrócę, a co będę u niego robiła? - podeszła bliżej, i usmiechnęła się - To ty jeszcze za młoda na to kochana - otworzyłam szerzej oczy, i poczułam, jak robię się czerwona - No, to ja idę się pakować, do zobaczenia - uśmiechnęła się, poklepała mnie po ramieniu i poszła do swojego pokoju. Ale że jak to jestem na to za młoda? Czy ona już... O boże, jak ja słabo znam moją własną siostrę. Nagle drzwi do domu otworzyły się, i stanął w nich tato. Odłożył teczkę na stolik, i zaczął zdejmować płaszcz. - O, witaj córeczko - podszedł do mnie, i pocałował mnie w czoło - Jak minął dzień? Spojrzałam na niego z wyrzutem, i natychmiast odwróciłam głowę. - Wszystko dobrze tato. O-oddalismy Manię - na myśl o niej znowu poczułam łzy pod powiekami, ale powstrzymałam je. - Komu? - spytał lekko zdziwiony. - Marlena Kowal. Raczej nie znasz, ja sama w sumie nie znam - powiedziałam obojętnie. Tato westchnął, i potarł twarz. Widać było, że jest bardzo zmęczony. - Możesz zawołać Oliwię? Muszę powiedzieć wam szczególy dotyczące jutrzejszego lotu - bez słowa kiwnęłam głową, i skierowałam się do pokoju siostry. - Mogę? - spytałam, pukając lekko. - Co jest? - Oliwia wetknęła głowę przez drzwi. Miała mokrą twarz, i zmyty makijaż. Jej oczy były teraz prawie czarne. - Tato chce z nami porozmawiać. Siostra pokręciła głową. - Jeśli to nic ważnego to nie mam ochoty z nim rozmawiać - wzruszyła ramionami, a ja westchnęłam. - Szczegóły dotyczące lotu, to raczej ważne... - Dobra, już idę - mruknęła Oliwia niechętnie, i razem poszłyśmy do salonu. - Siadajcie... - zaczał tato, ale Oliwia mu przerwała. - Wiedz, że siadam dlatego, że chce, a nie dlatego, że mnie prosisz - Oliwia patrzyła na wszystko, tylko nie tatę, a ja nie widząc co mówić zajęłam miejce koło niej, i posłałam tacie przepraszające spojrzenie. - Oliwko, mam nadzieję, że zrozumiesz kiedyś, że chcę dla was tylko i wyłącznie dobra, i że tak będzie dla nas lepiej. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz... - Oliwia poruszyła się i przewróciła oczami, a tato westchnął - Lot mamy na ośmą rano, na lotnisku musimy być już o siódmej. Lot trwa około trzech godzin, a jak zapewne wiecie jest tam godzina do tyłu, czyli jeśli u nas jest na przykład 19.00 to tam... - Daruj sobie, nie jesteśmy dziećmi już ogarnęłyśmy - Oliwia ziewnęła teatralnie. Przez twarz taty przebiegł cień zawodu, więc spróbowałam jakoś ratować sytuację. - Dziękuję tato, jeśli u nas jest 19.00 to w Londynie 18.00, rozumiemy - uśmiechnęłam się, a tato odwzajemnił uśmiech. - Także w Londynie będziemy około 10.00. Macie walizki, spakujcie tam ubrania, i rzeczy, które nie będą wam potrzebne bezpośrednio w samolocie, bo od tego jest bagaż podręczny. No i wiecie, przy sobie żadnych metalowych przedmiotów itp. Bilety mam ja, dokumenty także, więc nie martwcie się. Meble już tam są, pościele też, także tego pakować nie musicie. Teraz ja muszę pójść się spakować, i chyba idę spać, ponieważ jutro trzeba rano wstawać. Radziłbym zrobić to samo - tato powoli wstał, i podszedł do nas - Kocham was, i nie chcę, żebyście były na mnie złe. Pomyślcie o plusach tej sytuacji, Londyn to piękne miasto, tyle zabytków, tylu ciekawych ludzi do poznania. Nie skupiajcie się tylko na złych rzeczach, warto myśleć też o tych dobrych - tato uśmiechnął się smutno, pogłaskał mnie po głowie, i wyciągnął dłoń w kierunku Oliwii, ale ta tylko prychnęła i odsunęła się - Dobrze... Miłego wieczoru dziewczynki - i zniknął za drzwiami swojego gabinetu. Siedziałyśmy przez chwilę w ciszy, Oliwia wpatrzona w swoje kolana, a ja w nią. - Nie chcę lecieć - odezwała się nagle, skubiąc końce swoich włosów - Może uciekniemy z domu? Karol napewno nas przenocuje? **************************************************************** - Natalia... - w jej oczach dostrzegłam łzy - Przepraszam, że tak wyszło naprawdę. Nie chciałam w żaden sposób cię zranić przysięgam. Maja powiedziała, że teraz pali kto chce, więc ja już nie będę naprawdę. I wtedy w szkole nie chciałam cię obrazić. Byłam po prostu taka zdziwiona i... zazdrosna - otworzyłam szerzej oczy - Teraz tak dobrze dogadujesz się z siostrą, dzisiaj byłaś z nią na zakupach, teraz wszyscy o tobie mówią. I nawet kupują koszulki z One Direction, czerwone i niebieskie. Ja miałam spotkanie cheerlederek, i potem chciałam przyjść do ciebie, ale przypomniałam sobie, że przecież jesteś z Oliwią. A dzisiaj był twój ostatni dzień tu ze mną, i jest tak strasznie przykro, że już jutro wylatujesz - nie wytrzymałam i zaczęłam szlochać - Przyniosłam dla ciebie twoje ulubione ciasto czekoladowe, wiem jak bardzo je lubisz, i mam nawet książki, na wypadek gdybyś chciała się pouczyć, i... - Olga Olga spokojnie - uśmiechnęłam się przez łzy, i chwyciłam ją za rękę - Nie mam ci niczego za złe, jesteś moją najukochańszą przyjaciółką, nie mogłabym tak po prostu cię zostawić. Nawet nie wiesz, jak bardzo martwiłam się, że już mnie nie potrzebujesz bo masz Maję i inne cheerlederki, przez cały dzień z Oliwią myślałam tylko o tobie - Olga zaśmiała się, i otarła łzy z policzków - Wiesz, że oddałyśmy Manię? Nie mogła lecieć z nami w samolocie. Kojarzysz Marlenę Kowal? - Olga patrzy na mnie smutno, ale kiwa głową. - Bardzo mi przykro z powodu Mani, ale Marlena jest okej, dawno temu chodziłam z nią na tańce. Mania będzie miała u niej wszystko co potrzebne - uśmiechnęłam się, i poczułam się o wiele lepiej - Wszystko między nami okej? - Jasne, że tak - mówię poważnie, i mocno ją przytuliłam - A teraz pokaż mi to ciasto - Olga zaśmiała się, i skierowała w stronę plecaka. - Pomagałam mamie je piec, a wiesz że nienawidzę gotować - uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. W gimnazjum Olga potrafiła pięć razy w ciągu roku wywołać pożar na zajęciach żywieniowych podczas gotowania kisielu. Patrząc jak przyjaciółka kuca przy reklamówce, usiłując wyjąć ciasto z folii, przy okazji się przy tym wywracając czuję miły ucisk w sercu. Znów wszystko jest normalnie, mam moją Olgę tylko dla siebie. ************************************************************* - Ale jak to pierwiastek z dwóch razy trzy - Olga drapie się po głowie, i rzuca ołówkiem na podłogę. Wzdycham lekko. Tłumaczę jej to już trzeci raz. - Olga spójrz. Pierwiastek z dwóch to jedna trzecia wysokości. Zapisz to sobie. Nie, nie pierwiastek z dwóch na trzy. Pisz tak, jedna trzecia h równa się... pierwiastek z dwóch. I co teraz trzeba zrobić? - patrzę na nią z uśmiechem. Wyczytałam gdzieś, że to dodaje dzieciom pewności siebie. Na Olgę może też zadziała. - Podzielić na t... Razy trzy! - poprawia się szybko widząc mój wyraz twarzy. - Brawo Olga, a wiesz dlaczego? Olga jeszcze raz przygląda się rysunkowi i zapiskom w zeszycie. - Bo pierwiastek z dwóch to jedna trzecia wysokości, a żeby policzyć całą trzeba pomnożyć to razy trzy. Uśmiecham się szczerze. - No wreszcie, jestem z ciebie dumna - poklepuję ją lekko, a Olga wzdycha ciężko i zamyka zeszyt. - Jezu wreszcie, myślałam, że zaraz zasnę - parskam śmiechem, i układam zeszyty jeden na drugim - Myślę, że powinnam zacząć się pakować - stwierdzam wzdychając cicho. Olga unosi lekko brwi, i zmienia pozycję z leżącej na siedzącą. - Przez chwilę zapomniałam o tym, że jutro o tej porze b



Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy